Faktury elektroniczne EBPP

Najnowsze wpisy

Chiny 2000, 2009 i 2020

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 23.01.2011 | Komentarze (8) »

Poprzedni tekst zainicjował statystyczno-kartograficzny maraton na blogu, który potrwa do jutra. Znalazłem fascynujące dane pokazujące rozwój chińskiej gospodarki i wzrost jej znaczenia w świecie.

Poniższe trzy mapy pokażą rozmiar PKB poszczególnych chińskich prowincji w 2000, 2009 i 2020 roku (prognoza) poprzez ekwiwalenty w postaci państw o podobnej wielkości (podkreślam: wielkości a nie stopniu rozwoju) gospodarki.

Zacznijmy od 2000 roku. Chińskie PKB wyniosło w tym roku 1,2 bln USD (bez uwzględniania parytetu siły nabywczej) i stanowiło 12,3% amerykańskiego PKB. Zaledwie trzy chińskie prowincje miały PKB powyżej 100 mld USD. Najważniejsza pod względem gospodarczym prowincja, Guandong, wytwarzała PKB porównywalne z greckim.

Za HSBC

Za HSBC

W 2009 roku chiński PKB osiągnął 5 bln USD, około 35% amerykańskiego. Guandong wytwarzał już PKB porównywalny z tureckim (620 mld USD a więc połowę całego chińskiego PKB z 2000 roku!). Poszczególne wschodnie prowincje generowały porównywalne PKB do czołowych państw wschodzących.

Czytaj dalszą część »

Polska jak Kalifornia albo Virginia

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 23.01.2011 | Komentarze (5) »

We wrześniu 2008 roku opublikowałem na blogu dwie mapy pomagające zrozumieć świat poprzez pokazanie gospodarczej wielkości USA i demograficznej wielkości Chin za pomocą porównania poszczególnych stanów i prowincji do państw od podobnym poziomie PKB i ludności.

The Economist sporządził niedawno podobne zestawienie dla samych USA. Pokazał wielkość PKB i wielkość populacji poszczególnych stanów w USA poprzez ekwiwalenty w postaci państw w podobnych wskaźnikach PKB i populacji.

Tak wyglądają stany w USA od strony wielkości PKB:

Za The Economist

Za The Economist

Proszę zwrócić uwagę, że na mapie nie pokazano poziomu rozwoju gospodarki lecz jej wielkość. Tak więc Polska nie znajduje się na tym samym poziomie rozwoju gospodarczego co Virginia (a szkoda, szkoda) lecz wielkość polskiej gospodarki jest podobna do poziomu PKB Virginii.

Tak wygląda zestawienie uwzględniające wielkość populacji:

Za The Economist

Za The Economist

Ukłony: Nachasz.

Klucz do polskich problemów budżetowych?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 22.01.2011 | Komentarze (91) »

W czasie przygotowywania wizualizacji prognoz o rychłym upadku skandynawskiego modelu gospodarczego (coming soon!) natrafiłem na dane, które w dużym stopniu wyjaśniają problemy budżetowe Polski. Z bazy danych statystycznych OECD wybrałem dane o populacji w wieku produkcyjnym oraz o zatrudnieniu by policzyć wskaźnik aktywności zawodowej (employment-to-population ratio).

Najprościej rzecz ujmując, wskaźnik ten pokazuje jaka części z ludzi, którzy teoretycznie mogą pracować – pracuje, a więc ‘dokłada się’ do PKB. Popatrzcie na ten wykres:

EMP to 15-64 PLN

Zaledwie 58% Polaków w wieku produkcyjnym jest zatrudnionych, przy wskaźniku dla OECD na poziomie 68%. To nie wszystko, wśród najbogatszych państw rozwiniętych wskaźnik ten przekracza nawet 75%, przy czym prym w tej statystyce wiodą państwa skandynawskie co doskonale potwierdza przenikliwą tezę wybitnego polskiego ekonomisty, prof. Jana Winieckiego o tym, że ‘socjał’ zaimplementowany w skandynawskim modelu gospodarczym rozleniwia społeczeństwo, któremu nie chce się pracować. Dziś jednak skupimy się na Polsce.

