Faktury elektroniczne EBPP

Najnowsze wpisy

‘Na dziennikarza Parkietu’

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 11.05.2011 | Komentarze (58) »

Jest taki dowcip, Karol Strasburger na pewno go zna. Sędzia zwraca się do oskarżonego o zabójstwo żony by opisał ostatnie chwile życia swojej partnerki. Oskarżony odpowiada: siedziałem na taborecie w kuchni i obierałem nożem jabłko, wtedy wkroczyła żona, poślizgnęła się i nadziała się na nóż. I tak 17 razy.

Wyobraźmy więc sobie dwa rachunku maklerskie. Jeden z nich należy do urzędnika MSWiA a jednocześnie członka bliskiej rodziny dziennikarza Michała Śliwińskiego pracującego dla Parkietu. Nie wiadomo do kogo należał drugi rachunek – wiadomo jednak, że operacje na obydwu dokonywano z tego samego komputera. Na tych rachunkach zawierano jeden typ transakcji.

Kupowano akcje spółek (za 40 tys. złotych na jednym rachunku i za 60 tys. złotych na drugim rachunku), o których Michał Śliwiński pisał artykuły o bardzo optymistycznej wymowie. Cytuję: Publikacje mówiły o tym, że sytuacja w opisywanej spółce ulegnie gwałtownej poprawie, wejdzie nowy inwestor, chce ją kupić wielki koncern itp. Informacje podawane przez Śliwińskiego na ogół były prawdziwe, chociaż zdarzało się, że kilka dni później je dementowano. Po wzroście kursu zamykano pozycje. KNF szacuje łączne zyski z procederu na 400 000 złotych.

Schemat ten powtórzono około 30 razy. Wszystkie tego typu transakcje kończyły się zyskiem. Właściciele tych rachunków nie dokonywali żadnych innych operacji poza tymi, które związane były z publikacjami w Parkiecie.

Cóż za fenomenalny zbieg okoliczności!

Komisja Nadzoru Finansowego nie wierzy jednak w zbieg okoliczności i skierowała doniesienie do prokuratury. Cytuję: W swoim zawiadomieniu do prokuratury komisja mówi, że mogło dojść do przestępstwa “manipulacji informacją giełdową za pośrednictwem mediów w celu osiągnięcia korzyści materialnej”. (Czyli art. 39 ust. 2 pkt 4 lit. A i art. 39 ust. 2 pkt 8 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi). Grożą za to kary grzywny do 5 mln zł. I kary więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat.

Tutaj pojawia się kluczowe pytanie: jak prokuratura i sądy powinny traktować takie fenomenalne zbiegi okoliczności, w myśl zasady, że wszystkie niejasności interpretowane są na korzyść podejrzanych? Co jeśli podejrzani upierać się będą, że te trzydzieści transakcji to czysty przypadek a prokurator nie znajdzie bezpośrednich dowodów na przekazywanie przez Śliwińskiego informacji poufnych? Co o tym myślicie?

Czytaj dalszą część »

Dlaczego zakupy grupowe mają sens?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 10.05.2011 | Komentarze (40) »

W poprzednim wpisie o ekonomii portali zakupów grupowych (PZG) zwróciłem uwagę na fakt, że model biznesowy tych przedsiębiorstw może być trwały tylko jeśli będą w stanie zadowalać zarówno sprzedawców (biznesy oferujący kupony) jak i konsumentów (osoby nabywające kupony) a przy tym same zachowają rentowność. Poszi skomentował to tak: To może być strategia wygrana-wygrana-wygrana tylko wtedy, kiedy bez kuponu istnieją jakieś ogromne nieefektywności, które Groupon w cudowny sposób rozplątuje.

Moim zdaniem takie nieefektywności istnieją i chciałbym je pokazać. Myślę, że w odniesieniu do ustatkowanych biznesów największa zaleta PZG polega na umożliwieniu przedsiębiorcom stosowania dyskryminacji cenowej.

