Rynki bardzo gwałtownie zareagowały na problemy kontrolowanej przez emirat Dubaju firmy inwestycyjnej Dubai World. W powszechnej opinii reakcja inwestorów była przesadzona. Wall Street Journal zwraca uwagę, że choć długi Dubaju przekraczają 100% PKB tego emiratu to 80 mld USD zbyt mała kwota by zatrząsnąć rynkami kredytowymi na świecie. Co więcej ryzyko kredytowe jest rozproszone między wiele banków i żaden z nich (być może z wyjątkiem Standard Chartered) nie będzie mieć problemów z udźwignięciem strat.
Problemy Dubai World mogą mieć znaczenie tylko w sytuacji jeśli spowodowana przez nie ‘ucieczka od ryzykownych aktywów’, która przejawiła się między innymi spadkiem ceny złota i umocnieniem dolara (to nie mój pomysł – to decyzja rynku) przedłuży się i zagrozi innym podmiotom. Dubaj może być więc śnieżną kulą, która zacznie lawinę problemów na rynku długu państwowego. W opinii niektórych komentatorów Irlandia, Grecja i Łotwa czekają na swoją kolej. Co więcej, jeśli Dubaj zdoła zrestrukturyzować swoje zadłużenie, a więc rynki przeżyją zdarzenie kredytowe na rynku długu państwowego to może to osłabić chęć instytucji międzynarodowych, na przykład Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego do ratowania innych niewielkich suwerennych podmiotów – tak mam na myśli Grecję i Łotwę.