Pozwólmy sobie na dość prymitywne założenie i przyjmijmy, że krańcowa produktywność zatrudnionych w Polsce jest stała co pozwoli nam na dojście do wniosku, że jedynie osiągnięcie średniej OECD zwiększyłoby polski PKB o około 16%. Zwiększenie PKB o 16% rozwiązałoby praktycznie problem deficytu budżetowego. Dlaczego? Po pierwsze, o około kilkanaście procent zwiększyłyby się dochody budżetu. Po drugie, zapewne spadłyby wydatki budżetu gdyż wiele z tych 10% niepracujących Polaków w wieku produkcyjnym utrzymuje się z transferów rządowych (renty, emerytury, zasiłki). Powtórzmy to – osiągnięcie poziomu aktywizacji zawodowej państw rozwiniętych praktycznie rozwiązałoby polskie problemy budżetowe.

Czytaj dalszą część »

Wtedy i teraz: Szanghaj i Dubaj

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 21.01.2011 | Komentarze (15) »

Znalazłem cztery fotografie, które uświadomić sobie tempo zmian w globalnej gospodarce poprzez pokazanie gwałtowności z jaką transformowały się dwa centra wschodzących regionów: Chin i Bliskiego Wschodu.

To są zdjęcia Szanghaju z 1990 i 2010 roku:

szanghaj - wtedy i teraz

Za The Atlantic

A tak zmienił się Dubaj w 14 lat pomiędzy 1991 a 2005 rokiem:

Czytaj dalszą część »

Ukradnij milion, przepisz na żonę – w Polsce nie pójdziesz ’siedzieć’

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 20.01.2011 | Komentarze (36) »

W październiku 2010 roku pisałem o skandalicznym wyroku świdnickiego sądu, który skazał na cztery lata więzienia w zawieszeniu na sześć lat maklera, który ukradł około 860 000 złotych z kont klientów a pieniądze zdołał ukryć przed prokuraturą. Napisałem wtedy, że wymiar sprawiedliwości reprezentowany przez świdnicki sąd wysłał wszystkim oszustom i złodziejom w Polsce czytelny sygnał: ukradnijcie milion, ukryjcie pieniądze przed prokuratorem a my zadbamy o to byście uniknęli kary więzienia.

Okazuje, że skandaliczną decyzję świdnickiego sądu podtrzymał Sąd Apelacyjny. Cytuję za Gazeta.pl: Kara czterech lat więzienia w zawieszeniu na sześć lat wcale nie jest łagodna – tłumaczy sędzia Jerzy Skorupka. Pełnomocnik osób, którymi pieniędzmi obracał makler jest innego zdania: Kary w zawieszeniu w ogóle nie odczuje, a spłacanie szkody w polskich warunkach oznacza, że wystarczy, aby co miesiąc przekazywał na konto banku jakąkolwiek kwotę, choćby 50 złotych, by sąd uznał jego dobrą wolę i nie odwieszał mu kary. Po okresie zawieszenia to już w ogóle będzie ciężko cokolwiek z niego ściągnąć.

Po prostu ręce opadają gdy dostrzega się poziom moralny i intelektualny polskiego wymiaru sprawiedliwości. Czy sędzia Jerzy Skorupka, który uważa, że nie skazanie złodzieja 860 000 tysięcy złotych, którego postępowanie uniemożliwiło wymiarowi sprawiedliwości odzyskanie skradzionych pieniędzy nie jest przejawem łagodności ze strony sądu miałby podobne zdanie gdyby nie chodziło o maklera w białym kołnierzyku lecz zwykłego złodzieja włamującego się do banku i kradnącego pieniądze z sejfu?

Gazeta.pl donosi: Do oddania zostało mu 860 tys. zł plus odsetki. Ale okazało się, że Dariusz O. nie ma nic. Bo w międzyczasie rozwiódł się z żoną i przepisał wszystko na nią. Mieszka w jej mieszkaniu, jeździ jej autem. Prokuratura nie ustalała, co stało się z wyprowadzonymi pieniędzmi. Uwierzyła mu na słowo, że przegrał je na giełdzie i wydał na życie. Przecież ten złodziej śmieje się teraz w twarz wszystkim uczciwym ludziom w Polsce. Bezczelnie, bez krzty wyrafinowania, ukradł około miliona złotych, prostacko przepisał te pieniądze na żonę i się z nią rozwiódł (zero wysiłku, sprytu, rajów podatkowych, etc) a teraz mieszka z nią, korzysta z owoców swojej przestępczej działalności a wymiar sprawiedliwości nie ma nawet zamiaru wtrącić go za kratki.