Dyskryminacja cenowa, to w dużym uproszczeniu, sprzedawanie tego samego produktu po różnych cenach, a więc różnicowanie ceny. Fundamentem stosowania dyskryminacji cenowej jest fakt, że nie dla każdego konsumenta dany produkt czy usługa warta jest tyle samo. Niektórzy gotowi są zapłacić X, inni tylko 50% z X.

Zastanówmy się nad prostymi przykładami dyskryminacji cenowej. Weźmy pod uwagę bilety na mecze piłkarskie. Tak się składa, że mężczyźni przypisują oglądaniu na żywo meczu piłkarskiego dużą większą wartość niż kobiety (przeciętnie). Dlatego wiele klubów piłkarskich stosuje dyskryminację cenową – oferuje bilety dla kobiet z dużą przeceną. Piękno tego rodzaju dyskryminacji cenowej polega na tym, że przedsiębiorcy nie irytują swojej podstawowej grupy docelowej (mężczyzn) lecz zyskują nowych klientów (kobiety). Koszt krańcowy obsłużenia tych klientów jest niewielki więc choć na kibicach płci żeńskiej klub osiąga mniejszą marzę to cały schemat dyskryminacyjny poprawia jego rentowność.

Inny przykład. Wszyscy wiedzą, że kilka miesięcy po debiucie gadgety Apple lub gry komputerowe będzie można kupić kilkadziesiąt procent taniej. Jest jednak grupa miłośników Apple czy poszczególnych gier gotowych zapłacić pełną cenę w dniu premiery. Pozostali klienci kupują ten sam produkt, kilka miesięcy później, z 20% czy 30% dyskontem. To także jest niemal doskonała dyskryminacja cenowa – rozszerza grupę klientów, nie niszcząc grupy podstawowej, płacącej pełną cenę.

Uważam, że model biznesowy PZG umożliwia przedsiębiorcom stosowaniem dyskryminacji cenowej nie irytującej ich podstawowej grupy klientów. Wyobraźcie sobie Day Spa zlokalizowane przy hotelu. Nastawione jest na obsługę turystów, którzy korzystają ze Spa przy okazji wypoczynku w hotelu. Jeśli jednak Spa jest wykorzystywane w 30% czy 50% to przedsiębiorca może rozglądać się na nowymi klientami. Część z nich gotowa będzie zapłacić 30% czy 50% podstawowej ceny. PZG umożliwiają takie transakcje. Przedsiębiorca sprzedaje kupony na rynku lokalnym, nie niszczy swojego biznesu, zwiększa wykorzystanie Spa, poprawia rentowność biznesu a przy tym może przekonać część klientów z lokalnego rynku do systematycznego korzystania z usług.

Załóżmy, że jesteśmy właścicielami hotelu, który z jakiegoś powodu, na tydzień przed Majówką sprzedał zaledwie 50% miejsc noclegowych. Przy niskich kosztach krańcowych i wysokich kosztach stałych, przedsiębiorca może poprawić rentowność biznesu sprzedając pozostałe miejsca nawet z dużym dyskontem. W tym przypadku PZG umożliwi szybkie przeprowadzenie oferty typu last minute (to także dyskryminacja cenowa). Myślę, że możliwość stosowania mądrej dyskryminacji cenowej to największa wartość PZG dla ustatkowanych biznesów.

Czytaj dalszą część »

Grouponomia

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 09.05.2011 | Komentarze (48) »

Czytelnicy bloga wiedzą, że od pewnego czasu z dużym zainteresowaniem przyglądam się rozwojowi Grouponu i całego segmentu zakupów grupowych czy społecznościowych. Groupon ma dwa i pół roku, 70 mln użytkowników a w przygotowywanej pierwszej ofercie publicznej (IPO) wyceniony ma być pomiędzy 15-25 mld USD, choć jeszcze w kwietniu 2010 roku pozyskiwał kapitał przy wycenie 1,3 mld USD.

Model działania Groupon jest prosty. Sprzedawcy firmy kontaktują się z lokalnymi biznesami i zachęcają je do stworzenia oferty promocyjnej dla klientów Grouponu. Obniżka często przekracza 50%. Następnie oferta rozsyłana jest subskrybentom Grouponu, którzy mają określony czas (z reguły 24 godziny) by ją kupić. Można ustanowi minimalny i maksymalny limit sprzedanych kuponów.

