Faktury elektroniczne EBPP

Najnowsze wpisy

Globalna szara strefa ma wartość 2,5 bln dolarów

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 03.12.2010 | Komentarze (9) »

O szarej strefie pisałem już na blogu. Podałem wtedy dane dla regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Wynikało z nich, że polska szara strefa jest relatywnie (liczona jako procent PKB) mniejsza od estońskiej czy słoweńskiej choć większa od czeskiej czy słowackiej.

Znalazłem dosyć szczegółowe dane o szarych strefach na świecie w raporcie analitycznym Nomura o chińskiej inflacji. Ze względu na oczywiste ograniczenia – w końcu szara strefa to część gospodarki wymykająca się zarówno podatkom jako i statystykom – wszystkie dane mają charakter szacunkowy.

Tak wygląda mapa uwzględniająca wielkość szarej strefy jako odsetek PKB w poszczególnych państwach:

Za Nomura

Za Nomura

Globalna szara strefa, według ocen analityków Nomura miała wartość około 2,5 bln USD w 2007 roku:

Czytaj dalszą część »

Znów ktoś wiedział wcześnie?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 02.12.2010 | Komentarze (2) »

Komisja Nadzoru Finansowego wydaje się mieć problem ze znalezieniem sobie zajęcia dlatego postanowiłem zwrócić uwagę urzędników KNF na to co działo się z kursem spółki Amica pod koniec listopada.

29 listopada, po sesji giełdowej, Amica poinformowała: W dniu dzisiejszym Spółka otrzymała od BSH Bosch und Siemens Hausgeräte GmbH informację potwierdzającą zakończenie negocjacji – strony odstąpiły od dalszych rozmów prowadzonych w oparciu o treść porozumienia zawartego w dniu 2 września 2010 roku (Cooperation Agrement), w którym wyraziły ewentualne intencje nawiązania współpracy. Informacja o porozumieniu z 2 września została zgodnie z polskim prawem i za zgodą KNF opóźniona.

Nie znaczy to, że rynek nie widział o toczących się negocjacjach. Jako pierwszy, jeszcze we wrześniu napisał o nich Parkiet. W grę wchodziło przejęcie Amica przez BSH lub zlecenie jej produkcji kuchenek (byłby to spory, strategiczny kontrakt). Jeszcze 24 listopada Parkiet pisał, że BSH ma tydzień na podjęcie decyzji: Nie­miec­ki pro­du­cent AGD kon­cern BSH za­koń­czył ba­da­nie ksiąg Ami­ki Wron­ki – do­wie­dział się „Par­kiet”. Do 30 li­sto­pa­da ma czas na pod­ję­cie de­cy­zji co do ewen­tu­al­nych in­we­sty­cji w pol­ską spół­kę. We­dług naszych nie­ofi­cjal­nych źródeł przed­sta­wi­cie­le Ami­ki zło­ży­li do KNF in­for­ma­cję, iż pro­wa­dzą roz­mo­wy, w wyniku któ­rych mo­że dojść do sprze­da­ży spół­ki.

Dzień później, 25 listopada, kurs producenta AGD zanurkował 10%. Kilka dni później okazało się, że negocjacje nie zakończyły się powodzeniem.

Za akcje.net

Za akcje.net

Przypadek?

Nowy sposób finansowania nieruchomości

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Bez kategorii dnia 02.12.2010 | Komentarze (1) »

Kiedy myślimy o zakupie nieruchomości, zazwyczaj z pomocą przychodzą dwa sposoby finansowania takiej transakcji:

  • środki własne – teoretycznie jest taka możliwość, ale w praktyce, przy obecnych cenach nieruchomości trzeba by oszczędzać bardzo długo i bardzo wysokie kwoty, żeby na koniec nabyć wymarzone “M”. nie ma też żadnej gwarancji, że zanim uzbieramy potrzebną kwotę, ceny nieruchomości nie odjadą znowu na tyle, że będzie trzeba “dooszczędzać”.
  • środki z kredytu hipotecznego – ostatnio chyba najbardziej popularna forma finansowania zakupu mieszkań / domów. To, czy finansowanie będzie w 100%, czy w jakiejś innej wysokości, jest mniej istotne.

Dzisiaj natomiast oglądając CNBC usłyszałem, że trwają prace nad inną formą finansowania nieruchomości, taką dla mniej zamożnych obywateli.

Czytaj dalszą część »

Zostawcie analityka!

