We wtorek Szwajcarski Bank Narodowy ogłosił, że ustalił dolną granicę kursu euro do franka na poziomie 1,2 CHF. SNB z pełną determinacją ma egzekwować tę granicę i nie pozwoli by euro kosztowało mniej niż 1,2 CHF. W tym celu SNB gotów jest kupować zagraniczne waluty w nieograniczonych ilościach.
Piotr Kuczyński zadał wczoraj w TVN CNBC naiwne pytanie: Ciekawe jak chce to zrobić? Następnie sam sobie na nie odpowiedział: Chyba bank będzie drukował franki albo zaangażuje się Europejski Bank Centralny.
Należy podkreślić, że SNB ma ułatwione zadanie: nie będzie tak jak Bank Anglii w 1992 roku umacniać waluty wbrew zamierzeniom globalnych inwestorów lecz będzie osłabiał swoją walutę. W celu umacniania waluty bank centralny wykorzystuje rezerwy walutowe i kupuje walutę swojego państwa. Rzecz w tym, że z reguły zasoby rezerw walutowych są bardziej ograniczone niż zasoby globalnych inwestorów.
Szwajcarski Bank Szwajcarski zamierza natomiast sprzedawać franki by kupować euro, to jest aktywa denominowane w euro. Rzecz w tym, że SNB może autonomicznie wytwarzać franki by kupować za nie euro. Jedynym ograniczeniem jest wola szwajcarskiego banku centralnego. Można więc powiedzieć, że w ramach kreowania kursu CHF bank centralny Szwajcarii przeprowadzać będzie quantitative easing.
Oczywiście QE będzie miało wpływ na sytuację monetarną w Szwajcarii – będzie czynnikiem wywołującym inflację. W latach 70’ SNB dwukrotnie usztywniał kurs franka w związku z olbrzymim popytem inwestorów zagranicznym na szwajcarską walutę i dwukrotnie działania te kończyły się wzrostem inflacji. Pomiędzy 1978 rokiem, gdy SNB przywiązał franka do marki niemieckiej a 1981 rokiem inflacja wzrosła z 0,7% do 6,6%.
Mam jednak nadzieję, że czytelnicy bloga pamiętają, że to nie wzrost podaży pieniądza bezpośrednio wpływa na inflację lecz popyt na pieniądz w realnej gospodarce. Doskonale pokazuje to przykład polityki monetarnej w USA i inflacji, której nie ma.
Czytaj dalszą część »









