Przez 20 lat naszego nowego ustroju zmieniło się wiele. Kiedyś, mimo, że miało się wypłatę, to ciężko było nabyć za tę wypłatę towar. Zaś dzisiaj – odwrotnie: kupić można wszystko, jak nie w sklepie to w internecie. Nadal jednak podstawowe produkty nabywamy raczej w sklepach, raczej w tych wielkopowierzchniowych, bo raz, że wszystko jest pod ręką, a dwa, że jest w miarę tanio. Nie każdego towaru to dotyczy, no ale przecież dużych sklepów teraz jest mrowie, można w jednym kupić tanie rzeczy, a w innym te, które w pierwszym były drogie. Niedzielne zakupy powoli stały się u Nas formą rozrywki – po ciężkim tygodniu pracy kilka godzin na polowaniu na ulubiony towar.
Kupić można wszystko, problemem jest tylko, że często pieniędzy nie wystarcza na wszystkie zakupowe życzenia. Czy aby na pewno?Podchodząc racjonalnie do zakupów, zdecydowanej większości ludzi wystarczyłyby posiadane pieniądze, by zaspokoić potrzeby. Markety o tym wiedzą i cała rzecz w tym, żeby pozbawić klientów racjonalności, a niech wydają ciutkę więcej. Oczywiście klient nie może się połapać, że jest manipulowany, musi myśleć, że to wszystko jego własna nieprzymuszona wola.
Przejdźmy się zatem po takim dużym sklepie.
Wychodzimy z parkingu, a tu leje jak z cebra. Oczywiście w sklepie wita miła kurtyna ciepłego powietrza, wszystko urządzone nowocześnie, kolorowo. Oczywiście jako klienci musimy się czuć w takim sklepie przyjemnie, jest szansa, że zaczniemy regularnie wpadać w takie miłe miejsce. Zostawiamy tu kasę, ale chociaż możemy się poczuć jak należy za naszą krwawicę.
Nasz cel – market spożywczy. Niestety trzeba najpierw przejść “kilometrową” galerię. Mijamy kolejne sklepy, które kuszą wyprzedażami, obniżkami albo programami rabatowymi dla stałych klientów. Ot, może zanim do spożywczaka, wejdziemy do kilku sklepów po drodze. Najpierw ciuchy, w końcu jak Cię widzą, tak Cię piszą, może jakas ciekawa przecena się znajdzie. Dalej, miła pani uprzejmie informuje Nas, że oto ostatni moment na wykupienie wycieczki do wspaniałego miejsca na wakacje, nie trzeba płacić zaraz dzisiaj. No cóż, może przy innej okazji. Jeszcze tylko ksiegarnia, Empik (jakby w księgarni nie było tego, czego szukamy), sprawdzenie nowinek technicznych w sklepie z AGD i komputerowym, gdzie w okazyjnej cenie wszystkorobiący laptop można kupić za bezcen. I działa na baterii przez 18 godzin! Trzeba zapisać – stary co prawda jeszcze działa, ale kto wie, kiedy padnie? W sumie jakby kupić nowy, to kasy też mieć nie trzeba, oferują raty zero procent, to niech poczekają trochę na swoje (w razie czego).
Wreszcie upragniony spożywczak. Bierzemy wózek – głęboki jak diabli. Wrzucamy do niego kolejne rzeczy z listy (jako mądrzy konsumenci – ma się rozumieć – takową posiadamy). Już prawie połowa listy, a w wózku nadal pusto, hmmm, może małe odstępstwo od zakupowego planu nie zaszkodzi?
No dobra, porozglądajmy się i pomyślmy…
Niestety myśleć się nie da, bo muzyka za głośno. Na szczęście chociaż jakiś uprzejmy głos przypomina, co też dzisiaj jest w promocji. Ooooo, piwo jest w promocji. Niedługo meczyk, więc bez piwa się nie obejdzie. Ok, stoisko z piwem jest dwie alejki dalej na lewo. Idziemy, idziemy, ale alejka piwna gdzieś zniknęła. Trzeba poszukać. W międzyczasie milion rzeczy, normalnie umykających uwadze, prosi by je kupić… Ale My szukamy piwa – nie dla Nas te numery z poprzestawianym towarem. Zapolujemy na promocje może w następną niedzielę. W końcu znajdujemy. Ale co to? Marka, która wedle głosu z głośników miała być w promocji, jest o 30 groszy na butelce droższa niż zazwyczaj! Nie, nie może być, na pewno pomyliło się z jakimś innym. Piwo mamy, w dodatku w promocji.
Zaraz koło piwa chipsy… A co mi tam, piwo bez chipsów to nie piwo! Stać Nas na te kilka złotych. Zje się przy meczu.
