Faktury elektroniczne EBPP

Najnowsze wpisy

Loteria jako element polityki społecznej

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 11.12.2010 | Komentarze (5) »

Zastanawiam się ilu czytelników potrafiłoby wskazać rok, w którym po raz pierwszy pojawiły się obligacje loteryjne to jest obligacje, które obok albo zamiast, tradycyjnych odsetek oferowały szanse na zdobycie większej nagrody pieniężnej, zawierały więc w sobie coś w rodzaju loteryjnego losu. Był to rok 1694. W Anglii wyemitowano wtedy obligacje w ramach projektu Million Adventure. Obligacje, oprócz oferowania sensownego oprocentowania kusiły możliwością wygrania większej sumy pieniędzy.

Także teraz obligacje loteryjne są popularne w UK. Około 23 milionów obligatariuszy zainwestowało około 26 mld funtów w obligacje Premium Bonds, które nie są oprocentowane lecz oferują comiesięczną szansę na wygranie od 1 000 000 do 25 funtów. Fundusz nagród wypłacany jest z odpowiednika funduszu odsetkowego dla całej puli obligacji. Można więc obliczyć ‘teoretycznie’ oprocentowanie takich obligacji, które, co nie może dziwić, jest niższe niż tradycyjnych papierów.

Otóż, wielu ekonomistów upatruje w obligacjach loteryjnych czy rachunkach oszczędnościowych z dodatkiem loteryjnym sposobu na zwiększenie poziomu oszczędności, zwłaszcza wśród mało zamożnych ludzi. Prowadzony przez jeden z południowoafrykańskich banków program rachunków oszczędnościowych z elementem loterii (do momentu zawieszenia z powodu złamania prawa o loteriach) doprowadził do utworzenia 1,1 mln rachunków i przyciągnął do banku 7,7% populacji posiadającej już konto bankowe i 1,1% populacji bez konta bankowego.

Czytaj dalszą część »

Aukcje groszowe – skąd wiesz, że nie są oszustwem?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 10.12.2010 | Komentarze (6) »

W październiku 2009 napisałem obszerny tekst o aukcjach groszowych, zainspirowany skandalicznie niekompetentnym artykułem w Pulsie Biznesu. Przypomnę tylko, że jest to rodzaj aukcji internetowych, na których wystawiane są przedmioty z niską ceną wywoławczą (na przykład laptop za 1 złoty). Złożenie oferty kosztuje określoną kwotę (na przykład 1 złoty). Każda oferta podbija cenę o minimalną kwotę (na przykład 5 groszy). Aukcja kończy się gdy przez określony czas (na przykład 30 sekund) nikt nie złoży oferty. Model biznesowy opiera się na tym, że wpływy ze sprzedaży praw do złożenia ofert znacząco przekraczają koszt wystawionego towaru nawet jeśli jest sprzedawany w super atrakcyjnej cenie.

We wspomnianym tekście napisałem tak: Oczywiście na początku istnienia serwisu jego właściciel dokłada do biznesu i sprzedaje produkty po ‘szokująco’ niskich cenach – w końcu nawet gospodarz gry w trzy kubki pozwala na początku wygrywać.

Na ten fragment zareagował jeden z czytelników, Llukiz, który w przypływie zdrowego rozsądku i realistycznego myślenia napisał: Halo! Ziemia do Trystero. Skąd pomysł że właściciel dokłada do biznesu? Na początku to właściciel ’sprzedaje’ produkty po niskich cenach krewnym i znajomym królika, czyli w praktyce sobie… a później zresztą też.