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 01.12.2010 | Komentarze (4) »

Wtorkowy Parkiet napisał, że Komisja Nadzoru Finansowego jest bliska zakończenia postępowania w sprawie kontrowersyjnego raportu dotyczącego grupy Lotos przygotowanego ponad dwa lata temu przez UniCredit. W raporcie wydanym w listopadzie 2008 roku Robert Rethy wydał rekomendację ‘sprzedaj’ i wycenił akcje Lotos na 0 złotych

W dniu wydania rekomendacji LTS kosztował około 13 złotych. Cena akcji Lotosu spadła do 7 złotych w lutym 2009 roku a następnie odbiła i obecnie wynosi około 31,5 złotych. Kontrowersyjny raport można zobaczyć tutaj.

Warto zwrócić uwagę, że raport rozpoczyna się od dwóch kluczowych stwierdzeń:

  • Rethy twierdzi, że nie jest w stanie znaleźć wartości w akcjach Lotos przy użyciu wiarygodnych metod
  • analityk dostrzega ponad 50% prawdopodobieństwo tego, że Lotos nie przetrwa w obecnej strukturze

Zajmowałem się tą rekomendacją w blogowym tekście z listopada 2008 roku. Zwróciłem wtedy uwagę na kilka szczegółów:

  • rekomendacje analityczne z wyceną ‘0’ pojawiały się w tamtym okresie: na ‘zero’ wyceniony został GM, który później zbankrutował ale także spółka Immoeast, która nie tylko nie upadła ale od czasu tamtej pamiętnej rekomendacji urosła kilkunastokrotnie zanim połączyła się z inną spółką
  • spiskowe oskarżenia (miedzy innymi wicepremiera Pawlaka) o próbę przejęcia LTS za pomocą tej rekomendacji nie mają racji bytu ze względu na strukturę własnościową Lotosu, w której Skarb Państwa bezwzględnie dominuje

Tym niemniej wiele wniosków, które wyciągnął Rethy, można uznać za kontrowersyjne. Na przykład wycenę części detalicznej za ‘zero’ tylko dlatego, że wynosi straty czy oszacowanie wartości części eksploracyjno-wydobywczej na ‘zero’. Co więcej, z przedstawionych w analizie danych finansowych nie wynikało jednoznacznie, że Lotos utraci płynność.

Czytaj dalszą część »

Obciążenia podatkowe w USA

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 30.11.2010 | Komentarze (19) »

Wśród internetowych liberałów, zarówno w Polsce jak i w USA, w dobrym tonie jest narzekać na skalę obciążeń podatkowych w USA i upatrywać w tej dziedzinie przyczyny wszelkich trudności gospodarczych. Takie narzekania połączone są oczywiście z krytyką wielkiego rządu wpychającego się do każdego zakątka gospodarki.

Nie wiem w jakim stopniu jest to wynik niewiedzy, a w jakim złej woli. Zdobyłem jednak trzy wykresy, które trochę rozjaśnią sytuację. Pierwszy z nich przedstawia ciężar federalnych obciążeń podatkowych (tax burden), czyli to jaki odsetek amerykańskiego PKB stanowią wpływy z federalnych podatków.

Za Joint Committee on Taxation

Za Joint Committee on Taxation

Jak widać, po II wojnie światowej federalny tax burden wahał się od 15% do 20%. Mimo szczerych chęci nie można dostrzec na tym wykresie znaczącego wzrostu obciążeń podatkowych. Co więcej, można zauważyć, że ostatnia dekada, stracona dekada, to okres spadku obciążeń podatkowych, które są obecnie na najniższych poziomie w ostatnim sześćdziesięcioleciu.

Drugi wykres przedstawia stopy podatkowe dla poszczególnych przedziałów zarobków w pięciu reżimach podatkowych, z 1975, 1985, 1990, 2000 i 2010 roku. Nie muszę dodawać, że przed 1975 rokiem stawki PIT były w USA jeszcze wyższe, z najwyższą stawką sięgającą 91% w latach 60’.

Czytaj dalszą część »

Dan Ariely o wybieraniu prezentów

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 29.11.2010 | Komentarze (16) »

Dan Ariely napisał na swoim blogu interesujący tekst o wybieraniu prezentów z punktu widzenia ekonomii behawioralnej. Kluczowym punktem jego rozważań jest wina. Dobry prezent powinien oferować obdarowanemu przyjemność z posiadania danej rzeczy bez ciężaru winy związanego z jej pozyskaniem.

