W USA popularne jest inwestowanie indeksowe. Polega to na zakupie funduszu, którego zadaniem jest śledzić wybrany giełdowy indeks. Wg Amerykanów jest to najlepszy sposób inwestowania dla przeciętnego inwestora – amatora.
Idąc dalej, jeśli zmiany indeksu dla przeciętnego inwestora są tak dobre, to Amerykanie stworzyli fundusze odzwierciedlające krotność zmian wybranego indeksu. Myślenie jest takie:
Skoro fundusz indeksowy, “śledzący” indeks jest tak dobry, to fundusz odzwierciedlający np. dwukrotność zmian indeksu, będzie dwa razy lepszy.
Oczywiście zmiany takie można zyskać tylko poprzez zlewarowanie zajętych przez fundusz pozycji. Takie rozwiązanie rzeczywiście wiąże się z pewnymi zaletami dla inwestora:
- Zyski w przypadku wzrostów są dwa razy większe, niż zyski funduszu indeksowego i zapewne zdecydowanie wyższe niż funduszy zarządzanych aktywnie (które na ogół przegrywają z indeksem – jak dowodzą przeróżne obserwacje).
- Straty także są dwa razy większe, co generalnie nie jest dobre, ale zaczyna być pewną zaletą przy strategii uśredniania kosztów, gdzie po spadkach jest możliwość kupienia tanio. W przypadku funduszy indeksowych zlewarowanych “tanio” oznacza na prawdę tanio.
- Inwestor – amator nie jest bezpośrednio narażony na stres i inne przykre sprawy związane z zarządzeniem lewarowaną pozycją, w tym na błędy, często przez świeżaków popełniane.
Takie szanse – zdawałoby się – mają tylko inwestorzy amerykańscy.
Okazuje się, że jednak nie. Także polskie fundusze stosują lewarowanie pozycji, co więcej, mowa jest o funduszach bezpiecznych, a więc obligacyjnych i pieniężnych.
Jak donosi artykuł w serwisie PRNEWS, znaczna część polskich funduszy obligacji uzyskała znaczne stopy zwrotu mimo, że cykl obniżek stóp procentowych nie był kontynuowany (a to jak wiemy zawsze owocuje wzrostem stóp zwrotu z obligacji), własnie poprzez lewarowanie pozycji.
Czyli zarządzający wykorzystali stary sposób:
Zaciągnąć tanią pożyczkę i uzyskany kapitał zainwestować z wyższą rentownością
Sposób stary i szeroko stosowany, chociażby przez wynajmujących nieruchomości, czy przez inwestorów social lending (niestety w związku ze znacznym ryzykiem tego sposobu inwestowania na ogół lewarowanie kończy się – pozdrowienia dla Ryan’a Giggs).
Jak wskazuje wspomniany artykuł, najwyższy lewar w bezpiecznych funduszach wyniósł 450% i to w funduszu, który część pieniędzy inwestuje za granicą. W takim przypadku do ryzyka emitenta i ryzyka związanego z lewarem dochodzi jeszcze ryzyko kursowe, dzięki czemu zdecydowanie należy uważać, czy “bezpieczny” fundusz, w który zainwestowaliśmy, na pewno taki jest.
Wychodzi więc na to, że – jak już kiedyś dowodziłem – fundusz obligacji różni się od samych obligacji. I to znacznie. Może to wyjaśnia też, dlaczego fundusze obligacyjne i pieniężne potrafią w ciągu jednego dnia stracić kilka – kilkanaście procent (i potem w przeciągu roku odrobić straty i jeszcze zaliczyć zysk).
Pozdrawiam.