Życie pokazało jak dobrze Llukiz przeczytał polską branżę aukcji groszowych. Gazeta.pl doniosła (Ukłony: Finanse Domowe dla Opornych), że policja poszukuje osób poszkodowanych przez portal internetowy Fruli, na którym były prowadzone aukcje groszowe. Cytuję: Policja podejrzewa, że licytacje na tym portalu przebiegały niezgodnie z regulaminem. Ponadto, że w aukcjach brali udział nie tylko realni klienci – dochodziło też do “sztucznych podbić” generowanych przez fruli.pl. – Takie działanie zapobiegało wygrywaniu aukcji przez jej rzeczywistych użytkowników, a portal zarabiał na “podbiciach” wykupionych przez klientów – mówiła Bagrowska (rzeczniczka Policji – T.).

Czytaj dalszą część »

Ekonomia loterii

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 09.12.2010 | Komentarze (5) »

Przeciętna amerykańska rodzina wydaje około 540 USD rocznie na losy 43 stanowych loterii. Dla porównania: wydatki na alkohol wynoszą przeciętnie około 444 USD a na produkty mleczne około 430 USD rocznie. Co ciekawe, nominalne wydatki na loterie stanowe są mniej więcej takie same we wszystkich grupach zamożności: najmniej zarabiających, osiągających średnie dochody oraz najbogatszych. Oczywiście oznacza to, że relatywnie do swoich dochodów to najbiedniejsi wydają najwięcej na loterie stanowe.

Warto o tym pamiętać ponieważ zgodnie z obliczeniami, przeciętnie stanowe loterie oferują negatywną oczekiwaną stopę zwrotu, w wysokości około 52 centów na zainwestowanego dolara. Powstaje więc pytanie: czy rozrywka związana z braniem udziału w loterii warta jest tych 48 centów na dolara?

Ludzie angażują się w działania o negatywnej oczekiwanej stopie zwrotu, takie jak loterie z dwóch kluczowych powodów:

  • udział w loterii zapewnia im rozrywkę
  • ulegają, opisywanemu przez ekonomistów behawioralnych, skrzywieniu do preferowania wysokich wygranych o niskim prawdopodobieństwie nad niskie wygrane o większym prawdopodobieństwie

Powyższe skrzywienie wzmacniane jest przez błąd poznawczy polegający na przypisywaniu zbyt dużego znaczenia zjawiskom o niskim prawdopodobieństwie zdarzenia oraz optymistycznemu skrzywieniu, to jest przeceniania szans na wystąpienia pozytywnych zdarzeń (i niedoważania szans na wystąpienie negatywnych zdarzeń). Widać to wyraźnie w wynikach sondażu przeprowadzonego w 2006 roku przez Consumer Federation of America i The Financial Planning Association, który pokazał, że 21% Amerykanów i 38% Amerykanów zarabiających rocznie poniżej 25 000 USD uznaje wygranie loterii za najbardziej praktyczną drogę do zakumulowania kilkuset tysięcy dolarów.

Jeśli połączymy powyższe informacje z wiadomościami, że 19% Amerykanów kompletnie ignoruje swoje finanse osobiste to nasunie się wniosek, że fundamentalna edukacja w zakresie zarządzania finansami indywidualnymi przydałaby się sporej części społeczeństwa. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy angażujący się w działania (nie chcę używać w tym przypadku słowa inwestycje) o negatywnej oczekiwanej stopie zwrotu mają jakiś poważny problem. Sam okazjonalnie bawię się zakładami sportowymi, z reguły przy okazji wielkich imprez piłkarskich. W tym przypadku, diabeł tkwi najprawdopodobniej w motywacji do angażowania się w takie działania.

Czwarty filar

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Bez kategorii dnia 09.12.2010 | Komentarze (3) »

Kryzys i nadmierne zadłużanie znowu odbija się w wielu krajach czkawką. W takich sytuacjach, kiedy dziury budżetowe rosną i rosną, a sposobów na ich załatanie nie widać, zawsze powstaje pytanie:

Skąd by tu zdobyć trochę pieniędzy?

Pytanie to zadaje sobie nieraz wielu z Nas, ale jednak My – osoby prywatne nie mamy aż takich możliwości skombinowania szybkiej gotówki, jakie ma państwo.