Dlatego idealnie sprawdza się wręczanie rzeczy, o których wiemy, że ktoś bardzo chciałby je mieć lecz nie kupuje ich ze względu na ewentualne poczucie winy związane z tym, że:

  • przedmiot jest zbyt drogi, wydaje się zbyt luksusowy, etc
  • rzecz jest gadżetem, którego cena przewyższa wartość użytecznych funkcji
  • potencjalny obdarowany ‘wstydzi się’ pożądania tej rzeczy

Myślę, że tego typu podejście może być szczególne użyteczne w małżeństwach i generalnie w związkach ze wspólnym budżetem. W tym przypadku zakup, ‘zbyt drogiego’ prezentu będzie wyrazem naszej akceptacji dla tego wydatku, a także potwierdzeniem, że druga osoba jest jego warta.

Ariely zwraca także uwagę, że trywialna czynność płacenia za przedmiot czy usługę obniża nasze zadowolenie z konsumpcji. Umożliwienie więc korzystania z jakiejś przyjemności bez konieczności ponoszenia jej kosztów. W gruncie rzeczy to jest chyba sedno prezentów. W każdym razie, z tego punktu widzenia wszelkie certyfikaty, karty, kupony, etc stanowić będą bardzo dobry prezent.

Zastanawiam się natomiast nad innymi zagadnieniami związanymi z prezentami. Na przykład nad przekonaniem, że lepiej by prezent był czymś trwałym, z czego obdarowany będzie mógł długo korzystać. Zgadzacie się z tą opinią?

Jako osoba z dużą awersją do ryzyka, dysponująca aparatem analitycznym idealnie stworzonym do ‘wynajdowania dziury w całym’ unikam wręczania prezentów, które mają skłonność do psucia się. Książka na przykład się nie psują. Roboty kuchenne są awaryjne. Jeden do zera dla książek.

Druga sprawa to uczucie związane z użytkowaniem prezentu. Na przykład nikomu, z wyjątkiem osoby uwielbiającej dbać o czystość, nie kupiłbym odkurzacza –  bez względu na to jak praktyczny może się to wydawać prezent (ale uwaga: psuje się), dla większości ludzi kojarzy się z niezbyt lubianą czynnością. Nie chciałbym by ktoś przez prezent kojarzył mnie z nielubianą czynnością

A jakie są Wasze zasady dotyczące kupowania prezentów?

Pogromcy mitów: Rothschild, Napoleon i Goebbels

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 28.11.2010 | Komentarze (69) »

Wpiszcie sobie w Google ‘Rothschild + Napoleon’ i ograniczcie wyszukiwanie do stron w języku polskim. Znajdziecie wiele stron, z których ‘samodzielnie myślący’ ludzie czerpią swoją wiedzę o genezie fortuny Rothschildów. Otóż, zgodnie z rozpowszechnionym w Internecie mitem, Rothschild dorobił się fortuny gdy dysponując informacjami o zwycięstwie Wellingtona, rozpuścił na londyńskiej giełdzie plotki o zwycięstwie Napoleona i wykupił sprzedawane w panice papiery wartościowe i odsprzedał je później inkasując kolosalne zyski.

Jeden ‘samodzielnie myślący’ ze strony iluminaci.pl napisał nawet, że Nathan Rothschild spekulował na akcjach firmy Consul. Tropiącemu spiski Iluminatów biedakowi zabrakło czasu by sprawdzić, że Consol to rodzaj obligacji emitowanych od XVIII wieku przez brytyjski rząd – miłośnikom historii finansów znanym jako przykład obligacji wieczystych a więc nie posiadających terminu zapadalności.

Wziąłem się wreszcie za The Ascent of Money: A Financial History of The World autorstwa wybitnego historyka gospodarczego, Nialla Fergusona i trafiłem na cały podrozdział poświęcony powstaniu imperium Rothschildów. Nie jest to żadna niespodzianka, Ferguson napisał bardzo wysoko ocenianą monografię rodziny bankierskiej Rothschildów. Postanowiłem więc wykorzystać okazję i zepsuć kolejny śliczniutki mit ‘samodzielnie myślącym’.

