Metod inwestowania jest co nie miara. Podobnie jest z ilością aktywów, w jakie można inwestować. Jeśli miałbym wymienić te najpopularniejsze, to na pewno będą to:
- Akcje
- Obligacje
- Lokaty
- Złoto
- Nieruchomości
I tu pojawiają się pewne bariery dla zwykłego Kowalskiego.
Chodzi o to, że dla kogoś niezwiązanego w żaden poważniejszy sposób z giełdą, akcje, to jest taka forma kasyna, o którym mówią niezrozumiałym językiem nawet i politycy, a tajne patenty na “wygraną na giełdzie” mają tylko nieliczni, na pewno oszuści. Inny typ myślenia przeciętnego człowieka o inwestowaniu w akcje to jest: “nic o giełdzie nie wiem, ale pan ze śnieżnobiałym uśmiechem i w drogim garniaku pokazał mi wykres, jak się zarabia 40% rocznie, więc po co mi szczegóły, wchodzę w to”. Nietrudno się domyślić, że takie pojmowanie giełdy szybko przeradza się w myślenie “giełda – oszuści”. I taki zwykły człowiek, kierowany opinia innych /stereotypami raczej czuje psychiczne opory przed ulokowaniem pieniędzy w akcjach (zdarzyło mi się nawet kiedyś usłyszeć coś takiego: “dzisiaj zagram na giełdzie i pewnie jutro – pojutrze zaraz mnie komornik zlicytuje”).
Pozostałe inwestycje są pojmowane raczej jako “pewne” (cokolwiek ma to znaczyć). W tym zbiorze “pewnych” lokat kapitału nieruchomości zajmują szczególne miejsce. Przecież dla każdego dom kojarzy się raczej pozytywnie, jest postrzegany jako:
- Schronienie – w rzeczywistości taką funkcję pełni od wieków
- “Własne miejsce” – czyli myślenie w stylu: “tu już mi nikt nie przeszkadza”
- Miejsce, w którym toczy się życie rodzinne
- Nierzadko dom to forma przekazywania majątku w rodzinie między pokoleniami (”ojcowizna”, “dom rodzinny”)
Te elementy sprawiają, że przeciętny człowiek wiąże się silnie emocjonalnie i być może tutaj należy upatrywać przyczyny, dla której nieraz domy stoją puste i niszczeją, ale właściciele przebywający za granicą ich nie sprzedadzą. Ale kwestia sprzedawania bądź nie, to tak na boku.
Bardziej chciałem się skupić na drugiej stronie – na kupujących. Nie podlega dyskusji, że o ile Kowalski niejednokrotnie nie zainwestuje pieniędzy na giełdzie (w końcu tyle się słyszy o tym, że na pewno ceny są manipulowane, oczywiście, żeby takich “Kowalskich” ogolić z forsy), to już w “nieruchomości” łatwiej jest mu wpakować kapitał. Sam zresztą miałem niejednokrotnie okazję obserwować, jak ludzie nie zajmujący się nawet amatorsko inwestowaniem odnosili się do giełdy (negatywnie) i do nieruchomości (pozytywnie).
Na pewno sporą rolę w tej różnicy ocen giełda vs. nieruchomości grają takie hasła jak:
Nieruchomości cały czas rosną
Nieruchomości to “prawdziwa wartość”, a nie jakiś papier
I tym podobne.
Wiedzą o tym oczywiście ludzie układający nazwy dla przeróżnych produktów finansowych i bezwzględnie to wykorzystują, zapewne by uśpić w Kowalskim podejrzliwość w odniesieniu do niektórych form inwestowania. Z tego tytułu potem wychodzą rożne niejasności, bo oto ten zwykły szary Kowalski, który nie chciał inwestować bez lewara w akcje, posiada wśród swoich inwestycji takie, które są oparte o wszelkiego rodzaju zlewarowane instrumenty pochodne, które z nieruchomościami najczęściej wspólną mają tylko nazwę.
Dlatego więc w kolejnym wpisie dokonam przeglądu form inwestowania w “nieruchomości” (cudzysłów celowy), wraz z opisem tego, w co tak na prawdę w konkretnej formie się inwestuje. Tymczasem na dzisiaj tyle.
Pozdrawiam.


no wlasnie zamiast ryzyka ludzie wola spokoj co nie zawsze przynosi efekt druga rzecz ze zeby inwestowac trzeba sie na tyn znac a nie dzialac na zasadzie tlumu bo wszyscy kupuja to ja tez .wiec nie ma sie co czaic tylko kupowac pkn na spadkach razem z wielkim globalnym norweskim funduszem to taka podpowiedz sprawdz Leszek jak mozesz i potwierdz jezeli mamy zarabiac nie hehe to z grubasami w teamie!
No zgadza się, zazwyczaj najlepszy moment na kupowanie jest, kiedy płotki maja portki pełne strachu i w panice sprzedają