Czytaj dalszą część »

Czy klienci Madoffa wyjdą na swoje?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 08.12.2010 | Komentarze (4) »

W styczniu 2009 napisałem w tekście o aferze Madoffa: Niemal miesiąc po ujawnieniu piramidy finansowej Madoffa można wskazać grupę ludzi, która na tej aferze finansowej zarobi bardzo dużo pieniędzy. Będą to prawnicy. Nie pomyliłem się.

Stephen Gandel w Time napisał, że mijającym tygodniu syndyk (nie jestem pewien idealnego tłumaczenia wyrażenia bankruptcy trustee w tym przypadku) biznesu asset management (AM) Madoffa zawarł ugodę ze szwajcarskim bankiem Union Bancaire Privee i uzyskał 500 mln USD odszkodowania.

Gandel twierdzi, że jeśli syndyk, Irving Picard, wygra wszystkie wszczęte sprawy sądowe to klienci Madoffa mogą uzyskać nawet 65% zysku z inwestycji w największa prywatną piramidę finansową na świecie. Jak to możliwe?

Jest to wynikiem dwóch czynników. Po pierwsze, podawana w mediach kwota 50 mld USD strat jakie ponieść mieli inwestorzy w AM Madoffa w większości składa się z wirtualnych zysków zapisanych na ich rachunkach, zysków, których nigdy nie było. Kwota zainwestowana w przedsięwzięcie Madoffa nie przekracza natomiast 20 mld USD – takie jest przynajmniej zdanie syndyka.

Po drugie, licząc wszystkie sprawy sądowe wszczęte przez syndyka, może on uzyskać nawet 35 mld USD. Do tej pory, wliczając ostatnią ugodę, pozyskał już 2 mld USD, czyli niemal 30% zaakceptowanych przez niego roszczeń. W tym miejscu pojawiają się problemy.

Czytaj dalszą część »

McKinsey o polskim systemie edukacji

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 07.12.2010 | Komentarze (33) »

W najnowszym raporcie o doskonaleniu systemów edukacyjnych znalazł się wykres, którego nie może zabraknąć na moim blogu. Analitycy McKinsey zestawili systemy edukacyjne zgodnie z ich jakością, mierzoną wynikami testów w standardzie PISA, oraz kosztami ich utrzymania, mierzonymi wydatkami per capita (na jednego ucznia). Badaniom podlegały systemy edukacji pierwszego i drugiego stopnia.

Co się okazało? Otóż, mimo tego, że na edukację jednego ucznia wydaje się w Polsce trzy, cztery razy mniej niż w USA, Danii, Norwegii czy Luksemburgu polski system edukacyjny jest bardziej wydajny niż szkolnictwo wspomnianych państw. To nie jest moja opinia. Tak uznali analitycy McKinsey & Company.

Czytaj dalszą część »

Zły dług vs. dobry dług

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 07.12.2010 | Komentarze (2) »

Miłośnicy Roberta Kiyosakiego znają podział długu na dobry i zły.

Dobry dług, to ten, którym finansuje się inwestycje. Ja dodałbym jeszcze, że finansuje się zyskowne inwestycje o stopie zwrotu wyższej niż oprocentowanie pożyczki.

Zły dług z kolei to ten, który roznieca tylko niepotrzebną konsumpcję. Tu pojawia się pierwszy problem, na który zwrócił moją uwagę w komentarzach pod tym wpisem jeden z Czytelników:

Czytaj dalszą część »

Chiński urzędnik nie wierzy chińskim statystykom

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 06.12.2010 | Komentarze (25) »

Nie musimy czekać do nowego roku by materiały ujawnione przez WikiLeaks rzuciły jaśniejsze światło na kwestie gospodarcze i finansowe. Brytyjski The Telegraph zwrócił uwagę na depeszę amerykańskiego dyplomaty z Chin, w której relacjonował spotkanie z Li Keqiang, wtedy – przywódcą Partii Komunistycznej w prowincji Liaoning, a dziś jednym z kandydatów do objęcia przywództwa w Chinach.

