Pod ostatnim postem pojawił się ciekawy komentarz, za który bardzo dziękuję. Dotyczył śledzenia wartości netto w czasie. Faktycznie temat wartości netto, bez śledzenia zmian w czasie jest niepełny. Ja osobiście bilans spróbowałam po raz pierwszy zrobić 2 lata temu i było to ciekawe i pouczające doświadczenie. Od tamtej pory liczę stan aktualny (co jakiś czas, tak naprawdę jak mi się przypomni, albo mam za dużo wolnego czasu) oraz przechowuję wartości archiwalne – w odstępach co pół roku (koniec danego roku i koniec półrocza). Niewiele trzeba, żeby excel policzył nam przyrosty w tych pozycjach, które są dla nas istotne. Na przykład ile oszczędności przyrosło mi w 2009 roku i jak to się ma do roku 2008. jak zmalały moje długi, itp.
Przeszłość jest interesująca, ale najbardziej ciekawi mnie przyszłość. Bilans jest bardzo dobrym narzędziem, żeby dobrze zdefiniować cele finansowe, które chcemy osiągnąć np na koniec bieżącego roku. Natomiast wydaje mi się, że jest metodą zbyt szczegółową, jeżeli zastanawiamy się nad celami strategicznymi – gdzie chcemy być w perspektywie np 10 lat.
Ostatnim chyba aspektem bilansu jest kwestia wyceny aktywów oraz niektórych zobowiązań (na przykład kredytów walutowych). Jeśli chodzi o stronę aktywów, to musimy pamiętać o tym, żeby wycena odnosiła się do aktualnej, rzeczywistej wartości danego przedmiotu, a nie ceny zakupu. Najprostszy przykład – wartość samochodu z czasem spada, i trzeba to uwzględnić. Oczywiście nie chodzi o to żeby tracić czas na śledzenie aktualnej wartości rynkowej, ale warto pamiętać, że aby bilans był wartościowy, musi zawierać prawdziwe dane.

