Bezpośrednią inspiracją do tej notatki był wpis na blogu „No Credit Needed”, którego fanką jestem od dawna.
Dzisiejszy wpis “Working on my taxes”, tym bardziej zmobilizował mnie do działań, które do tej pory odwlekałam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Właśnie zdecydowałam, że pora się z tematem zmierzyć w najbliższy weekend. Poza tym pogoda za oknami sprzyja wciąż raczej pracom domowym niż włóczeniu się po świecie :(
Mianowicie – najwyższy czas, żeby w końcu przymierzyć się do rocznego rozliczenia podatku PIT. Teoretycznie sprawa jest prosta – jeśli ktoś ma podatek do dopłacenia, będzie czekał do ostatniej chwili, czyli do 30 kwietnia. Z drugiej strony – jeśli wiemy na pewno, że nadpłaciliśmy podatek dochodowy, to nie ma na co czekać. Im szybciej złożymy deklarację, tym lepiej, bo tym wcześniej dostaniemy zwrot nadpłaconego podatku. Hmm… Sama pamiętam jak rozliczenie miałam gotowe jeszcze w grudniu, i składałam je w pierwszych dniach stycznia, żeby jak najszybciej dostać zwrot. Wiadomo – „where is a will, there is a way…”. Po prostu należał mi się zwrot z tytułu ulgi budowlanej i czekałam kasy jak przysłowiowa kania dżdżu… Potem było na odwrót. Czekałam do prawie ostatniego dnia z rozliczeniem, żeby tylko odwlec moment dopłaty podatku.
Ale nie zawsze jest tak łatwo i jednoznacznie. Tym bardziej warto znaleźć czas, jeszcze w marcu, i policzyć.