Li Keqiang miał powiedzieć, że statystyki dotyczące chińskiego PKB są niewiarygodne i tworzone na zamówienie urzędników. Sam Li oceniał gospodarkę swojej prowincji korzystając z trzech wskaźników:

  • zmian w konsumpcji elektryczności
  • zmian w ilości towarów przewożonych koleją
  • wartością udostępnionych/wypłaconych kredytów

Stwierdził, że oceniając wspomniane wskaźniki jest w stanie wyznaczyć trend zmian w gospodarce. Oficjalne dane o PKB mają jedynie charakter poglądowy (for reference only).

Zwracałem już uwagę na problemy z wiarygodnością chińskich danych o zmianach PKB gdy okazało się, że według Narodowego Biura Statystycznego chiński PKB wyniósł w pierwszej połowie roku około 13 986 mld RMB, czyli około 9% mniej niż wynikałoby to z zsumowania danych opublikowanych przez wszystkie prowincje. Pisałem też o dywergencjach pomiędzy danymi  zmianach PKB w danymi o konsumpcji energii elektrycznej i popycie na produkty naftowe w Chinach – te ostatnie dane nie potwierdzały tempa ekspansji, która wynikała z oficjalnych danych o PKB. Okazuje się, że w obawach o jakość chińskich danych było sporo racji.

Ukłony: FT Alphaville

Jak z biednych i chorych staliśmy się bogaci i zdrowi

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 05.12.2010 | Komentarze (7) »

Hans Rosling pokazuje ogromną metamorfozę, którą przeszła ludzkość w okresie od 1810 do 2010 roku. W 1810 roku zaledwie Wielka Brytania i Holandia posiadały przewidywalną długość życia na poziomie 40 lat (dziś najbiedniejsze państwa Afryki mają tę wartość) i dochody per capita na poziomie około 3000 USD. Zdecydowana większość ludzi żyła w państwach o długości życia w okolicach 30 lat i dochodzie per capita mniejszym niż 1000 USD.

Zachęcam do obejrzenia co stało się z tymi wartościami w okresie zaledwie 200 lat:

Kilka interesujących rzeczy można zauważyć:

  • gigantyczny wpływ wojen światowych na wyniki części europejskich państw
  • to jak bardzo Afryka przegrała drugą połowę XX wieku – jeszcze po II wojnie światowej znajdowała się przecież na poziomie Azji
  • spore rozwarstwienie dochodowe Chin

Goldman Sachs o Irlandii

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 04.12.2010 | Komentarze (37) »

Niedawno jeden z czytelników zapytał mnie o sytuację w Irlandii. W połowie listopada problemem Irlandii zajęli się analitycy Goldman Sachs w wydaniu European Weekly Analyst.

Goldman zaczyna od określenia potrzeb finansowych rządu w Irlandii w latach 2011-2013. Będzie to kwota około 64 mld euro – tyle wyniesie wartość planowanego deficytu budżetowego i zapadającego długu, który musi być wykupiony.

Następnie analitycy skupiają się na potencjalnych stratach irlandzkich banków z portfela kredytowego. Nie biorą więc pod uwagę portfela obligacji i innych papierów wartościowych. Szacunki strat dotyczą pięcioletniego cyklu koniunkturalnego, który rozpoczął się kryzysem finansowym w 2008 roku:

Za Goldman Sachs

Za Goldman Sachs

W scenariuszu bazowym, straty irlandzkich banków z portfela kredytowego wynieść mają 35 mld euro, około 8,4% wartości portfela i około 22% irlandzkiego PKB, W scenariuszu pesymistycznym te wartości wzrastają do odpowiednio 59 mld euro, 14% portfela kredytowego i 36% irlandzkiego PKB.

Czytaj dalszą część »

Autorskie blogi finansowe

Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player