Wśród funduszy inwestycyjnych otwartych mamy kilka grup w zależności od tego, w co fundusz lokuje pieniądze, podział ten mniej więcej wygląda tak:
- Akcyjne, jako te najbardziej ryzykowne (wiadomo w co inwestują)
- Mieszane (część w akcjach, część w obligacjach)
- Obligacyjne (głównie inwestują w obligacje, ale nie tylko)
- Pieniężne (lokaty, bony i tym podobne)
Większość konkretnych funduszy z tych czterech grup reklamuje się jako “aktywnie zarządzana”, co w teorii ma przynieść inwestorowi większe zyski. W praktyce wygląda to już nieco inaczej i jeśli rynek leci w dół, to fundusz razem z nim.
Ale w grupie funduszy mieszanych wyrósł nowy twór, szczególnie silnie reklamujący się ze swoim aktywnym zarządzaniem:
Fundusze aktywnej alokacji i timingowe.
Fundusz aktywnej alokacji, to – jak głoszą reklamy – taki, który może mieć w akcjach od 0 do 100% ulokowanych pieniędzy, zależnie od tego, jak wygląda rynek. Czyli w założeniu, jeśli jest hossa / trend wzrostowy (obojętnie, jakiej długości), to fundusz wrzuca do portfela akcje w ilości jak największej, jeśli trend się odwraca, fundusz akcji się pozbywa. Ideę działania tego funduszu może obrazować taki rysuneczek:

Zieloną kreską oznaczyłem kierunek ceny jednostki funduszu i tak numerki oznaczają:
- Rynek rośnie, więc fundusz pakuje pieniądze w akcje. Dzięki temu rośnie razem z rynkiem
- Rynek spada, więc fundusz sprzedaje akcje i czeka na kolejne wzrosty (ew. ładuje je w obligacje)
Jeśli chodzi o fundusze “timingowe”, to jak dla mnie są to typowe łapacze górek i dołków (timing oznacza, że wchodzi się i wychodzi z rynku w jakimś konkretnym momencie, czy to by popłynąć na fali wzrostów, czy żeby uciec przed spadkami). Czyli można oczekiwać, że nawet przy spadającym rynku fundusz timingowy, jeśli jego zarządzający uzna, że właśnie zaczyna się korekta wzrostowa, może mieć część pieniędzy w akcjach.
W teorii wygląda to fajnie, a w praktyce już nie. W zasadzie jak dla mnie jest to problem z typu: dlaczego prognoza pogody telewizji A dzisiaj się sprawdza, a telewizji B nie i dlaczego wczoraj było na odwrót?
Jeden z moich znajomych ma odpowiedź na powyższe pytanie taką, że po prostu przepowiadacz pogody z tej telewizji, która akurat trafiła, miał lepszy dzień. Podobnie jest z tymi funduszami, niby dlaczego jeden zarządzający funduszem ma być lepszy od drugiego i dlaczego fundusze timingowe i aktywnej alokacji sugerują, że to właśnie one są tymi lepszymi? Przecież zarządzający nie mają szklanej kuli i tak na prawdę nie widzą, dokąd jutro pójdzie rynek…
W temacie, który opisuję powstał raport. Portal opiekuninwestora.pl postanowił przeanalizować, jak mają się wyniki funduszy timingowych i aktywnej alokacji, do funduszy, które nie stosują tego mechanizmu. Będąc trochę bardziej doświadczonym inwestorem łatwo się domyślić, jakie są wyniki tego porównania, ja jednak pozwolę sobie tutaj nieco zrzutów powklejać.

Źródło: opiekuninwestora.pl
Na przykładzie tej tabeli ładnie widać, kiedy wspomniane strategie mają największe zainteresowanie wśród inwestorów: większość z nich powstała w czasie bessy lub bezpośrednio po niej, zapewne w odpowiedzi na pobudzony stratami strach wśród inwestorów.
Poniżej kilka porównań w formie wykresów z rynkiem, z funduszami pieniężnymi i ze strategią Darwin – Defender, promowaną przez opiekuninwestora.pl:
1 rok:

2,5 roku:

4,5 roku:
Źródło: opiekuninwestora.pl
Widać tutaj jak na dłoni, że wszystko to, co obiecują te fundusze, to tylko obiecanki – cacanki. Za 1 rok wszystkie fundusze z tej grupy są na plusie, jednak wszystkie istotnie słabiej niż rynek, a jeden nawet słabiej niż fundusz pieniężny (w zasadzie 1,5% zysku to dość umowna wartość, bo dzisiaj może to być zysk, jutro strata).
Za 2,5 roku (nie wszystkie analizowane fundusze istniały 2,5 roku temu) wszystkie są pod kreską, mniej niż rynek, ale jednak – wtopa 20%, jaką zaliczył za ten okres jeden z funduszy ma się nijak do ograniczania ryzyka… Fundusz pieniężny w tym okresie zarobił kilkanaście procent, chociaż trzeba przyznać, że był to dla tej grupy okres żniw.
Za 4,5 roku tylko dwa fundusze są objęte zestawieniem, oba na plusie, jednak 10% przez 4 lata to trochę mało (fundusz pieniężny ponad 20%), o zysku 1,4% nie wspominam.
Jak widać już sama, najprostsza analiza stóp zwrotu pokazuje, jak w praktyce sprawdza się to aktywne zarządzanie w zakresie 0 – 100% akcji w portfelu. Jeśli już ktoś chce mieć aktywnie zarządzany portfel, to chyba zdecydowanie lepiej (i taniej) jest zrobić to samemu, chociażby w ten sposób. Niestety fundusze aktywnej alokacji i timingowe z powodu rzekomych wartości, jakie oferują, pobierają wyższe opłaty. Tyle, że wyższe koszty dla inwestora są rzeczą pewną “jak w banku”, natomiast lepsze wyniki nie.
Pozdrawiam.

