Każda droga, nawet najdłuższa zaczyna się od jednego kroku.
O tym wszyscy chyba wiemy :) Całe życie jest w pewnym sensie jakąś drogą i tylko od Nas samych zależy, dokąd zaprowadzi. Pesymista mógłby w tym miejscu powiedzieć, że droga każdego z Nas prowadzi do śmierci. Rzeczywiście, finalnie tak jest, ale niektórzy mają jeszcze po drodze jakieś mniej lub bardziej sprecyzowane cele, a stąd już blisko do całkiem precyzyjnego ustalenia, jak ma to wszystko wyglądać.
Czytelnicy tego bloga zapewne gdzieś na swojej drodze mają jakieś finansowe cele, a także etapy. Może to być wersja “light”, czyli zwyczajne zapanowanie nad swoim budżetem – przez ogarnięcie przepływu pieniędzy przez kieszeń i wyjście z długów, zwłaszcza, jeśli te są nadmierne. Ale, w wersji bardziej rozbudowanej, samo wyjście z długów może być nie celem, a jedynie etapem na drodze ku finansowej wolności. A jakie będą inne etapy?
- Etap pierwszy – wyjściowy, czyli taki, w którym nic nie wiemy na temat pieniędzy oprócz tego, że są to kawałki metalu lub papieru z jakimiś cyframi i najczęściej wizerunkiem sławnego nieboszczyka. Taki stan trwać może dość długo. Ktoś na etapie wyjściowym w ogóle nie wie / nie zastanawia się, dlaczego mniej zapłaci finansując zakupy swoimi pieniędzmi, a nie pieniędzmi banku, albo coś tam wie, ale generalnie nic z tym nie robi. Giełda i szerzej – inwestycje, to taka forma kasyna, gra w cyferki. Zielone – dobrze, czerwone – źle i to wszystko. Przez to nasz żółtodziób najczęściej jeśli już przypadkiem coś zaoszczędzi, to pakuje wszystko na giełdę na górce, a kasę wycofuje w okolicy giełdowego dołka, żeby “odegrać” się na lokacie. Aż do następnej giełdowej górki. Zrozumiałe więc, że jest to idealny klient dla banków, w ich interesie jest, by stan wyjściowy trwał u jak największej ilości ludzi cały czas. Przykro przyznać, ale bankowcom się udaje.
- Etap drugi, to “przejście na jasną stronę mocy” :) Człowiek uświadamia sobie pewne podstawowe mechanizmy, zaczyna oszczędzać, pozbywa się kredytów. Niestety wielu na tym etapie odpada, bo nie jest łatwo zaoszczędzić pokaźną kwotę, ani wyjść ze sporych długów. Właściwie, to jest śmiesznie łatwo, ale trwa to długo i trzeba sporo samozaparcia. Etap ten jest także trudny dlatego, że na pierwszym etapie, o ile zachcianki były finansowane kredytem, mieliśmy taką kolej rzeczy:
- zakup, czyli nagroda na samym początku
- dopiero w drugiej kolejności trzeba było na tę nagrodę zapracować
Na drugim etapie jest odwrotnie. Najpierw trzeba się poograniczać, a dopiero na końcu czeka nagroda – niekoniecznie musi to odpowiadać żyjącym wcześniej na kredyt. Patrząc jeszcze z innej strony, osoba na drugim etapie może np. oszczędzać na telewizor i jak już go sobie kupi, to stwierdzi, że nie było warto – wracając do etapu wyjściowego. - Etap trzeci, czyli duży majątek, bądź finansowa wolność. Wydawałoby się, że tu już jest lekko. Na pewno jest lżej, niż na etapie drugim, ale i pokusa, żeby “pójść w tango” spora. Najlepiej zobrazuje to przykład: mając dwa miliony o wiele łatwiej jest ulec pokusie wydania pięćdziesięciu tysięcy, bo to tylko 2,5% majątku. Ktoś, kto ma ciężko zarobione 100 0o0, już prędzej zastanowi się, czy warto połowę z tego wydać.
Zdawało by się to wszystko łatwe – wyjść z długów, pooszczędzać i z czasem zbierać owoce swojej pracy. To w teorii, praktyka bywa już trudniejsza i myślę, że punktem krytycznym jest etap drugi. Tak na prawdę życie na kredyt jest w miarę proste, nie trzeba się o nic martwić, do pewnego momentu nie trzeba się zbytnio ograniczać. Jest zachcianka, ale nie ma pieniędzy, za to jest kredyt. Przecież ludzi stać, żeby co miesiąc przez kolejne pięć lat oddawać z wypłaty bankowi stówkę – dwie. A jak źródło dochodów się urwie, to w ostateczności te kilka miesięcy stresu w odniesieniu do całego życia, to wcale nie tak dużo.
Na drugim etapie, już trzeba kontrolować co się robi, trzeba planować, trzeba coś zrobić i nie każdego stać, żeby zrobić “coś”. Co więcej, przez długi czas trzeba panować nad swoim budżetem, wychodzenie z długów to też nie jest kwestia miesiąca – dwóch, a raczej kilku lat, jak nie więcej. Trzeba tego na prawdę mocno chcieć, bo w przeciwnym wypadku niemożliwe jest utrzymanie stałego entuzjazmu w dążeniu do celu przez wszystkie lata. Ale za to nagroda, jaka czeka na końcu, jest warta zachodu.
Pozdrawiam.