Jak widać model biznesowy jest banalnie prosty. Nie może więc dziwić fakt, że Groupon ma tysiące naśladowców na świecie. W Polsce działają konkurencyjne serwisy, takie jak Gruper i SweetDeal. Powstają też serwisy agregujące oferty różnych firm czy umożliwiające wymianę i sprzedaż/kupno kuponów.

Myślę, że wielu czytelników zaskoczy jedna informacja: Groupon pobiera od biznesów około/co najmniej 50% ceny kuponu. Ma to dwie poważne konsekwencje. Groupon musi być bardzo rentowny. Wraz z rozwojem konkurencji istnieć będzie też zapewne silna presja na wysokość tych marży.

W praktyce oznacza to, że restaurator, który za pośrednictwem Grouponu sprzedaje za 50 zł kupon na 100 złotych, tak naprawdę otrzymuje 25 złotych, za które musi zaserwować jedzenie warte 100 złotych. Czy taki biznes może się opłacać?

Okazuje się, że tak. W badaniu, które przeprowadził Utpal Dholakia z Rice University (150 przedsiębiorstw, które współpracowały z Grouponem pomiędzy lipcem 2009 a sierpniem 2010, które odesłały kwestionariusz wysłany do około 350 firm, z kilku amerykańskich miast, z kilku sektorów, wśród których dominował restauracyjny – 32%) aż 66% przedsiębiorców zarobiło na promocji Grouponu (nie wliczając do zysków, albo strat, efektu reklamowego i powracających klientów). 32% poniosło straty. Jak to możliwe?

By zrozumieć te dane trzeba sobie uświadomić dwa fakty. Po pierwsze, biznesy, które biorą udział w promocjach Grouponu mają bardzo specyficzną strukturę kosztów, a krańcowy koszt wytworzenia usługi jest bardzo niski. Rozważmy przykład mikrodermabrazji (to taki zabieg kosmetyczny). Przedsiębiorca zakupił urządzenie, podlega ono amortyzacji, opłaca czynsz i rachunki za lokal, pensje personelu. Jeśli urządzenie ‘obłożone’ jest w 50% to krańcowy koszt zabiegu wynosić może nawet zero złotych (pracownik wykona zabieg zamiast czytania czy surfowania po Internecie). Podobnie wygląda struktura kosztów w biznesie restauracyjnym czy rozrywkowym.

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 08.05.2011

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 08.05.2011 | Komentarze (37) »

Linki na niedzielę i początek przyszłego tygodnia:

W grudniu 2009 roku wyjaśniałem pewien fenomen związany z raportem z amerykańskiego rynku pracy. Przypomnę dane z tego raportu: liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym zmniejszyła się w listopadzie tylko o 11 000 etatów. Spadła także stopa bezrobocia, z 10,2% do 10%. Wyjaśniłem wtedy, że spadające bezrobocie przy spadającej liczbie miejsc pracy nie jest oszustwem jak utrzymywał pewien, niezbyt zorientowany w sytuacji bloger lecz wynika z dwóch faktów:

  • dane o poziomie bezrobocia i miejscach pracy w sektorze pozarolniczym pochodzą z dwóch różnych raportów, o dwóch odmiennych metodologiach
  • metodologii liczenia głównego poziomu bezrobocia

Wyjaśnię ten drugi punkt: Otóż poziom bezrobocia to odsetek ludzi należących do siły roboczej, którzy są bezrobotni. Bezrobotny to osoba, która chce i może i pracować ale nie jest w stanie znaleźć zatrudnienia. Tak więc na poziom bezrobocia ma wpływ nie tylko liczba bezrobotnych ale także poziom siły roboczej. Siła robocza to ludzie w wieku roboczym, którzy mogą i chcą pracować. Do siły roboczej nie zalicza się więc uczniów w wieku roboczym, studentów, panie i panów domu, emerytów, więźniów i aresztantów oraz tych wszystkich, którzy po wielu tygodniach poszukiwań dali sobie spokój z szukaniem pracy.

