Powiadomka o artykule z takim samym tematem wpadła dziś na moją skrzynkę pocztową. Oczywiście odwiedziłem link prowadzący do całości artykułu, ale nie po to, by dowiedzieć się czy rzeczywiście warto kupić mieszkanie do remontu, tylko po to, by zobaczyć, co też autor chce w artykule przekazać, a więc, czy jego zdaniem warto czy nie. Nie chciałem się dowiedzieć, czy warto kupić mieszkanie do remontu, bo z takim pytaniem jest pewien problem, który postaram się rozjaśnić poprzez analogię:
Czy warto kupić samochód do niewielkiego remontu?
Pozwolę sobie pomocniczo wstawić dwie grafiki (wybrane celowo takie, a nie inne), które pokazuje Google grafika dla zapytania samochód do niewielkiego remontu:
1.

2.

No to wiesz już, czy warto kupić samochód do niewielkiego remontu?
Wracając do samego artykułu, trzeba powiedzieć, że ciekawego, dobrze, że autorzy pokazali mniej więcej, na co zwracać uwagę przy ocenie zakresu robót i ogólnie opłacalności nabywania mieszkań do remontu (co jest szczególnie istotne przy inwestycyjnym charakterze zakupu).
Tyle, że prawdziwy zakres robót w konkretnym przypadku i co się z tym wiąże, jego koszty, często mają się nijak do wartości średnich. Przykładowo, w artykule autorzy wzięli pod uwagę nowe gładzie gipsowe i nowe posadzki (tak przynajmniej ja rozumiem określenie “wyrównanie podłóg”), które to prace są zupełnie bezsensowne w budownictwie wielkopłytowym. Najlepiej wiedzą o tym mieszkańcy tego typu bloków, którzy próbowali wyrównać i wypełnić szczeliny pomiędzy płytami sufitowymi.
Kolejna rzecz, że często te największe koszty w przypadku mieszkań do remontów są dla laika niewidoczne. Może się więc okazać, że mieszkanie do remontu, które na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, jakby nie było do remontu, w efekcie stanie się skarbonką bez dna (cieknące nie wiadomo gdzie rury, bezustanne wybijanie bezpieczników itp. – przy poszukiwaniu mieszkań pod inwestycje świeże wykończenia zawsze powinny wzbudzać podejrzenia – niby dlaczego ktoś remontuje mieszkanie, z którego ma się za miesiąc wyprowadzić?), zaś mieszkanie sprawiające wrażenie, jakby czas się w nim zatrzymał kilka dekad temu, finalnie – poddane niewielkiemu odświeżeniu za psie pieniądze, będzie cieszyć / rentowne przez długie lata.
Moja konkluzja jest taka: warto czytać tego typu artykuły, bo są fajnym źródłem wiedzy, zaś nie warto brać ich zbyt dosłownie. Niestety wartości średnie, a wartości rzeczywiste, to często zbyt duża różnica i już samo hasło “mieszkanie do remontu” jest określeniem względnym (bo gdzie jest granica między odświeżeniem, a remontem?). Tak, czy inaczej trzeba rozpatrywać każdy przypadek indywidualnie, w razie potrzeby z pomocą fachowca. Inwestowanie, także w nieruchomości, w końcu na tym polega, żeby wyszukiwać ponadprzeciętne okazje, a takich jest chyba najwięcej wtedy, gdy się tego najmniej spodziewamy.
Pozdrawiam.


Wszystko zależy, ale na pewno nie warto porównywać auta z samochodem. Jeżeli jednak ktoś się zna na rzeczy i potrafi wynajdywać takie okazje do remontu, to na pewno warto. Jest to jeden ze sposobów zarabiania na nieruchomościach.
Jasne, że można i tak, jak się ktoś zna, to jest to wyjątkowo opłacalne. Tyle, że tak jak napisałem: określenie “mieszkanie do niewielkiego remontu” może oznaczać w praktyce wszystko, a więc także:
- mieszkanie, w którym jest kilka plam na tapecie i podłoga do wycyklinowania
- mieszkanie, w którym tynki odchodzą od ścian, a w miejscach gdzie ich nie ma, są już piękne, czarne wykwity pleśni, leje się z wszystkich rur, są szczury itp.
Więc jak ktoś się nie zna…