Omówiłem już cztery z ośmiu zasad, które mogą nam pomóc optymalizować zadowolenie z wydawanych pieniędzy. Te zasady nie miałyby znaczenia gdyby pieniądze rosły na drzewach ale tak długo nasze zasoby środków finansowych są ograniczone poznanie reguł umożliwiających maksymalizację zadowolenia z tych środków finansowych, którymi dysponujemy wydaje się całkiem sensowne.
Ważnym argumentem uzasadniającym stosowanie tych reguł były ludzkie zdolności adaptacyjne. Ludzie bardzo szybko przyzwyczajają się do nowych okoliczności, co więcej, z reguły mocno niedoceniają siły zdolności adaptacyjnych.
Właśnie ten mechanizm sprawia, że w prognozowaniu przyszłych stanów emocjonalnych ludzie przeszacowują siłę i trwałość oddziaływania negatywnych bodźców na ich poziom zadowolenia. A to skłania ich do wydawania pieniędzy na produkty zabezpieczające ich przed negatywnymi zdarzeniami, przed którymi wcale nie muszą się zabezpieczać.
Zjawisko to najlepiej widać na rynku rozszerzonych gwarancji. Zgodnie z tekstem z New York Times, rozszerzone gwarancje kosztują w USA od 20% do 30% ceny końcowej produktów elektronicznych. Tymczasem, zgodnie z wynikami badań konsumenckich, odsetek zawodności w okresie 3-4 lat wynosi około 3% dla 10 najpopularniejszych marek telewizorów i 10% dla aparatów fotograficznych. Ten wskaźnik jest dużo wyższy dla sprzętu AGD i najwyższy dla laptopów, gdzie sięga 44% ale obejmuje także wypadki, których większość gwarancji nie obejmuje (na przykład zalanie klawiatury).
To z jednej strony wynik gigantycznej asymetrii informacji (producenci i sprzedawcy znają statystyki zawodności produktów a konsumenci pozbawieni są tej wiedzy) a drugiej strony błędów w prognozowaniu przyszłych stanów emocjonalnych.
Pomimo, że coraz więcej osób podczas wakacyjnych podróży korzysta z kart kredytowych i debetowych to gotówka ciągle jeszcze jest najbardziej popularną formą pieniędzy, zabieraną w podróż za granicę. Według sondażu przeprowadzonego przez Instytut Homo Homini dla Deusche Bank BPC aż 41 procent respondentów uznało gotówkę za najwygodniejszy sposób finansowania wydatków w trakcie podróży zagranicznych.
Jeżeli jak większość Polaków zdecydujesz się na płacenie za granicą wyłącznie lub w większości gotówką pamiętaj o kilku podstawowych zasadach:
Wybierając się w bardziej odległe kraje, w której obowiązują „nietypowe waluty” zabierz ze sobą dolary lub euro, w zależności od tego, którą walutę korzystniej będzie wymienić na miejscu na walutę lokalną. Jeżeli nawet znajdziesz w Polsce kantor lub bank, w którym możesz nabyć egzotyczne waluty, to kurs ich wymiany jest bardzo niekorzystny ( spread może wynieść nawet 30 procent),
Zawsze miej przy sobie banknoty o różnych nominałach. Pięcio- i dziesięciodolarówkami (lub euro) zapłacisz np. za zakupy na bazarach natomiast jednodolarówki posłużą jako napiwki,
Jeżeli w restauracjach lub sklepach oprócz waluty lokalnej można płacić w euro lub dolarach sprawdź, czy czasami kursy po których przeliczone zostały ceny nie są zawyżone i nie korzystniej jest jednak zapłacić w walucie danego kraju,
W wielu krajach arabskich niechętnie przyjmowane są stare banknoty dolarowe, dlatego wymieniając pieniądze w kantorze, zwróć uwagę na datę emisji (powinny być wyemitowane po 1990 roku),
Pamiętaj, że w niektórych krajach możesz mieć problem ze sprzedaniem niewykorzystanych lokalnych pieniędzy. Często na paragonie z kantoru umieszczana jest informacja o tym, jaką kwotę możemy wymienić z powrotem,
Zawsze pamiętaj o bezpieczeństwie – nie noś całej gotówki w jednym miejscu, pieniądze wyjmuj dyskretnie, portfel trzymaj zawsze blisko siebie, jeżeli jest taka możliwość większe kwoty zostawiaj w hotelowym sejfie…itd. (więcej na temat bezpieczeństwa pisaliśmy w poprzednim poście).