Tak więc jeśli w danym miesiącu część młodych bezrobotnych zniechęcona sytuacją ekonomiczną postanowi wrócić na studia a część starych bezrobotnych z tego samego powodu postanowi przejść na emeryturę to poziom bezrobocia może się zmniejszyć mimo tego, że gospodarka nie utworzyła nowych miejsc pracy.

Dodałem wtedy: Naturalnie, w momencie rozpoczęcia wzrostu gospodarczego wiele ludzi wróci na rynek pracy i zostanie ponownie zaliczone do bezrobotnych i pojawi się sytuacja, w której gospodarka utworzy miejsca pracy lecz bezrobocie wzrośnie.

Chciałem więc zwrócić uwagę na dane z amerykańskiego rynku pracy opublikowane w piątek, 8 maja 2011 roku. Wynika z nich, że w kwietniu 2011 roku stopa bezrobocia zwiększyła się z 8,8% do 9,0%. W tym samym miesiącu amerykańska gospodarka stworzyła 244 000 nowych miejsca pracy. Bezrobocie rośnie choć gospodarka tworzy nowe miejsca pracy (przy okazji, dokładnie taka sama sytuacja miała niedawno miejsce w Polsce). Dokładnie tak jak przewidziałem to półtora roku temu. Tylko tym razem nikt nie pisze o oszustwie, prawda? Co ciekawe, w kwietniu 2011 roku rosnąca stopa bezrobocia nie była wynikiem zwiększenia się siły roboczej (powrotu do niej zniechęconych wcześniej osób w wieku produkcyjnym) lecz raczej przeszacowania spadku bezrobocia we wcześniejszych badaniach.

Fascynujący tekst o firmie stojącej za Polskim Rejestrem Internetowym, który jest częścią oryginalnego modelu biznesowego. Tysiące polskich przedsiębiorców otrzymuje prośbę o sprawdzenie poprawności danych ich firmy w katalogu. W danych tych umyślnie zawarty jest błąd. Informacja skonstruowana jest w taki sposób, że przedsiębiorca odnosi wrażenie, że formularz z poprawionymi danymi można odesłać bezpłatnie. Małym drukiem, na dole strony, na środku nieczytanych przez nikogo zastrzeżeń napisanych nudnych prawniczym językiem znajduje się informacja, że odsyłając formularz zawiera się trzyletnią umowę o ogłoszenie, które kosztuje 958 euro rocznie. Pytanie brzmi: czy istniejący system prawny, w porównaniu z wolnym rynkiem, sprzyja takim praktykom biznesowym czy je utrudnia?

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 07.05.2011

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo, Świat dnia 07.05.2011 | Komentarze (6) »

Porcja linków na sobotę, zdominowana przez bezpieczeństwo, ryzyko i bin Ladena.:

Bruce Schneier o rzeczywistym bezpieczeństwie i poczuciu bezpieczeństwa. Już w drugiej minucie prezentacji Schneier trafia w sedno gdy zauważa, że z ekonomicznego punktu widzenia pozyskiwanie bezpieczeństwa zawsze jest transakcją, w której coś (pieniądze, czas, fundamentalne wartości) wymienia się za bezpieczeństwo. Stąd pytania o działanie zapewniające bezpieczeństwo nie powinny koncentrować się na tym ‘czy jest bezpieczniej’ ale na tym ‘czy zdobycie tej ilości bezpieczeństwa było warte poniesionych kosztów’. Na czym polega problem według Schneira? Jako ludzkość uczyliśmy się dokonywać wyborów w kwestii bezpieczeństwa w zupełnie innym kontekście niż, w którym podejmujemy je teraz. Warto obejrzeć:

Schneier zwraca uwagę na kilka błędów poznawczych związanych z oceną bezpieczeństwa:

  • skłonność do przeszacowywania spektakularne ryzyka o małym prawdopodobieństwie (katastrofa nuklearna) i niedoszacowania zwyczajnego ryzyka o dużym prawdopodobieństwie (rak płuc)
  • ryzyko czegoś nieznanego wzbudza większy niepokój niż ryzyko czegoś znanego (boimy się na przykład rzadkich chorób bardziej niż popularnych)
  • spersonalizowane ryzyko wydaje się większe niż ryzyko anonimowe
  • ludzie ignorują ryzyko w sytuacjach, w których mają wrażenie sprawowania kontroli nad sytuacją (palenie tytoniu) i przeszacowują ryzyko w sytuacjach, które są poza ich kontrolą (zabieg chirurgiczny)
  • heurystyka dostępności – przypisujemy większe prawdopodobieństwo zdarzeniom, które łatwo przywołać do świadomości, łatwo wyobrazić co w połączeniu z modelem funkcjonowania mediów masowych powoduje totalne skrzywienie percepcji ryzyka
  • ludzie mają problem z małymi i wielkimi liczbami – widzimy różnicę pomiędzy ryzykiem 1 do 10 a 1 do 10 000, różnica pomiędzy 1 do miliarda a 1 do biliona umyka naszej uwadze

Wykres dnia, liczba wiadomości wysyłanych w serwisie Twitter, wieczorem pierwszego maja (czasu amerykańskiego). Nawet 5 000 na sekundę:

Za Flowing Data

Za Flowing Data

New York Times o tym, czy w ataku na bin Ladena amerykańska armia użyła helikopterów z technologią stealth?

Interesujący tekst o oddziale Navy SEAL, który dokonał egzekucji bin Ladena.

Na początku 2009 roku pisałem o rozmieszczanych w miejscach publicznych defibrylatorach, które przynajmniej w USA okazują się bardzo efektywnym kosztowo narzędziem ratowania ludzkiego życia. Jakiś czas temu trafiłem na tekst o pierwszej osobie w Polsce, której uratowano życie umieszczonym w publicznym miejscu, galerii handlowej, defibrylatorze.

Interesujący tekst o zwyczaju żucia tytoniu w Indiach i ryzyku nowotworu jamy ustnej.

Na zakończenie, wizualizacja problemu związanego ze spadkiem populacji pszczół.

A co Wy interesującego przeczytaliście?

Odpowiedzialność kadry managerskiej – opcje walutowe

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 06.05.2011 | Komentarze (25) »

W wydaniu Parkietu na majowy weekend znajduje się interesujący tekst pod tytułem Menedżerowie trafieni opcjami walutowymi. Błażej Dowgielski opisuje w nim losy managerów giełdowych spółek, które popadły w kłopoty finansowe z powodu transakcji na opcjach walutowych.

Cytuję: Z grona giełdowych spółek niemal co trzecia w 2008 r. była stroną transakcji walutowych, a 100, według danych KNF na koniec 2008 r., zawierało umowy opcyjne. Pod koniec 2008 r. ich wycena oraz zrealizowany wynik, według szacunków Parkietu, sięgnęły nawet 1 mld zł na minusie. Straty na transakcjach opcyjnych spowodowały, że kilka giełdowych spółek musiało zdecydować się na postępowanie naprawcze lub upadłościowe.

Nie wszystkie transakcje opcyjnie miały charakter spekulacyjny. Większość z nich zawierano w ramach tzw. korytarzy zerokosztowych. Można się domyślać, że tym co pogrążało firmy nie były kupione opcje chroniące przed umocnieniem złotego (to naturalny hedge eksporterów) lecz wystawione przez firmę opcje narażające spółkę na nieograniczone ryzyko w przypadku osłabienia złotego. Wystawianie tych opcji, które było formą zapłaty premii za kupione opcje zabezpieczające przed umocnieniem złotego, było działaniem czysto spekulacyjnym jeśli wartość nominalna wystawionych opcji przewyższała wpływy dewizowe spółki. Nie ma wątpliwości, że jeśli transakcje opcyjne zachwiały stabilność finansową przedsiębiorstwa i zmusiły zarząd do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości to było to wynikiem opisanej wyżej spekulacji na rynku walutowym, których negatywnych skutków nie były w stanie zrekompensować wyższe wpływy eksportowe.

