W poprzednim poście skupiłam się na zagadnieniu wytropienia i wyeliminowania (a w zasadzie ograniczenia) dróg, którymi ucieka ciepło z naszego domu – przede wszystkim drzwiach wejściowych i oknach.
Jednak zasadniczym sposobem na ograniczenie rachunków za ogrzewanie w moim przypadku jest właściwe używanie grzejników.
Z najbardziej oczywistych, aczkolwiek niedużych rzeczy:
- Ograniczam do niezbędnego minimum (wyłącznie sytuacje “awaryjne”) suszenie prania na kaloryferze. Pranie z zasady suszę w łazience, na suszarce.
- Po drugie – zadbałam, żeby grzejniki nie były zastawione żadnymi meblami, tak aby cyrkulacja powietrza była jak najlepsza. Wiadomo, że nie zawsze się da, ale warto o tym pamiętać.
- Czytałam jeszcze, że można za grzejnikami zamontować ekrany, które będą ograniczały pochłanianie ciepła przez ścianę i będą je odbijały. Ale z drugiej strony czytałam również, że stwarza to idealne warunki do rozwoju grzyba na ścianie :( Trzeba więc uważać, i przytomnie podjąć decyzję.
Największe oszczędności (przy niewielkim wysiłku) uzyskuję dzięki wykorzystywaniu pokręteł do ustawiania mocy grzania grzejników. Generalnie:
- Temperaturę w mieszkaniu utrzymuję na takim poziomie, żeby nie wymagała chodzenia w swetrze z jednej strony, a z drugiej – przebierania się w tshirty i szorty
- W łazience nie ograniczam ogrzewania – przede wszystkim chodzi o to, żeby nie wyhodować grzyba na ścianie. Oprócz tego wolę korzystać z łazienki, gdy jest dobrze ogrzana
- Teoretycznie wiem, że powinno spać się w chłodnym pomieszczeniu. ja jednak lubię spać w cieple. Grzejnik w sypialni podkręcam w kierunku końca skali, jakieś 2 godziny przed pójściem spać, a skręcam rano, przed wyjściem z domu.
- Jeśli wyjeżdżam na dłużej (choćby na weekend) zakręcam grzejniki. W czasie silnych mrozów zostawiam ogrzewanie na niskim poziomie, żeby nie wracać do wyziębionego mieszkania
- W pomieszczeniach nieużywanych, utrzymuję ogrzewanie na niskim poziomie. Zwiększam albo gdy są duże mrozy, albo gdy pomieszczenie ma być używane (np gościnny pokój – gdy wiem, że przyjadą goście)
- Unikam przebywania w wychłodzonych pomieszczeniach, gdyż po pierwsze – żadna frajda, a po drugie – najczęściej się to kończy przeziębieniem.
Wydaje mi się, że z tego co napisałam powyżej, wynika, że nie jestem jakąś maniaczką oszczędzania ogrzewania. Nie latam również po mieszkaniu, regulując w tę albo wewtę kaloryfery :) Ale nawet stosując tych kilka zasad, rachunki za ogrzewanie nie przyprawiają mnie o zawał – jakiś czas temu udało mi się je zmniejszyć znacznie, a teraz utrzymuję je na porównywalnym poziomie.


W Twojej łazience niebezpieczeństwo grzyba istnieje w wyniku słabej wentylacji. Łazienka wewnętrzna przy prawidłowej wentylacji nie potrzebuje ogrzewania, bo wchodzi do niej ciepłe powietrze z mieszkania. Przyczyny słabej wentylacji mogą być rózne. Najprawdopodobniej jest to zbyt wielkie uszczelnienie okien i drzwi. Radził bym zdjąć zaklejenia okien. I okresowo je rozszczelniać przez odpowiednie położenie klamki. Np po wywieszeniu prania, czy kąpieli. To właśnie tam powinno wchodzić świeże powietrze. I być ogrzane tam umieszczonymi grzejnikami.