Na Wykop.pl furorę robi propagandowe video wyprodukowane przez Charles Koch Foundation, które przekonuje, że istnieje wyraźny związek pomiędzy jakością życia (mierzoną przez PKB per capita) a wolnością gospodarczą mierzoną przez badanie Economic Freedom of the World realizowane przez Fraser Institute (to ranking podobny do Index of Economic Freedom tworzonego przez Heritage Foundation). Możecie obejrzeć to video poniżej:
Nie dysponuję milionami dolarów, którymi dysponuje Charles Koch Foundation dlatego nie mogę stworzyć polemicznego materiału filmowego. Stworzyłem jednak wykres, który powinien przypaść do gustu wszystkim ‘miłośnikom’ powyższego video. Wykres ten pokazuje korelację pomiędzy wysokością przychodów podatkowych rządu (jako procent PKB) a poziomem życia mieszkańców (mierzonym jako PKB (PPP) per capita). Z listy państw wyeliminowałem państwa, których eksport netto produktów naftowych przekracza 200 baryłek per capita (co przy obecnych cenach oznacza około 19 000 USD dochodów):
Drodzy czytelnicy, właśnie odkryliście, że istnieje korelacja pomiędzy wysokimi przychodami podatkowymi (dużym rządem) a wysoką jakością życia.
Jak to możliwe by jednocześnie istniała korelacja pomiędzy wysokimi podatkami a wysoką jakością życia oraz pomiędzy wolnością gospodarczą a wysoką jakością życia? Czy wysokie podatki nie są zaprzeczeniem wolności gospodarczej?
Zastanawiam się jaki odzew wywołał w Polsce artykuł w Washington Post (a więc w gazecie, którą trudno oskarżyć o lewicowe sympatie) pod tytułem 5 ekonomicznych lekcji od Szwecji – gwiazdy gospodarczego odrodzenia. Dotychczas w świadomości internautów sukces gospodarczy Szwecji zaistniał przez artykuł w Pulsie Biznesu, w którym autor najpierw poinformował czytelników, że szwedzkie królestwo może pochwalić się wzrostem gospodarczym, którego nie powstydziłyby się rynki wschodzące — w 2010 r. PKB urósł o 5,5 procent a następnie autorytatywnie stwierdził, że receptą na sukces okazało się uwolnienie gospodarki z obciążeń fiskalnych.
W Szwecji rzeczywiście obniżono podatki. Uczynił to rządzący już drugą kadencję prawicowy rząd. A teraz posłuchajcie prawicowego premiera Szwecji:Wydatki w ramach państwa opiekuńczego powinny być dla Szwecji ważniejsze od obniżki podatków a nowa runda stymulowania gospodarki będzie miał miejsce tylko wtedy gdy pozwoli na to stan finansów publicznych.
Od 2006 roku, podatki dochodowe w Szwecji obniżono o około 2,3% PKB. Obniżono także opodatkowanie pracy i podatek od przedsiębiorstw. Łącznie udział wszystkich dochodów podatkowych w PKB spadł z 48,3% w 2006 do 46,4% w 2009 roku.Nie sądziłem, że państwo, w którym dochody podatkowe rządu stanowią 46,4% PKB będzie przykładem sukcesu będącego wynikiem uwolnienia gospodarki z obciążeń fiskalnych.
Wróćmy jednak do artykułu w Washington Post. Pierwsza lekcja ze Szwecji to: utrzymuj nadwyżkę budżetową w czasach prosperity. Przed nastaniem kryzysu szwedzki rząd operował przy nadwyżce budżetowej rzędu 3,6% w czasach gdy rządy w USA, Wielkiej Brytanii czy w Polsce utrzymywały kilkuprocentowy deficyt budżetowe (w USA będący wynikiem obniżek podatków i kosztownych wojen). W latach kryzysu Szwecja zanotowała niewielki deficyt budżetowy ale już w tym roku Szwecja ma zanotować nadwyżkę w wysokości 0,3%, która ma się powiększyć do 1,8% PKB w 2012 roku i 2,8% PKB w 2013 roku.
