Jak sądzisz, czy zaoszczędzenie 20% na zakupach to dużo?
Pewnie tak, bo jeśli teraz odkładasz “na potem” jakieś 20% swoich wypłat, a resztę wydajesz na bieżące potrzeby, to odkładając jeszcze pieniądze, o których mowa w pierwszym zdaniu, “stopa oszczędzania” wzrosła by niemal dwukrotnie!
No ok, a jeśli zaoszczędzisz 0,5%, to mało, czy dużo?
Domyślam się, że stwierdzisz, iż nie warto się szarpać dla takich małych oszczędności – i w pewnym sensie masz rację. Ale nie zawsze.
Ubierzmy teraz te procenty w konkretne kwoty.
Najpierw te 20%. Niby dużo, ale to właśnie zależy od kwoty. Jeśli dokonujesz zakupu za tysiąc złotych, to rzeczywiście, 20%, to całe dwie stówy. Całkiem miły kawałek grosza. Ale co w przypadku, kiedy rabat 20% dotyczy kwoty 5 PLN? Czy za złotówkę oszczędności warto się nieraz szarpać?
I 0,5% jeszcze.
takie niby nic, ale przy zakupie np. domu za pół bańki, będzie to 2 500 PLN. TO na prawdę dużo, nie wiem jak Ty, ale ja taką kwotą jak na razie nie mogę pogardzić takimi sumami.
Po co to wszystko piszę?
Z przedstawianiem oszczędności za pomocą procentów wiąże się pewien trick. Czasami (raczej częściej niż rzadziej) jesteśmy dla oszczędności 20% w stanie włożyć sporo wysiłku, bo przecież 20% to dużo. Tak, dużo, ale procentów, pieniędzy już niekoniecznie. I bywa, że wsiadamy w samochód, jedziemy kilka kilometrów, a zyskujemy złotówkę. Po stronie kosztów czas no i paliwo, za które trzeba zapłacić.
Jednocześnie, przy dużych transakcjach, nie walczymy o małe procenty, bo są małe. Nawet mimo tego, że tak jak w przykładzie z mieszkaniem może oznaczać to dwa i pół tysiąca, lub jakąś inną, dużą kwotę.
Myślę, że zanim pocieknie Ci ślinka na oszczędzanie procentów, warto wyrobić sobie nawyk przeliczania wszystkich tych pięknie wyglądających % na realne pieniądze. Jak to już osiągniesz, to nie kieruj się większymi procentami, tylko większymi kwotami.
Pozdrawiam.


to dosyć oczywiste – i choć nie mogę w to uwierzyć – ciągle potrzebne przypomnienie.
Ja nie mogę się nadziwić skąd w warunkach polskich ( tj. zwykle ograniczający się do podania adresu ) “usługi” agencji nieruchomości są “standardowo” wyceniane na 2,9%. Prawdopodobnie większość klientów akceptuje to po “zniżce” do 2.5% i dostaje adres …
Hehe, no tak, samo podanie adresu za taką cenę jest dość drogie. Ale też zależy to od klienta, bo ja szukając mieszkania, zawracałem dobry kawałek czasu agentom z różnych biur głowę, jeździli ze mną na oglądanie mieszkań, a ja ciągle wybrzydzałem. W końcu zarobiło jedno biuro i myślę, że za taką ilość poświęconego mi czasu, nie przepłaciłem. To jednak było mieszkanie pod inwestycję, więc żeby mi się opłaciła, musiałem wybrzydzać. Zaś większość ludzi, którzy kupują “dla siebie” pewnie się łapie na taki proceder, jak piszesz.