Myślę sobie nawet, że za kratki prędzej trafiłby bloger, który nazwałby sędziów wydających opisywane wyroki tępymi, zepsutymi palantami, którzy swoimi skandalicznymi wyrokami utwierdzają potencjalnych złodziei w białych kołnierzykach, że w Polsce opłaca się ukraść pierwszy milion, niż któryś z tych złodziei.

Zapytam więc jeszcze raz: co stoi na przeszkodzie by znowelizować Kodeks Karny i wpisać do niego, że jeżeli oszust finansowy, złodziej, etc nie współpracuje w 100% z prokuraturą (nie robi w czasie śledztwa wszystkiego co prokuratura od niego żąda) w kwestii zadośćuczynienia wyrządzonych przez siebie szkód to sąd MA OBOWIĄZEK wymierzyć mu maksymalny możliwy wymiar kary. To chyba jedyne realne rozwiązanie problemu cwaniaków przepisujących majątek na żonę a potem śmiejących się w twarz oszukanym przez siebie ludziom.

Część czytelników może zaskoczyć emocjonalny język tego wpisu. Rzecz w tym, że ta sprawa bezpośrednio dotyczy zwyczajnych, uczciwych ludzi. Takie wyroki zwiększają prawdopodobieństwo, że kiedyś staniemy się ofiarami ordynarnego oszustwa i w najlepszym wypadku zwiększają koszty związane z ubezpieczeniem się od takiego ryzyka.

Inwestowanie z Mariuszem Patrowiczem: Fon i Atlantis

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 19.01.2011 | Komentarze (11) »

W poprzednim artykule sprawdziłem ile zarobiły zwykły inwestor, który kupiłby Elkop, ZTS ERG, Chemoservis i Izolację Jarocin tuż po tym gdy znany inwestor Mariusz Patrowicz ogłosił, że on lub powiązane z nim spółki weszły lub mają zamiar wejść do akcjonariatu tych firm. W trzech przypadkach na cztery stopy zwrotu byłyby znacznie niższe od tych oferowanych przez szeroki indeks warszawskiej giełdy.

W tym wpisie zajmę się dwiema giełdowymi inwestycjami Patrowicza o najdłuższym stażu – by sprawdzić czy owoce jego działań przychodzą po latach. W styczniu 2008 roku Mariusz Patrowicz pojawił się w akcjonariacie spółki Atlantis. Jak wypadłaby by inwestycja w tę firmę na tle WIG? Atlantis -40% a WIG 5%. Oto wykres (wykresy uwzględniają splity, resplity oraz emisje z prawem poboru, dane pochodzą ze stooq.pl):

WIG i ATS

Postanowiłem też szybko sprawdzić co stało się z działalnością operacyjną Atlantisu przez te lata. Ostatnim raportem ATS było sprawozdanie za pierwsze trzy kwartały 2010 roku. Porównałem je ze sprawozdaniem za pierwsze trzy kwartały 2007 (dane w tyś. złotych), a więc sprzed wejścia Patrowicza. Świadomie pomijam wynik netto, który w spółkach Patrowicza często kreowany jest przez inwestycje finansowe w inne firmy powiązane z tym inwestorem.

Czytaj dalszą część »

Inwestowanie z Mariuszem Patrowiczem

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 19.01.2011 | Komentarze (8) »

Mariusz Patrowicz cieszy się opinią inwestycyjnego guru. Noworoczny Parkiet wywiad z Patrowiczem opatrzył tytułem Łowca okazji giełdowych. Na głównym parkiecie warszawskiej giełdy Patrowicz obecny jest bezpośrednio lub przez kontrolowane przez siebie spółki w sześciu firmach: Fon, Atlantis, Izolacja Jarocin, Chemoservis Dwory, ZTS ERG Ząbkowice i Elkop. Patrowicz na pewno był też akcjonariuszem innych spółek o czym informuje choćby kuriozalny fragment życiorysu Patrowicza, nowo powołanego członka rady nadzorczej FON z lutego 2007 roku: Akcjonariusz spółek giełdowych: Polnord, Gant, Hutmen, Ferrum, Fon.

