W piątek opublikowano raport z amerykańskiego rynku pracy. Dane o zatrudnieniu w USA znalazły się jednak w cieniu sytuacji na Europie i czwartkowej przeceny na giełdzie w Nowym Jorku. Ja chciałbym zwrócić uwagę na ten raport ponieważ fantastycznie podsumowuje on pewną dyskusję o rynku pracy, która miała miejsce na przełomie 2009 i 2010 roku.
Otóż, kilku słabo poinformowanych blogerów ogłosiło wtedy wielkie oszustwo w raporcie z rynku pracy, które miało polegać na tym, że stopa bezrobocia spadła mimo, że raport z rynku pracy pokazał istotną utratę miejsc pracy. Jak to możliwe? – pytali a następnie sugerowali, że mamy do czynienia z gigantycznym oszustem i ludźmi ‘znikającymi’ z rynku pracy. Mam dla tych blogerów dobrą wiadomość: ludzie, którzy jesienią 2009 roku zniknęli z rynku pracy, po kilkumiesięcznym pobycie w krainie ignorancji, pojawili się na nim ponownie wiosną 2010. Może po prostu zapadli w sen zimowy?
Bureau of Labor Statistics podało wczoraj, że główna stopa bezrobocia wzrosła w kwietniu z 9,7% do 9,9%, najszersza stopa bezrobocia wzrosła z 16,9% do 17,1%. W tym samym czasie amerykańska gospodarka stworzyła 290 000 nowych etatów (netto). Nikt nie ogłasza oszustwa?
Taka sytuacja jest możliwa z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że dane o tworzonych i likwidowanych miejscach pracy pochodzą z innego badania (Establishment Survey Data – ESD) niż dane o stopie bezrobocia (Household Survey Data – HSD). Te pierwsze pochodzą z badania kilkuset tysięcy firm i instytucji, te drugie z ankiety przeprowadzanej w kilkudziesięciu tysiącach gospodarstw domowych. Te dane są ze sobą skorelowane, rozdźwięk między nimi zawsze ma charakter tymczasowy ale sytuacje takie jak w ostatnim raporcie się zdarzają.
Po drugie, trzeba zwrócić uwagę na sposób w jaki obliczana jest stopa bezrobocia. Jest to odsetek osób nie posiadających pracy w stosunku do siły roboczej. Siła robocza to natomiast osoby pracujące i aktywnie poszukujące pracy, ewentualnie gotowe ją podjąć gdyby się znalazła. Siła robocza nie pokrywa się więc pulą osób w wieku produkcyjnym. Osoby zniechęcone bezowocnym, kilkumiesięcznym poszukiwaniem pracy mogą odejść z siły roboczej deklarując, że nie szukają już pracy. W ten sposób przestają być bezrobotnymi. Nie muszę dodawać, że taka sytuacja ma miejsce w czasie recesji gdy wiele osób uświadamia sobie, że nie mają szans znaleźć pracy.
Odwrotny proces ma miejsce w czasie ożywienia, którego jesteśmy świadkami. Osoby, które w poprzednich miesiącach znajdowały się poza siłą roboczą i które zaniżały stopę bezrobocia powracają na rynek pracy ponieważ dostrzegają okazję do znalezienia zatrudnienia. W kwietniu 2010 roku siła robocza w USA zwiększyła się o 805 000, z czego 195 000 osób to byli bezrobotni, którzy weszli do siły roboczej po zadeklarowaniu zainteresowania podjęciem pracy. To są dokładnie ci sami Amerykanie, którzy jesienią 2009 roku ‘znikali’ z rynku pracy.
Co ciekawe istnieją wskaźniki pozwalające uwzględniać ten proces. Pierwszym z nich jest wskaźnik partycypacji w sile roboczej, który pokazuje jaki odsetek osób w wieku produkcyjnym znajduje się w sile roboczej, czyli pracuje lub szuka pracy. Drugim wskaźnikiem jest wskaźnik aktywności zawodowej, który pokazuje jaka część osób w wieku produkcyjnym jest zatrudniona. Obydwa te wskaźniki obniżają się w czasie recesji i wzrastają w czasie ożywienia. Na przykład w kwietniu, Labor Force Participation Rate, zwiększył się o 0,3 pp. do 65,2%. Employment-population ratio wzrósł w kwietniu o 0,2 pp. do 58,8%. Obydwa wskaźniki wzrosły o 0,6 pp. od grudnia 2009 roku.
Czytaj dalszą część »