Moją uwagę przykuł poniższy fragment artykułu: Gdy zabiegałem o stanowisko członka zarządu w jednej z firm z GPW, jej główny akcjonariusz, po tym jak skomplementował moje kwalifikacje, oświadczył wprost, że nie otrzymam pracy ze względu na mój opcyjny bagaż – nie ukrywa rozgoryczenia inny (były dyrektor finansowy – T).

Oto etyka biznesowa i poczucie odpowiedzialności kadry managerskiej. Pan były dyrektor finansowy jest rozgoryczony dlatego, że ktoś śmie brać pod uwagę fakt, że na poprzednim stanowisku swoimi nietrafionymi decyzjami doprowadził do poważnych strat finansowych. Cóż za arogancja! On, dyrektor finansowy, ma odpowiadać za swoje błędy?

Czytaj dalszą część »

Czego inwestorzy mogą się nauczyć od gryzoni i ptaków?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 05.05.2011 | Komentarze (16) »

Jason Zweig zwrócił kiedyś uwagę na następujące doświadczenie: W eksperymencie wzięli udział ludzie, szczury i gołębie. Naukowcy wyświetlali na ekranie dwa rodzaje świateł: zielone i czerwone. Sekwencja wyświetlania tych świateł była losowa ale przeciętnie w 4 na pięć przypadków wyświetlało się światło zielone, w 1 na 5 widoczne było światło czerwone.

Uczestników eksperymentu poproszono o odgadywanie tego, które światło zostanie wyświetlone (szczury i gołębie nagradzano jedzeniem za dobry wybór). Co się okazało? Szczury i gołębie bardzo szybko odkryły, że najlepszą strategią jest zawsze obstawiać ‘zielone’ i kończyły testy z około 80% skutecznością.

Co robili ludzie? Ludzie próbowali być sprytniejsi i odgadywali nieistniejący wzór pojawiania się świateł na ekranie. Kończyli eksperyment z 68% skutecznością.

Podobny eksperyment przeprowadzono kilka dekad temu na uniwersytecie w Yale. Naprzeciwko siebie stanęli studenci tej prestiżowej uczelni i laboratoryjne szczury. Zadanie? Odgadnąć w której stronie ramienia T pojawi się jedzenie. Naukowcy zadbali o losowość pojawiania się jedzenia jednak przeciętnie jedzenie pojawiało się w 60% przypadków po lewej stronie a w 40% przypadków po prawej stronie. Rezultat. Szczury szybko nauczyły się, że trzeba chodzić do lewej strony ramienia T i osiągały blisko 60% skuteczność. Studenci Yale nie mogli się pogodzić z 60% skutecznością, próbowali przechytrzyć system i kończyli z 50% skutecznością.

Jak można podsumować wyniki tych badań: ludzki umysł ma skłonność do szukania wzorów tam gdzie optymalną strategią jest postępowanie zgodne z poznanym prawdopodobieństwem.

Czytaj dalszą część »

Płać teraz, konsumuj później a nie konsumuj teraz, płać później

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 04.05.2011 | Komentarze (13) »

Płać teraz, konsumuj później uznaję za najbardziej użyteczną i uniwersalną z ośmiu porad, które Daniel Gilbert, Elizabeth Dunn i Timothy Wilson udzielają w artykule badawczym zatytułowanym Jeśli pieniądze nie dają Ci szczęścia to najprawdopodobniej nie wydajesz ich dobrze.

Przede wszystkim dlatego, że otaczający nas świat konsumpcjonizmu zdefiniowany jest przez odwrotną zasadę: konsumuj teraz, płać później. Obie reguły mają pewną zaletę: oddzielają radość z konsumpcji od smutku z płacenia za konsumpcję. Trywialna czynność płacenia za przedmiot czy usługę obniża nasze zadowolenie z konsumpcji.

Wyjaśnię od razu co oznaczają poszczególne reguły. Konsumuj teraz, płać później to opłacanie konsumpcji kredytem spłacanym w późniejszym terminie. Zestaw kina domowego opłacany kartą kredytową to klasyczne konsumuj teraz, płać później. Przedpłacone wakacje, kupione w ofercie first minute to przykład modelu płać teraz, konsumuj później.