Postanowiłem więc poszukać jakiegoś artykułu prasowego, który omówiłby wyniki inwestycyjne Patrowicza na potrzeby zwykłego, indywidualnego inwestora. Ze zdumieniem stwierdziłem, że żaden z dziennikarzy giełdowych w Polsce nie zainteresował się tym jak na inwestowaniem z Patrowiczem wyszedłby indywidualny inwestor. Zdecydowałem się zapełnić lukę w giełdowej wiedzy. Sprawdziłem jak spisywałyby się inwestycje w spółki Patrowicza dokonywane tuż po ujawnieniu obecności Patrowicza w akcjonariacie lub upublicznieniu zamiaru przeprowadzenia inwestycji.

To o tyle istotne, że jakiś czas temu opisałem na blogu fascynujący fenomen związany z inwestycjami Patrowicza. Otóż, spółki, w których akcje zainwestował Patrowicz lub podpisał umowę o przyszłej inwestycji zdecydowanie bardziej rosną PRZED ogłoszeniem tej informacji niż po jej upublicznieniu. Naiwnie liczyłem na to, że Komisja Nadzoru Finansowego zainteresuje się tym paradoksem – najwyraźniej urzędnicy KNF są zbyt zajęci innymi sprawami.

Potencjalne inwestycje w spółki Patrowicza porównałem do alternatywnej inwestycji w WIG – główny indeks warszawskiej giełdy, w ten sposób, że wartość obydwu sprowadziłem do 100 w momencie otwarcia pozycji na spółce Patrowicza.

Ostatnią inwestycją Patrowicza był Elkop. Pod koniec grudnia 2009 roku grupa Patrowicza zdominowała Radę Nadzorczą tej firmy. Z Elkopem jest ten problem, że w tym czasie spółka notowana była albo po 1 groszu albo po 2 groszach (to inny fenomen WGPW). Wszystkie wątpliwości rozstrzygam na korzyść inwestycji w spółki Patrowicza, założyłem więc, że otwarcie pozycji nastąpiło po 1 groszu (na wykresie jest to 50 groszy ponieważ później nastąpił resplit akcji) choć było to praktycznie niemożliwe. Wynik? -14% Elkopu oraz 20% WIG. Oto wykres (wszystkie wykresy uwzględniają prawa poboru i split/resplit; wykresy kończą się na zamknięciu 18.01.2011):

WIG i EKP

Wcześniej, w listopadzie 2009 roku, ZTS ERG Ząbkowice poinformował o zawarciu umowy inwestycyjnej zakładającej wejście do akcjonariatu spółek kontrolowanych przez Patrowicza (pisałem o tym wcześniej). Wynik? -38% ERG oraz 21% WIG. Oto wykres:

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 18.01.2011

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy, Społeczeństwo dnia 18.01.2011 | Komentarze (14) »

Porcja ciekawych artykułów na dzisiaj:

Groupon (pisałem o spółce tutaj) planuje pierwszą publiczną ofertę akcji. W ofercie spółka wyceniona ma być na 15 mld dolarów. Cóż, może Facebook mógłby zainwestować w Groupon płacąc własnymi akcjami przy wycenie spółki na 50 mld USD? Kilkanaście tygodni temu Groupon odrzucił propozycje przejęcia przez Google przy wycenie na poziome 6 mld USD.

Interesujący artykuł o odwrotnych przejęciach, (procesie, w którym mała spółka, często wydmuszka, wehikuł, przejmuje większą firmę by umożliwić tej drugiej wejście na giełdę) za pomocą których małe i średnie chińskie spółki wchodzą na amerykańskie rynki akcyjne. Zdaniem wielu inwestorów chińskie spółki fałszują swoje sprawozdania finansowe i wyolbrzymiają swoje perspektywy rozwoju. Kilkunastokrotne ‘przeszacowanie’ przychodów nie jest rzadkością.

Świetny artykuł o zaletach i wadach nadmiernej pewności siebie. W sondażu przeprowadzonym wśród jednego miliona nastolatków w USA 70% badanych uznało, że ich zdolności przywódcze są powyżej przeciętnej. W innym badaniu, 94% profesorów stwierdziło, że jakość ich badań jest powyżej przeciętnej.