Na początek ankieta wprowadzająca do jednego z polecanych artykułów.
Loading ...
Marcus Walker w Wall Street Journal o ostatnich sukcesach gospodarczych Niemiec (poziom bezrobocia w Niemczech jest niższy niż przed kryzysem) oraz amerykańskiej frustracji związanej z faktem, że Niemcy nie kwapią się do bezrefleksyjnego popierania amerykańskiego polityki zagranicznej. Niemieckie ‘nein’ dla udziału w operacji libijskiej istotnie poirytowało Waszyngton.
Google idzie na wojnę z Facebookiem. Google uruchamia projekt Google+, który ma pozwolić spółce zaistnieć w sektorze portali społecznościowych. Idea oparcia projektu o grupy znajomych, z którymi dzielimy się poszczególnymi informacjami jest świetna – problem w tym, że tę funkcję oferuje już Facebook. Czy ktoś z czytelników testował już Google+?
Na początek ankieta wprowadzająca do jednego z proponowanych później artykułów. W 2004 roku ustawa American Jobs Creation Act stworzyła ‘wakacje podatkowe’ dla amerykańskich firm, które osiągały zyski poza terenem USA i ‘przechowywały’ te zyski w spółkach zależnych, poza USA. Transferowane do USA zyski, w ramach wprowadzonych ‘wakacji podatkowych’, opodatkowano stawką 5% zamiast 35%.
Fascynujące badania o wpływie czynników klimatycznych na poziom satysfakcji z życia oraz o teoretycznej cenie, którą Europejczycy gotowi są płacić by mieszkać w regionie o korzystniejszym klimacie. Wyniki badań nie są zaskoczeniem: zamieszkiwanie w klimacie o niskim poziomie nasłonecznienia, wysokiej wilgotności, dużej wariancji miesięcznych temperatur i opadów obniża poziom satysfakcji z życia. Co ciekawe, średnie roczne temperatury i poziom opadów nie mają istotnego wpływu na poziom satysfakcji z życia.
Nie jest także niespodzianką, że najbardziej zbliżonym do optymalnego klimatem mogą pochwalić się regiony Śródziemnomorskie a najgorszy, z punktu widzenia wpływu na satysfakcję z życia, klimat panuje w Skandynawii. W klasyfikacji regionów zwyciężyły Wyspy Kanaryjskie, przed Doliną Aosty i Aragonią. Zadziwiająco wysoko, na 10 miejscu, znalazł się Tyrol, który wyprzedził większość hiszpańskich, włoskich, francuskich i greckich regionów. Niestety, badanie nie obejmuje terenu Polski.
Rozważcie ten fakt: w poprzednich wakacjach podatkowych wprowadzonych w 2004 ustawą American Jobs Creation Act, w których obniżono opodatkowanie transferowanych do USA zysków z 35% do 5% każdy milion USD utraconych przez Departament Skarbu dochodów stworzył… ujemną liczbę miejsc pracy! To nie jest żart. Korporacje, które skorzystały z wakacji podatkowych obcięły zatrudnienie w USA (przy rosnącym rynku pracy) i zwiększyły dywidendy.
Czyżby redaktor Ziemkiewicz kochał wolny rynek tak długo jak długo to redaktor Ziemkiewicz decyduje, kto może kupić udziały w spółce, która Ziemkiewicza zatrudnia? Cóż, pozostaje nam czekać na oświadczenie Ziemkiewicza, który napisze, że przypadku dojścia transakcji do skutku ‘władza doświadczy, ponownie, siły i gniewu robotnika’.
Interesujący wywiad, w którym Malcolm Gladwell mówi o korzyściach z podejmowania starań by od czasu do czasu widzieć świat, takim, jakim widzą go inni ludzie:
Wykres dnia, pokazujący wzrost wielkości PKB wybranych państw afrykańskich. W 2011 roku Nigeria stanie się drugą największą gospodarką tego kontynentu. Ja zatytułowałbym ten wykres tak: czego może dokonać kilkuset procentowy wzrost cen surowców?