Jeszcze tylko chleb, nie ma na liście, ale dobrze, że burczenie w brzuchu o nim przypomniało. Ale zapachy przy tej piekarni! Zresztą nic dziwnego, skoro sami pieką to pieczywo. Ślinka cieknie na widok (i zapach) tych wszystkich rumianych chlebków, bułeczek i pączków! Może dzisiaj nie będziemy się ograniczać jedynie do ciemnego? Kilka dodatkowych kajzerek i po pączku na głowę, na pewno nie zaszkodzi, do zdrowej diety zawsze przecież można wrócić.
Wszystko już jest (a nawet wiecej), to teraz – kierunek kasa, bo odgłosy z pustego żołądka nie dają już żyć. I znowu kolejki jak stąd do Chin! Po co w ogóle postawili 40 stanowisk kasjerskich, skoro jak zwykle czynnych jest tylko kilka i tradycyjnie trzeba w kolejce odstać te pół godziny?
Gapienie się na pracę kasjerki już się znudziło. Lepiej zrobimy patrząc, co też ciekawego jest przy kasach. O! Multiwitamina się przyda, chociaż tyle możemy dla siebie zrobić za te dietetyczne odstępstwa. I może jeszcze batonik, żeby jakoś przetrwać te ostatnie kilka minut głodu, zjemy zaraz, pani kasjerska i tak widzi, że już jemy, tylko potem dobije do rachunku.
Nareszcie! Szybkie kasowanko, pani za kasą zachęca, żeby dobrać trochę gotówy z karty, to taka nowa usługa. A co, dobieramy, bo chyba nie obejdzie się bez wizyty w restauracji, wspaniałe zapachy z pasażu już mile łechcą nasze nosy, trzeba podkręcić czym prędzej tempo przełykania śliny. Gotówa będzie w sam raz, bo chyba w restauracji nie przyjmują kart…
Po posiłku wychodzimy wreszcie na zewnątrz, a tu już zmrok – no tak, nie czuliśmy upływającego czasu, bo w markecie nie było okien.
I jak? Zauważyliście jakieś podstępne sztuczki, dzięki którym na zwykłych zakupach można wydać sporo więcej?
Pozdrawiam.


Faktycznie łatwo jest się zapomnieć w supermarkecie. Dlatego można to przynajmniej dla siebie zrobić, by najeść się wcześniej do syta.
Jako że mieszkam w miarę blisko Reala, dostaję do skrzynki co tydzień nową gazetkę. Później zabieram gazetkę na zakupy, do koszyka wpada np. zapas pasty do zębów Bled-a-med 2×125 mln za 9,99 razy 6 opakowań czy kukurydza albo tuńczyk puszkowany w ilości sztuk 20. Rzadko kupuję więcej niż miałem zaplanowane. Póżniej tylko triumfalnie patrzę na ceny i sobie myślę: “Teraz tuńczyk po 2,50 za puszkę a ja wyhaczyłem po 1,50 i mam zapas na dłuuugo.” ;)
Wracając z pracy przechodzę obok Tesco. Jak była promocja kukurydzy to codziennie brałem 6 puszek. Po 2 tygodniach zebrałem zapas na około pół roku, podobnie robię z innymi produktami; tylko małżonka się obawia że przy kasie będą się na nas gapić (po co komu na raz 18 puszek kukurydzy – myślą ludzie, zamiast korzystać z sytuacji).
Wiesz Zdzichu, każdy ma swoje sposoby, akurat ja raczej nie kupuję w taki sposób jak Ty, bo raczej nie lubię monotonii w kuchni (to odnośnie produktów spożywczych). Zresztą, ja w ogóle nie lubię zakupów, poza wizytami w księgarni :)
Bardziej liczyłem na komentarze typu “mnie to na pewno nie dotyczy” – jak kiedyś opowiadałem różnym znajomym o tych trickach, to prawie każdy twierdził, że jego to nie dotyczy – coś już takiego jest w ludzkiej naturze, że nie chcemy przyznać się, że dajemy sobą manipulować. Jedna wizyta w markecie z taką osobą pokazywała prawdę. Jedna tylko koleżanka przyznała się, że wie o tych mechanizmach i mimo tej wiedzy i tak im ulega. Koleżanka była po psychologii.
A na parkingu przed supermarketem stoją kolejni naganiacze.
Autentyczna historia z zeszłego weekendu – na parkingu przed Tesco w Poznaniu stał “Jedyny w Polsce LUKAS Mobil”, czyli mobilny oddział Lukas Banku, w którym można wziąć pożyczkę na każdy cel :D
No niestety, nasze życie powoli zmienia się w jedno wielkie oglądanie reklam. Niestety nic na to nie poradzimy.
Ja do naciągaczy dodałbym jeszcze tych meneli, którzy odwiozą wózek, bo zbierają “na chleb”, a alkoholem od nich jedzie jak z bimbrowni…
Tuńczyki są bardzo niezdrowe, łapią mnóstwo metali ciężkich.
Alex: podobnie jak mleko od krów, które pasą się w okolicach dróg, podobnie jak warzywa i owoce, które znajdują się w zasięgu zanieczyszczeń emitowanych przez samochody, maszyny i fabryki, czyli praktycznie wszystkie :)