Dosyć często spotykam się z takim stwierdzeniem: muszę zainwestować w nowy garnitur. Albo w nowy telewizor, stary jest do niczego. Albo (co gorsza) w nowy samochód. Coś mnie skręca w środku.
Kiedy mówimy o inwestowaniu, a kiedy po prostu o wydawaniu? I drugie pytanie – dlaczego nadużywamy określenia “inwestowanie”?
W moim rozumieniu (nieprofesjonalistki, a normalnej osoby(tu przepraszam całą rzeszę profesjonalistów, którzy jednocześnie są normalni :) mam nadzieję, że wybaczą mi ten skrót myślowy) inwestowanie to działanie, której spodziewanym efektem będzie jakiś dochód. Trochę mądrzej pisząc – spodziewam się większego od zera ROI, czyli zwrotu na inwestycji. Na przykład kupuję działkę, i spodziewam się że w jakiejś perspektywie mogę na niej zarobić.
Ale jeżeli kupię nowy samochód – to będę mieć koszty, a do tego, nabyte dobro straci dość szybko na wartości. Więc na pewno nie jest to inwestycja, a po prostu wydatek. Analogicznie wszelkie dobra będące wyposażeniem np naszych domów. Kupno super dvd to nie jest żadna inwestycja, a po prostu wydatek.
Jeżeli przeznaczam pieniądze na edukację – to można to spokojnie zakwalifikować jako inwestycję we własną przyszłość. Ale czy wydatki na ciuchy, kosmetyki, fryzjera są inwestycją? hmm. Wszystko zależy jak chcemy się pozycjonować na rynku pracy:)
Drugie pytanie jest takie – dlaczego mylimy te dwa pojęcia. Zapewne spora część osób niespecjalnie odróżnia je i stosuje wymiennie. Ale myślę, że całkiem często słowem “inwestuję” jakoś usprawiedliwiamy zakup, który niekoniecznie jest potrzebny, trochę “nadmiarowy”. Albo jest na tyle duży, że na siłę szukamy racjonalnego jego uzasadnienia. I bardzo wygodnie jest powiedzieć “inwestuję w nowy kożuch” :)


A co złego jest w kupnie samochodu i trzymanie go z mysla o sprzedazy za 30-40 lat jak zabytek ? Jego wartosc bedzie tym wieksza, im jego stan lepszy. Zakladam nieuzytkowanie go, wiec odchodza oplaty za rejestracje i ubezpieczenie. Pozostaje tylko kwestia zapewnienia odpowiednich warunkow srodowiskowych.
Z drugiej strony inwestowanie w edukacje tez moze ‘okazac sie’ zwyczajnym wydatkiem, jezeli zdobyta wiedza nie idzie w parze z generowaniem odpowiednich przychodow w przyszlosci.
A czy zona to inwestycja, czy wydatek ? …
U mnie na blogu byl niedawno wpis o tym, że oszczędzanie nie jest tak modne jak powinno. Związek między wpisami jest taki, że slowo “inwestowanie” jest bardzo trendy. Dlatego niektórzy zamiast mówić “oszczędzam” używają slowa “inwestuję” i wkladają pieniądze na lokatę a lolata inwestycją nie jest. Tak samo ktoś chowa slowo “wydaję” albo “konsumuję” pod modnym slowem “inwestuję”. Tym sposobem inwestują ci co oszczędzają i ci co wydają ;)
@ GarbeeQ
żona i dzieci to czlonkowie rodziny, o których też czasem się mówi że są inwestycją, tylko często nieudaną. Czasem można powiedzieć, że taka jak np. kolekcja obrazów: cieszymy się że możemy je oglądać i przebywać w ich towarzystwie (tzw. dywidenda emocjonalna) ale większego pożytku z nich nie ma.
Mam wrażenie, że ludzie używają słowa inwestuję w znaczeniu – dobrze wydaję, kupuję coś co się opłaci, przyniesie zysk niekoniecznie finansowy.
np. “miałam dość tanich kurtek z supermarketu i ZAINWESTOWAŁAM w nowy kożuch. Był strasznie drogi, ale uważam, że się opłaciło, bo jest naprawdę ciepły i chodzę w nim już trzeci sezon”
“Zainwestowałam w lekcje angielskiego i już na następnych wakacjach było mi łatwiej się dogadać”
@ GarbeeQ
Mimo wszystko wydaje mi się że w miażdżącej większości przypadków samochód kupujemy z myślą o jego używaniu na bieżąco a nie wzroście wartości za 30 czy 40 lat :)