Edward Hugh o dwóch gospodarkach: hiszpańskiej i estońskiej i o tym co sprawiło, że gospodarka Estonii weszła na drogę szybszego ożywienia. Hugh uważa, że kluczem jest przestawienie się estońskiej wytwórczości na eksport przy braku perspektyw na poprawę popytu wewnętrznego. To o tyle interesujące, że zarówno Hiszpania jak i Estonia nie mogły korzystać z obniżenia wartości waluty w celu poprawy konkurencyjności gospodarki.

Czytaj dalszą część »

Czy można zarabiać na zakładach sportowych?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 17.01.2011 | Komentarze (12) »

Pod jednym z wcześniejszych wpisów o loteriach miała miejsce krótka dyskusja o racjonalności brania udziału w zakładach sportowych. Napisałem wtedy, że słyszałem o ludziach utrzymujących się z wykorzystywania statystyki w zakładach sportowych i mam nadzieje, że kiedyś nawet z kimś takim porozmawiam. W programie ’60 minut’ emitowanym w amerykańskiej telewizji CBS przeprowadzono wywiad z jednym z takich ludzi – Billy Walterem.

Billy Walter uważany jest za najpotężniejszego gracza zakładów sportowych w Las Vegas. Dziennie ryzykuje nawet kilka milionów dolarów i zarabia/traci setki tysięcy. Warto jednak zauważyć, że ze względu na swoją wielkość na rynku Walter ma zdolność do kreowania rynku. Obstawiając obydwie strony (z różnym natężeniem) jest w stanie przesuwać oferty bukmacherów w preferowaną przez siebie stronę – może więc manipulować spreadem.

Walter zatrudnia też zespół konsultantów, głownie matematyków i statystyków ale także meteorologów (pogoda w czasie meczów) i lekarzy (kontuzje graczy) i innych. W gruncie rzeczy Walter dysponuje dostępem do informacji porównywalnym z bukmacherami, jeśli więc używa bardziej wydajnych modeli analitycznych i lepiej zarządza ryzykiem to może regularnie ‘wygrywać’ z bukmacherami. Walter przyznaje, że miał tygodnie i miesiące ze stratami lecz nie zdażył się mu jeszcze rok pod kreską.

Co ciekawe, człowiek, który żyje z zakładów sportowych największe pieniądze stracił na… giełdzie. W czasie bańki technologicznej na przełomie stuleci Walter inwestował w Enron, WorldCom i Tyco. Swoją drogą, fakt, że ktoś inwestował akurat w te trzy spółki, które przecież okazały się symbolem oszustwa i manipulacji na rynku, jest jakąś statystyczną anomalią.

Zachęcam do obejrzenia wywiadu:

Czytaj dalszą część »

Potencjalne konsekwencje wyroku Sądu Najwyższego w Massachusetts

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 16.01.2011 | Komentarze (9) »

W poprzednim tekście opisałem wyrok Sądu Najwyższego w Massachusetts, który uznał, że jeśli w wyniku niechlujnego prowadzenia dokumentacji bank nie może udowodnić, że w momencie wszczęcia procesu przejmowania nieruchomości niewypłacalnego dłużnika posiadał prawo do takich (był właścicielem hipoteki) działań to akt przejęcia nieruchomości jest nieważny w świetle stanowego prawa. Wyrok SN otwiera drogę tysiącom mieszkańców MA do podważenia legalności przejęcia przez banki nieruchomości, które zostały im zabrane wskutek niespłacania zaciągniętych na ich kupno kredytów.

Sytuacja jest o tyle interesująca, że z moralnego punktu widzenia ludziom tym nie stała się żadna krzywda. Nie spłacali kredytu, a więc nie wywiązywali się ze swoich zobowiązań i utracili nieruchomość.

Jeśli sądy najwyższe w kolejnych stanach podzielą opinię SN z Massachusetts to sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości bardzo się skomplikuje. Po pierwsze proces przejmowania nieruchomości bardzo się wydłuży gdyż banki będą musiały uzupełnić dokumentację. Po drugie, miliony Amerykanów będą mogły zakwestionować legalność przejęcia ich nieruchomości przez banki w ostatnich latach. Skomplikuje to sytuację na rynku nieruchomości gdyż postawi pod znakiem zapytania skuteczność nabycia tych nieruchomości od banków przez ich nowych właścicieli. W najgorszym przypadku może więc dojść do kompletnego zatoru na rynku nieruchomości, zatrzymania transakcji.

Czytaj dalszą część »

Autorskie blogi finansowe

Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player