Problem polega na tym, że zasada konsumuj teraz, płać później niesie ze sobą bardzo groźne skutki uboczne. Skłania ludzi w angażowanie się w działanie, które maksymalizuje krótkoterminową przyjemność lecz posiada opłakane, długoterminowe skutki – górę długu do spłacenia. Stosowanie tej zasady zabija także umiejętność odkładania przyjemności/konsumpcji na później, a więc zdolność, którą wielu naukowców uważa za krytyczną w ocenie szans na materialny sukces w życiu. Pamiętacie doświadczenie z piankami cukrowymi?

Gilbert, Dunn i Wilson zwracają także uwagę, że model konsumuj teraz, płać później pozbawia nas ‘darmowej’ przyjemności związanej z oczekiwaniem na konsumpcję czegoś przyjemnego. Badania pokazują, że ludzie są zdolni uzyskać dużą przyjemność z oczekiwania na wydarzenia, nawet jeśli wydarzenie nie okazuje się wyjątkowo przyjemne.

To nie koniec, antycypowanie przyszłych wydarzeń wzbudza dużo silniejszą reakcję emocjonalną niż wspominanie przeszłych wydarzeń. Na przykład uczestniczący w jednym z badań studenci odczuwali więcej zadowolenia myśląc o przyszłych wakacjach niż wspominając te same wakacje a uczestnicy innego eksperymentu skłonni byli kupić droższy prezent-podziękowanie dla osoby wyświadczającej im przysługę przed wyświadczeniem im przysługi a nie po niej. Dokładnie tak samo jest z przykrymi wydarzeniami: wzbudzają więcej negatywnych emocji jeśli myślimy o negatywnych wydarzeniach z przyszłości niż jeśli wspominamy przykre wydarzenia z przeszłości. Na przykład testowi przysięgli (mock jurors – grupa ludzi rekrutowana by odzwierciedlała skład realnej ławy przysięgłych i umożliwiła prognozowanie realnego wyroku, realnej ławy przysięgłych) skłonni byli przyznawać wyższe odszkodowanie dla ofiar wypadków, które miały odczuwać jego skutki przez następny rok niż dla tych, którzy odczuwali jego skutki przez miniony rok. Studenci wyżej wyceniali proste czynności (domagali się wyższej zapłaty), które mieli wykonać niż te, które już wykonali.

Z tych powodów płać teraz, konsumuj później zdecydowanie góruje nad konsumuj teraz, płać później. Dlaczego więc tak duża jest popularności tej drugiej reguły? Ludzie popełniają błąd prognostyczny zakładając, że ich reakcja na wydarzenie będzie silniejsza teraz niż w przyszłości (future anhedonia – wielu badaczy widzi w future anhedonia przyczynę powszechności hiperbolicznego dyskontowania wartości w czasie). W naszym myśleniu o wartościach i przyjemnościach króluje teraźniejszość ponieważ dajemy się zwieść potędze ‘teraz’.

Czytaj dalszą część »

Co warto kupować: przeżycia czy dobra materialne?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 03.05.2011 | Komentarze (5) »

Trójka badaczy, profesorowie Daniel Gilbert, Elizabeth Dunn i Timothy Wilson uważają, że ludzie nieumiejętnie wydają swoje pieniądze. Ich zdaniem stosując się do kilku prostych zasad można osiągnąć dużo więcej zadowolenia z tej samej ilości posiadanych pieniędzy.

Mnie zafascynowała już pierwsza rada badaczy: kupowanie przeżyć (experience) daje więcej radości niż kupowanie rzeczy (material things). Dlaczego? Przez wiele lat byłem przekonany, że przeżycia są ulotne. Zapewniają radość w trakcie ich konsumpcji a później ich nie ma. W przeciwieństwie do przeżyć, rzeczy materialne trwają. Można je dłużej konsumować, a więc dłużej się nimi cieszyć.