W okresie 10 pierwszych lat XXI wieku cywilizacja ludzka wytworzyła około 23% wszystkich dóbr i usług, które wytworzyła od roku 0. Współczesna gospodarka potrzebowała 10 lat by wytworzyć tyle dóbr ile ludzkość wytworzyła od I do XIX wieku, przez 1900 lat.
Bardzo podoba mi się zestawienie wkładu poszczególnych stuleci w łączną sumę przeżytych lat i wytworzonych dóbr w okresie od roku 0 do 2010, które zamieścił The Economist na podstawie opracowań Angusa Maddisona:
Za Daily Chart
Proszę zwrócić uwagę, że przeżyte lata to jakby liczba ludności pomnożona przez średnią długość życia a wytworzone dobre to liczba ludności pomnożona przez efektywność gospodarki (PKB per capita). Tak więc na olbrzymi wkład XX i XXI wieku w ‘tworzenie historii’ w okresie 0-2010 wpływ ma z jednej strony znaczny przyrost ludności (z 1 mld w 1810 do 7 mld w 2010) w ostatnich 200 latach a z drugie strony wzrost produktywności. Wzrost produktywność można dostrzec analizując zmianę światowego PKB per capita w ostatnich dwóch tysiącleciach.
Poniżej publikuję dokładne dane dotyczące historycznych zachowań warszawskich indeksów w lipcu – dokładnie tak jak zrobiłem to dla czerwca. Dotyczą lat 2000-2010 (11 lat). (SD to odchylenie standardowe, Ś gdy + to średnia z okresów z pozytywną stopą zwrotu, % + to odsetek wzrostowych miesięcy, Min to minimalna stopa zwrotu):
Jak widać, z historycznej perspektywy, lipiec jest korzystnym miesiącem na warszawskiej giełdzie. Trochę gorzej radzi sobie w tym miesiącu sektor informatyczny, widoczna jest przewaga największych spółek nad małymi średnimi przedsiębiorstwami.
Można sporządzić podobne zestawienie dla spółek z WIG20, które były notowane w latach 2000-2010:
Proszę zwrócić uwagę, że korzystałem z bazy Stooq, uwzględniającej dywidendy co wyjaśnia bardzo dobry wynik KGHM.
Pracownicy Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA w jednym z testów porozrzucali na parkingach instytucji rządowych i prywatnych firm współpracujących z nimi twarde dyski, płyty CD i pendrivy – oczywiście tak, by wyglądało, że zostały zgubione. Oszałamiające 60% pracowników podłączyło te nośniki do firmowego sprzętu. Odsetek wzrósł do 90% gdy nośniki miały logo instytucji/korporacji, w której pracowali testowani.
Inny przypadek: hakerzy po uzyskaniu informacji, że firma zajmującą dostarczaniem tokenów do logowania do systemów firmowych i bankowych prowadzi akcję rekrutacyjną rozesłali do pracowników tej firmy emaile z załącznikiem w postaci arkusza kalkulacyjnego o nazwie 2011 Recruitment Plan. System antyspamowy zadziałał – wszystkie emaile trafiły do Spamu. Znalazł się jednak jeden dzielny pracownik, który odzyskał email ze Spamu i otworzył załącznik. Koszt dystrybucji nowych tokenów to od 50 mln USD do 100 mln USD.
Kolejne zdarzenie: w lutym 2011 roku hakerzy włamali się do systemu firmy zajmującej się bezpieczeństwem informatycznym, HBGary. Okazało się, że dwaj najwyżsi rangą managerowie tej firmy używali tych samych haseł do poczty elektronicznej, serwisów społecznościowych i systemów korporacyjnych.
W trakcie wakacyjnych podróży pochłonięci błogim wypoczynkiem i przejęci pięknymi widokami często zapominamy o podstawowych zasadach bezpieczeństwa związanych z przechowywaniem, przewożeniem i dysponowaniem pieniędzmi narażając się tym samym na ich kradzież. Nie myślimy wówczas, że utrata pieniędzy może skutecznie popsuć resztę urlopu i mieć bardzo negatywne skutki dla naszej sytuacji finansowej.
Przedstawiamy zatem kilka wskazówek, jak w podróży uchronić nasze pieniądze przed kradzieżą.
Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.