Faktury elektroniczne EBPP

Leszek Maruszczyk

Dorabianie w czasie studiów

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Bez kategorii dnia 15.12.2010 | Komentarze (2) »

Jacy są dzisiejsi studenci? Odpowiedzi mogą być różne, ale wydaje mi się, że dzisiejszą studiująca młodzież cechuje jedno: chce być niezależna. Samo wyprowadzenie się z domu i zamieszkanie na stancji, bądź w akademiku, to chyba nie za wielka niezależność. Znaczna część studentów chciałaby się też uniezależnić od rodziców finansowo – jeśli nie całkowicie, to przynajmniej częściowo, ot, żeby mieć trochę “swoich pieniędzy”.

Z racji tego, że sam w czasie studiów trochę kombinowałem, skąd zorganizować jakiś grosz, dzisiaj pokusiłem się o spis niektórych sposobów na własne pieniądze w czasie nauki.

Oto moje typy:

  • Prace niepełnoetatowe lub weekendowe – kiedy będziecie następnym razem w markecie, spróbujcie policzyć, jaką część pracowników stanowią osoby młode. Część z nich to właśnie studenci.  Praca taka może nie jest porywająca, nie jest ciekawa, natomiast jest dosyć stabilnym źródłem przychodów. Na ogół też można elastycznie dostosować godziny pracy, tak by nie kolidowały z zajęciami. Idealnie, gdyby studentowi udało się znaleźć takie zajęcie, w którym nie ma sztywnych godzin pracy. Po prostu robota ma być zrobiona, a szefa nie interesuje kiedy i gdzie.
    Plusy zarabiania w niepełnym wymiarze czasu pracy, to duża stabilność przychodów i dużo możliwości znalezienia takiej pracy. Minusy są takie, że praca na ogół jest nudna, mało perspektywiczna, zarabia się raczej niewiele i czasami, mimo, że się nie chce, to i tak do pracy trzeba iść.
  • Realizowanie różnych zleceń na własną rękę, czyli freelancing: tutaj jest masa rzeczy, które można zrobić. Osoby, mające “lekkie pióro“, mogą za pieniądze tworzyć treści na strony internetowe – artykuły, ale także wpisy na forum dyskusyjnym są poszukiwane przez zleceniodawców. Osoby znające się na wszystkich sztuczkach internetowych (znajomość html, php i innych języków) mogą wyjątkowo dobrze zarobić. Stworzenie strony w “poważnej firmie” często kosztuje kilkaset złotych, a nieraz są to zupełnie proste stronki, które można tak na prawdę postawić w kilka minut. No i bardzo łatwo taką “poważną firmę”, żądającą dużych pieniędzy pokonać np. o połowę niższą ceną. Zakładając, że firma postawi stronę za minimum 500 PLN, a całą praca przy jej tworzeniu trwa pół godziny, można spokojnie wykonać zlecenie za
    250 PLN. Za pół godziny pracy to i tak bardzo dużo, a mamy niemal pewny zarobek. Plusy to możliwość realizacji zleceń kiedy się chce i tylko tych, które się chce wykonać. Minusy natomiast: w większości branż dość duża konkurencja i niewielka stabilność dochodów (raz mogą być grube tysiące, innym razem nic)
  • Wykonywanie prac dorywczych: może ktoś zechce za opłatą zlecić zrobienie zakupów? Albo trzeba wyprowadzić komuś psa? Jeśli i tak wybieramy się na spacer, czemu by nie zarobić na tym dodatkowo? Prace dorywcze różnią się od freelancingu tym, że freelancer przeważnie ma jakieś specjalizacje, a pracownik dorywczy po prostu robi, co jest do zrobienia. W tym przypadku szczególnie sprawdzą się tzw. “złote rączki”. Tutaj nie ma zbyt wielkiej konkurencji, więc nie trzeba ostro walczyć z innymi wykonawcami o każde zlecenie. Natomiast prace dorywcze są mało u Nas rozpowszechnione, zarówno u potencjalnych wykonawców, jak i potencjalnych zleceniodawców (czytaj: mało kto uświadamia sobie, że zamiast samemu wrzucać węgiel do piwnicy, może wynająć do tego np. studenta), przez co znalezienie klienta nie należy do najłatwiejszych. No i zarobki także są mało stabilne.
  • Udzielanie korepetycji: nie trzeba być ekspertem, wystarczy, że umiemy coś z materiału z poprzedniego roku studiów. Młodsi studenci często potrzebują jakiegoś dodatkowego wytłumaczenia, a my możemy zarobić na zdobytej na studiach wiedzy jeszcze zanim te studia skończymy. Ogromnym plusem takich korepetycji organizowanych dla młodszych studentów jest to, że przecież studiują tam, gdzie my. Można więc wykorzystać zarobkowo jakieś “okienko” między zajęciami. Dużą wartością dla młodszych roczników jest tez znajomość prowadzących – niby wiedza na studiach jest najważniejsza, ale być może u danego wykładowcy łatwiej zdaje się, jeśli na kolokwium ładnie pokoloruje się wykresy? Przekazanie wiedzy, jak trafić w gusta wykładowcy nie jest nielegalne, a może przysporzyć wielu “klientów”. Plusy to duża elastyczność i całkiem niezłe zarobki, minusy są natomiast takie, że podczas sesji egzaminacyjnej mamy jak w banku rząd chętnych na jeszcze jedną lekcję lub pomoc w pisaniu projektu.
  • Stypendium. Jest to jakieś rozwiązanie – czy opłacalne, to już zależy od uczelni i od tego, czy nauka w danym kierunku rzeczywiście nas “kręci”. Jeśli nie, to moim zdaniem nie warto zmuszać się do wkuwania, aby uzyskać jeszcze parę setnych do średniej. Niestety, tak bywa, że nie dla każdego kierunek jaki studiuje, jest jego największym zainteresowaniem. Plus dla tych, którzy pasjonują się przedmiotem studiów, to możliwość rozwijania swojej pasji i dodatkowo kasowania za to pieniędzy. Minusy – nie oszukujmy się, są to małe pieniądze, a czasu na naukę trzeba poświęcić nieraz sporo.

Myślę, że wymienione sposoby można realizować niezależnie, czy studiuje się w trybie dziennym, czy zaocznym. W dzisiejszych czasach zresztą to żadna różnica, co wybierzemy, bo studia dzienne i zaoczne różnią się poziomem niewiele, o ile w ogóle.

Pozdrawiam.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (2) do "Dorabianie w czasie studiów"

  1. Sokomaniak powiedział(a):

    Coś chyba ci się ostało na końcu wpisu ze szkicu ;)

    Sam próbowałem korepetycji z matematyki lub fizyki na poziomie liceum i niżej. Nie wspominam tego dobrze bo trafił mi się 1 czy 2 osoby z matmy, z prostymi problemami, które przyszły raz i potem zniknęły.

    Za to miałem stałego ucznia na fizykę, tylko on miał program rozszerzony i nie do końca radziłem sobie z zadaniami (choć sam byłem po rozszerzonej ale fizyka nie była moim konikiem).

  2. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    Rzeczywiście, dzięki za informację. Tak to jest, jak człowiek pisze na 9 calowym monitorze, nic się w nim nie mieści…

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Leszek Maruszczyk

niezależny blog finansowy

Jednym z interesujących mnie tematów są finanse osobiste, zgłębiam ich tajemnice zarówno w teorii, jak i w praktyce - w roli "konsumenta" produktów finansowych, inwestora i doradcy finansowego w jednej osobie więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player