Nie ma to jednak jak zacząć blogowy wpis od realizacji prawa Godwina. Wiecie drodzy czytelnicy skąd się wziął mem o Rothschildzie manipulującym cenami brytyjskich obligacji za pomocą fałszywej informacji o wynikach bitwy pod Waterloo? Do kultury masowej trafił przez film nakręcony w 1940 roku, zatytułowany, Rothschildowie a zamówiony przez niejakiego Josepha Paula Goebbelsa. Oczywiście, scenarzysta skorzystał z wielu krążących w owym czasie legend o życiu Nathana Rothschilda. Już w XIX wieku ‘Coin’ Harvey określił bank Rothschildów jako gigantyczną, czarną ośmiornicę rozciągająca swoje macki na cały świat. Wiem już czym zainspirował się Matt  Taibbi nazywając Goldman Sachs: a great vampire squid wrapped around the face of humanity, relentlessly jamming its blood funnel into anything that smells like money.

Wróćmy jednak do Nathana Rothschilda. W każdej bajce jest ziarnko prawdy – w tej bajce jest bardzo wiele prawdy. Nathan Rothschild rzeczywiście wiedział wcześniej o zwycięstwie Wellingtona od innych londyńczyków. Co więcej, rzeczywiście w połowie lipca 1815 roku kupił duże ilości brytyjskich obligacji. Dokupił je w październiku 1815 roku i październiku 1816 roku a sprzedał w listopadzie 1817 realizując około 40% zysku. Co jest nieprawdą? Fakt, że Rothschild manipulował rynkiem giełdowym w Londynie, tym bardziej, że posługiwał się plotką o zwycięstwie Napoleona. Zresztą, nawet najwięksi rywale Rothschildów w tym czasie, partnerzy z banku Barings (tego właśnie, którego rzucił na kolana rogue trader, Nick Leeson, nieudanymi spekulacjami na kontrakty terminowe na japoński Nikkei w latach 90’ XX wieku) doceniali odważną strategię Rothschilda i wypowiadali się o jego finansowych umiejętnościach z szacunkiem.

Czytaj dalszą część »

Chińczycy wykupują świat?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Rynek kapitałowy, Świat dnia 27.11.2010 | Komentarze (1) »

Niewielu czytelników bloga bezpośrednio zetknęło się antyjapońskimi nastrojami w USA pod koniec lat 80’ XX wieku. Ja kojarzę je głównie z amerykańskich filmów z tego okresu (na przykład ze Szklanej Pułapki). Umocnienie jena i astronomiczne ceny domów i mieszkań w Japonii sprawiły, że pod koniec lat 80’ Japończycy zdominowali globalny rynek nieruchomości. W tym czasie miały miejsca najbardziej spektakularne inwestycje jak warte 2 mld USD przejęcie Rockefeller Center przez japońską grupę finansową – dodajmy, inwestycja totalnie nieudania, z której The Mitsubishi Estate Company of Japan wycofała się po kilku latach.

Myślę, że zamożni Chińczycy zaczynają pełnić obecnie rolę Japończyków z lat 80’ XX wieku. W ekonomicznej popkulturze powoli wypierają arabskich szejków i rosyjskich oligarchów.

The Economist opublikował niedawno zestawienie, które pokazuje za jaki odsetek transakcji o wartości powyżej 1 mln USD Chińscy inwestorzy odpowiadają na kluczowych rynkach nieruchomości:

Za The Economist

Za The Economist

Poza rynkami w regionie Azji Wschodniej i Pacyfiku Chińczycy nie odgrywają jeszcze ważnej roli. Trudno się temu dziwić. Po pierwsze na rodzimym rynku nieruchomości ciągle trwa boom. Po drugie, juan jeszcze nie umocnił się do głównych walut i nie zwiększył siły nabywczej chińskich milionerów. Po trzecie, Chiny, mimo znaczącej liczby bardzo bogatych ludzi, ciągle są ‘państwem na dorobku’.

Jednak wielkość Chin sprawia, że widoczna obecność chińskich inwestorów na rynku nieruchomości (ale także sztuki) jest nieunikniona i zapewne będzie wzrastać. Pytanie brzmi: czy wywoła to falę gospodarczej sinofobii?

Węgierski rząd znów narozrabiał

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Rynek kapitałowy dnia 26.11.2010 | Komentarze (18) »

Gdy ostatnim razem pisałem o Węgrzech, rzecznik węgierskiego rządu ostrzegał rynki finansowe słowami: Mówienie o niewypłacalności naszego kraju nie jest przesadą. Wczoraj i dziś Węgry znów trafiły na czołówki globalnych mediów finansowych. Tym razem za sprawą ultimatum, które węgierski premier postawił obywatelom państwa, którym zarządza.

