Napisałem w sobotę, jak zrobić, by praca nie była tak uciążliwa i nie zabierała Nam większości czasu w życiu. Wszystkie podane sposoby da się wykorzystać zarówno pracując u jednego pracodawcy, ja i u dwóch (trzech, czy ilu kto zapragnie). Jednym z zaproponowanych sposobów było zautomatyzowanie wszystkiego, co się da zautomatyzować. Tak – wszystkiego, nie tylko czynności związanych z pracą, ale też codziennych.
Co jednak daje takie rozwiązanie?
Najpierw może zalety (akurat na przekór oklepanemu “XXXXXXXXXXX – wady i zalety, swoją drogą akurat taka kolejność mówi co nieco o Nas – Polakach). No więc te zalety:
- Automatyzacja wielu czynności pozwala nie zaprzątać sobie nimi głowy i wtedy mamy okazję pomyśleć nad czymś ciekawym, lub też w ramach relaksu oddać się błogiej bezmyślności (byle nie za często).
- Wykonanie zadania nie jest zbyt monotonne i nużące. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy przez 5-6 h bezustannie powtarzamy Ctrl+C – Ctrl+V skacząc między oknami przeglądarki. Ja parę razy miałem okazję czegoś takiego doświadczyć i potem miałem mózg zlasowany gorzej niż po paru dobrych strzemiennych. Co gorsza – byłem zmęczony także fizycznie, a nie tylko wyczerpany umysłowo.
- Zakładając, że dzięki automatyzacji uzyskujesz godzinę pracy zamiast poprzednich czterech, możesz w efekcie pracować tylko 2h dziennie i zarabiać jak na “normalnym” etacie. Oczywiście jeśli masz zapał możesz w ten sposób pracować u kilku pracodawców, jeszcze lepiej, gdyby było to możliwe zdalnie, za pośrednictwem Internetu (niektórych przełożonych może boleć, że siedzisz w pracy 8h, ale tylko przez dwie pracujesz, mimo, że efekty są takie same).
To wszystko z zalet. Niby tylko trzy, ale na prawdę znaczące i mogą na prawdę odmienić życie.
No i czas na wady, oto i one:
- Żeby coś zautomatyzować, przeważnie trzeba się trochę pogłowić nad rozwiązaniem problemu. Teoretycznie komputery właśnie po to są, żeby automatyzować maksymalnie wiele rzeczy, jednak napisanie makropolecenia może nie być najłatwiejszym zadaniem.
- W kwestii przemyślenia problemu jest jeszcze taki szkopuł, że zwyczajnie można o czymś zapomnieć i przez to nasz automat nie będzie działał zawsze jak należy. Wtedy trzeba poświęcić dużo czasu (nieraz więcej jak przy samym automatyzowaniu), by kolejny problem rozwikłać.
- Jeśli coś automatyzujemy, to w pewnym sensie tracimy nad tym kontrolę. Zobrazuję na przykładzie: Ustawiamy zlecenie stałe w banku, np. przez Internet. Generalnie wszystko gra, ale taka sytuacja nie sprzyja częstemu zaglądaniu na konto. Może się więc zdarzyć, że bank przysoli jakąś nadzwyczajną opłatę i nie będzie już pieniędzy na opłacenie zlecenia stałego. Jednak nie dowiemy się o tym, bo nei zaglądamy na konto, przekonani, że wszystko idzie jak należy.
Automatyzowanie jak widać nie stanowi panaceum na wszystkie probemy. Można dzięki automatyzacji zyskać, ale można też wprowadzić się zwyczajnie w klopoty. Tak więc zanim się coś zautomatyzuje, warto poświęcić chwilę refleksji nad korzyściami i potencjalnymi zagrożeniami. Kiedy są już znane należy podjąć odpowiednie kroki, by było jak najwięcej korzyści i najmniej wpadek. Ja osobiście sądzę, że w automatyzowaniu czegokolwiek jest nasza przyszłość, tylko zanim do niej dotrzemy, pewnie nieraz przyjdzie się potknąć.
Pozdrawiam.


Co jak co ale unikałbym automatyzowania finansów, w myśl powiedzenia “pańskie oko konia tuczy”. Tzw. “menial tasks” jak najbardziej należy automatyzować. Tu manifest Setha Godina w temacie :) http://changethis.com/manifesto/show/2.DoLess
przekonalem sie ze zawsze trzeba miec kontrole nad wszystkim zwlaszcza rachunkami kontami bankami operatorami komorkowymi teraz kazdy chce jak nahwiecej wycisnac z klienta przez wprowadzenie go w blad i utrate jego czujnosci wiele razy sie o tym przekonalem na szczescie calkiem w pore -mowie sobie kazdy czycha na twoj blad (kase)wiec badz czujny jak wazka i kontroluj!