Od razu należy zaznaczyć, że granica pomiędzy przeżyciami a rzeczami nie zawsze jest wyraźna. Jasne, wakacje w tropikach to przeżycie. Nowa podłoga z tropikalnego drewna to rzecz. Ale samochód, rower czy akwarium może być nie tylko rzeczą ale też przeżyciem jeśli kupujemy te rzeczy z myślą o rajdach off road, turystyce rowerowej czy akwarystyce.

W badaniu opinii publicznej w USA 57% respondentów oświadczyło, że odczuło większą radość z zakupu przeżycia (definiowanego jako zakup czegoś w celu pozyskania przeżycia, doznania; wydarzenie lub seria wydarzeń, które są przeżywane). Większą radość z zakupu rzeczy (definiowanego jako zakup w celu pozyskania rzeczy materialnej, dotykalnego przedmiotu, który jest czyjąś własnością) doświadczyło 34% uczestników badania.

Gilbert, Dunn i Wilson spekulują, że może istnieć kilka powodów, które sprawiają, że konsumpcja przeżycia sprawia ludziom więcej radości niż zakup materialnej rzeczy. Ludzie raportują większe zadowolenie gdy ich umysł skupiony jest na rzeczy, którą robią. To istotna cecha konsumpcji doznań, przygód.

Czytaj dalszą część »

Sztuka optymalizowania zadowolenia z pieniędzy

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 02.05.2011 | Komentarze (23) »

Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale odnoszę wrażenie, że ludzie zainteresowani aktywnym zarządzaniem swoim budżetem domowym i ludzie doradzający innym w tej dziedzinie pomijają niezwykle istotny aspekt tego procesu. Zarządzanie budżetem domowym sprowadzane jest do maksymalizacji dochodów i optymalizacji wydatków. Całkiem słusznie. Jednak optymalizacja wydatków rozpatrywana jest z czysto finansowego punktu widzenia. Ludzie zastanawiają się jak kupić tańszy (z uwzględnieniem jakości) samochód, dobrze wyceniony dom i zdobyć atrakcyjnie oprocentowany kredyt. Niewielu ludzi zastanawia się nad tym, w które wydatki i jak opłacone uczynią ich bardziej szczęśliwymi.

Być może dzieje się tak dlatego, że ludzie intuicyjnie zdają sobie sprawę, że optymalizowanie czegoś tak trudnego do zmierzenia jak szczęście, zadowolenie jest wymagającym zadaniem. Ludzie prognozujący swój przyszły stan emocjonalny (dokonujący affective forecasting) bardzo często się mylą. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ludzie mają problem z realistycznym wyobrażaniem sobie przyszłych wydarzeń. Wynika to głównie z faktu, że ludzie nie doceniają siły własnych zdolności adaptacyjnych i nie zdają sobie sprawy z czynników determinujących dostosowywanie się, przyzwyczajanie się do nowej sytuacji. W takich mentalnych symulacjach brakuje też wielu istotnych szczegółów. Po drugie, naszą reakcję na przyszłe wydarzenia kształtuje kontekst w jakim zachodzą a ten jest z reguły różny w momencie, w którym wydarzenia są prognozowane i w momencie, w których mają miejsce.

Od kilku dekad, badaniem nad optymalizowaniem zadowolenia zajmują się naukowcy, w systematyczny, uporządkowany sposób. Jakiś czas temu zwróciłem uwagę na świetną prezentację Daniela Kahnemana, w której omówił kilka wniosków do jakich doszli naukowcy w badaniach nad szczęściem. Oczywiście, jak każde badanie z dziedzin nauk społecznych także badania nad szczęściem narażone są na wiele błędów w projektowaniu eksperymentów i pomiarze jego wyników.

Niedawno zwróciłem uwagę na pracę trójki badaczy pod fascynującym tytułem If Money Doesn’t Make You Happy Then You Probably Aren’t Spending It Right. Trójka badaczy, profesorowie Daniel Gilbert, Elizabeth Dunn i Timothy Wilson podsumowują w tej pracy wyniki badań naukowych nad optymalizowaniem zadowolenia z posiadanych pieniędzy.

Czytaj dalszą część »

Autorskie blogi finansowe

Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player