Otóż, węgierski rząd zamierza przejąć warte około 14,6 mld USD aktywa prywatnych funduszy emerytalnych (PFE) i włączyć je do finansów publicznych. Każdy uczestnik funduszy, który zdecyduje się kontynuować oszczędzanie w prywatnym sektorze utraci 24% swojej pensji, którą jego pracodawca przekazuje na konto funduszy. Tę część kontrybucji emerytalnej przejmie państwa. Na konto oszczędzającego państwo przekazywać będzie 10% pensji, którą przekazuje na fundusz emerytalny sam pracownik. Przejęcie przez państwa ponad 2/3 kontrybucji emerytalnych nie nałoży na państwo zobowiązania do wypłaty emerytury.

Uciekając się więc do odrobiny populizmu, możemy stwierdzić, że węgierski rząd powiedział swoim obywatelom, że albo przeniosą się do rządowego systemu emerytalnego albo rząd ‘rabować będzie’ 2/3 ich składki emerytalnej. Nie trudno się więc dziwić, że analitycy porównali Węgry do Argentyny, która kilka lat znacjonalizowała system emerytalny.

Reakcja rynków finansowych była łatwa do przewidzenia: forint mocno osłabił się do euro, na budapesztańskim parkiecie nastąpiły wyraźne 3% spadki, wzrosła rentowność obligacji, agencje ratingowe dały do zrozumienia, że przygotowują się do cięcia węgierskiego ratingu kredytowego. Ta ostatnia kwestia jest o tyle interesująca, że Węgry są już bardzo blisko ratingu śmieciowego.

Swoje ‘trzy grosze’ dołożyli analitycy. Simon Quijano-Evans z Cheuvreux napisał, że biorąc pod uwagę kompletną nieprzewidywalność procesu decyzyjnego węgierskiego rządu zdecydowaliśmy się rekomendować wycofywanie się z węgierskich aktywów finansowych. David Nemeth z ING napisał, że mamy do czynienia z efektywną nacjonalizacją prywatnych funduszy emerytalnych. To koszmarny scenariusz.

Węgierski przypadek jest o tyle interesujący, że dyskusja o przyszłości systemu emerytalnego toczy się także w Polsce. Myślę, że reakcja rynków na to co się dzieje na Węgrzech powinna być ważnym determinantem decyzji polskiego rządu.

Czytaj dalszą część »

19% Amerykanów ignoruje swoje finanse osobiste

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 25.11.2010 | Komentarze (28) »

Co piąty Amerykanin zupełnie ignoruje stan swoich finansów osobistych wynika z sondażu przeprowadzonego przez Javelin Strategy & Research. To odsetek o 140% wyższy niż zanotowany rok temu – co jest tym bardziej dziwne, że zdrowy rozsądek, sugerowałby, że w okresie trudności gospodarczych ludzie baczniej analizują swoje domowe budżety.

Około 46% Amerykanów od czasu do czasu loguje się na swoje konta bankowe (spadek z 59% rok temu). Taki sam odsetek zarządza domowych budżetem za pomocą kartki i ołówka (spadek z 50%).

Zastanawiam się w jaki sposób interpretować te dane. Z jednej strony sam niespecjalnie przykładam się do zarządzania finansami osobistymi, przynajmniej stroną wydatkową, o stroną dochodową zajmuję się intensywnie. Wynika to z mojego przekonania, że o finansowym statusie decyduje przede wszystkim strona przychodowa i to na niej powinni się skupić ludzie dostrzegający w sobie potencjał do sprostania wymaganiom współczesnego rynku. Trudno mi sobie jednak wyobrazić życie bez regularnego logowania się na rachunek bankowy czy bez ogólnego wyobrażenie o średnim miesięcznym poziomie wydatków i odsetków w nim wydatków stałych.

W linkowanym artykule znajduje się jeszcze jeden interesujący fakt: 75% Amerykanów posiada kartę kredytową wystawioną przez inną instytucję niż tę, która obsługuje ich podstawowe konto. Posiadanie wielu kart i wiele rachunków bankowych zdecydowanie komplikuje zarządzanie budżetem. Także banki niespecjalnie kwapią się do pomocy klientom – trudno się temu dziwić – na różnego rodzaju karnych opłatach osiągają bardzo wysokie marże.

Konsumentom posiadającym skomplikowany budżet pozostają więc albo programy komputerowe dedykowane zarządzaniu finansami osobistymi albo strony internetowe oferujące takie narzędzia.

Autorskie blogi finansowe

Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player