Nie od dzisiaj wiadomo, że sprzedać można wszystko. Byle był jakiś popyt, ale jak go nie ma, to w dzisiejszych czasach w końcu żaden problem. Zawsze można sobie go stworzyć (patrz żarówki “ekologiczne” sprzedawane na fali eko – mody, które jak się okazuje są dużo bardziej szkodliwe dla środowiska niż zwykłe szklane bańki z drucikiem w środku).
Rynek inwestycyjny (nie mylić z węższym określeniem rynek akcji) też zna podobne przypadki, a to jakiś przedmiot jako inwestycja, a to flaszka drogiej gorzałki. Wystarczy tylko zrobić odpowiednie zamieszanie, a czasem i bez niego się obejdzie – i już chętni pukają sprzedawcy do drzwi.
Sprzedać można wszystko.
To fakt. Nawet można sprzedać “coś z niczego” i nie chodzi mi tu o towar, jaki opisany był w Medalionach Nałkowskiej.

