Niekoniecznie oryginalna, ale często metody na otrzymywanie przychodów pasywnych są porozrzucane po różnych stronach w internecie. Ponadto, nie wiem z jakiego powodu, ale dla wielu ludzi przychody pasywne, to takie, które wymagają mnóstwa pracy na początku, ciułania każdego grosza, by potem żyć z niekoniecznie pewnych inwestycji kapitałowych. Otóż może, ale niekoniecznie musi tak być.
Jeśli czytałeś też mój wpis p.t. “Na ile przychód pasywny jest pasywny”, to wiesz, że całkowicie pasywny przychód nie istnieje, raczej można sobie stworzyć sytuację, gdzie płyną jakieś sensowne pieniądze przy małej i nieregularnie, według uznania dawkowanej pracy. Praca etatowa, nawet jeśli ją uwielbiasz, nie jest takim przychodem, bo jeśli nie będziesz się pokazywał w pracy, to rychło źródło przychodów może się skończyć, nawet jeśli źródłem nieobecności jest choroba (na co nawet pozwala w pewnych przypadkach Kodeks Pracy!)
No, to lecimy z tą listą.
Przychody pasywne wymagajace jakiegoś kapitału na start (czyli jakieś poważne kwoty, a nie 10, czy 100 PLN):
- Nieruchomości na wynajem. Dziwnie się tak jakoś składa, że na tym sposobie zarobkowania wiesza się psy. Co gorsza, jak ktoś jest w temacie i już ma za sobą co najmniej kilka miesięcy podnajmowania lokalu, łatwo może poznać, ze tymi czepiającymi się przeważnie są ludzie, którzy coś tam od kogoś słyszeli, a ten ktoś też coś od kogoś usłyszał, że byli źli najemcy itp… Można wynajmować mieszkanie rodzinie, studentom, można wynajmowac lokal firmie (niekoniecznie sklep), jak ktoś boi się “nieusuwalnych lokatorów”, można wynajmować halę magazynową, garaż, pomysłów jest mnóstwo. Ważne, że kapitał można tutaj pożyczyć i w mojej ocenie nie jest to szczególnie ryzykowne. Czyli metoda prawie dla każdego.
- Lokaty. Żeby żyć z odsetek. O ile w nieruchomości można zainwestować z kwotą rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, a resztę pożyczyć, to w lokaty można zainwestować nawet stówę. Jeśli zaś chodzi o lokaty, które dają duże odsetki (w sensie generowanej kwoty), to kwota kilkuset tysięcy jest raczej niezbędnym minimum. Co więcej, wskazane są wyższe kwoty po to, żeby “przejadać” tylko te odsetki, które są ponad inflację. W przeciwnym wypadku, za lat 10, 20, kwota, która tą metodą dzisiaj daje przyzwoite dochody, może nie wystarczyć.
- Własna firma w wydaniu tradycyjnym. Jako wydanie tradycyjne należy rozumieć firmę, której główny obszar działania znajduje się poza siecią. Do takiej firmy trzeba kupić sprzęt, zatrudnić ludzi itd. Zanim zacznie być chociaż rentowna, może minąć jakiś czas, a kasa na utrzymanie kramu w obrocie jest konieczna, w końcu żaden pracownik nie będzie pracował w zamian za obietnicę wypłaty “być może jak wróci koniunktura”. Można też kupić udziały w istniejącej i działającej firmie, pod warunkiem, że ktoś będzie chciał się ich pozbyć.
- Akcje lub udziały “dywidendowe”. Problem z nimi jest podobny jak z lokatami – trzeba dużej kwoty, żeby z tego żyć. Załóżmy, że spółka giełdowa wypłaca dywidendę o wysokości 10% ceny akcji brutto, czyli 8 netto. Trzeba by mieć około pół miliona złotych, by średnio na miesiąc dysponować trzema tysiącami złotych. Jednak jest trochę lepiej niż z lokatami: jako że akcje reprezentują jakąś firmę, w dużym uproszczeniu można pominąć wpływ inflacji i przejadać całe dywidendy.
Dopisałem tutaj jeszcze, że można nabyć udziały – w sumie jest to sytuacja rzadka, ale zdarza się. Najlepszym tego dowodem są udziały w niektórych bankach spółdzielczych, które spełniają nieco inną rolę niż udziały w SKOK – ach. Może warto zapytać w najbliższym banku spółdzielczym. - Wszelkie inwestycje, dające regularne dochody. Nie chciałem od razu w pierwszym zdaniu w tym punkcie napisać, że chodzi mi o social lending, bo pewnie dla niektórych jest to nadal “fanaberia”. Faktem jest, że odkąd na kokosie pojawiła się możliwość udzielenia pożyczki nawet na 5 000 PLN jednej osobie, widuję dosyć regularnie tak inwestujących. Trochę trzeba się naklikać przy tym sposobie, ale może to być miły dodatek.
Na koniec tego posta chcę jeszcze napisać, że nie uważam za metodę na przychody pasywne, jakichkolwiek spekulacji. Po pierwsze roboty może być dużo – za przykład niech posłużą wszelkie sztuczki “kupić tanio, sprzedać drogo” w odniesieniu do nieruchomości. Niestety, kupowanie mieszkania nie jest równie proste i bezstresowe, jak kupowanie bułek w spożywczym, trochę się trzeba nachodzić. Jeśli ktoś – nawet skutecznie – robi to dla utrzymania, to na pewno nie ma przychodów pasywnych, przecież ciągle gdzieś chodzi i coś załatwia.
Powód numer dwa – nie ma żadnej gwarancji, że uda się sprzedać drożej, a więc przychód może być, a może go nie być. Niby to samo można powiedzieć o wypłacanych dywidendach, czy o spłacalności pożyczek społecznościowych, ale wydaje mi się, że przesłanki do sprzedaży drożej to w dużej części “widzimisię” i myślenie życzeniowe – spekulant tak chce, ale rynek już niekoniecznie.
W następnym poście metody “bez pieniędzy”.
Pozdrawiam.


Co do kupowania nieruchomości na wynajem jedna uwaga: pożyczenie gotówki na ten cel nie jest proste, więc z tego względu nie jest to wcale metoda prawie dla każdego. No chyba, że mamy wielu znajomych, którzy pożycza nam po 10 tysięcy bez odsetek i z perspektywą oddania za kilka lat;)
No tak, ja nie powiedziałem, że jest proste. Trzeba się trochę postarać, Ty, jak pamiętam masz chyba umowy zlecenia, więc powiem Ci, że i to da się przeskoczyć, tylko trzeba trochę pokombinować. No i chyba zaczyna się od nowa okres rozdawania kredytów hipotecznych, a więc będzie jeszcze łatwiej.