Żyjemy w erze internetu, gdzie – przynajmniej w teorii – wszyscy mają dostęp do wszystkiego. Chcesz kupić dom w Stanach? Żaden problem, bywają nawet mocne promocje dla obcokrajowców, nawet nie musisz tam jechać. Chcesz pogadać z eskimosem – też żaden problem, o ile macie chociaż jeden wspólny język. Nawet możesz go zobaczyć. Korespondencja do Afryki nie idzie już tygodniami, e – maila można odebrać w ciągu kilku sekund w dowolnym miejscu na Ziemi.
To fajnie, że te wszystkiem możliwości istnieją, bo ciekawi Świata mogą się dowiedzieć czego chcą nie wychodząc z domu. Wcześniej nie było to takie proste, bo trzeba było odwiedzić np. bibliotekę, w której niekoniecznie znajdowała się wiedza, jakiej szukamy. No i trzeba było umieć posługiwać się katalogami w bibliotece, siedząc przed ekranem komputera w zasadzie wystarczy minimalna znajomość funkcji wyszukiwarki internetowej.
Postęp ogólnie ma swoje plusy, ale są też i minusy, chociażby ten, który da się opisać tytułem posta.
Przykładowo: kiedyś, filatelista zaopatrywał się na poczcie plus ewentualnie w kilku specjalistycznych sklepach. Dzisiaj, wpisując w wyszukiwarkę na Allegro frazę “znaczki” otrzymujemy niemal 2 000 rezultatów:

Niby fajnie, ale załóżmy, że ktoś szuka jakiegoś konkretnego znaczka z konkretnej kolekcji. Wpisując frazę “znaczki Skłodowska” wyskakuje zero wyników, jeśli ktoś zatem szuka znaczka z wizerunkiem znanej pani chemik, musi przebrnąć przez 2000 wyników, szczególnie że większość ofert ma tytuły typu: “Stare znaczki”, “Zestaw znaczków 1946 – 2008″ itp. – same ogólniki, mało precyzyjnych informacji. Pewnym rozwiązaniem – akurat w wypadku Allegro – jest przeszukanie tytułów i opisów, ale można w ten sposób przegapić wiele ofert, w których znaczek taki się znajduje, a nie ma nic na ten temat w opisie.
Oczywiście nie chodzi mi o ten jeden konkretny znaczek, raczej o to, że obecne możliwości dzięki internetowi po prostu zaczynają być za duże do przetrawienia dla normalnego człowieka.
Schodząc na tematy bliższe finansom osobistym, weźmy lokatę jako przykład. Załóżmy, że ktoś chce wrzucić w depozyt 2 000 PLN na 3 miesiące, załóżmy, że jest to człowiek niezbyt obyty z tematem. Kiedyś po prostu taka osoba wybierała się do banku, może odstała z pół godziny w kolejce i po sprawie – otrzymywała lokatę, powiedzmy, że na 4%. Dzisiaj, nasz posiadacz nadwyżki finansowej najpierw zagląda do Internetu. Tam dowiaduje się, że warto skorzystać z opcji chroniących przed płaceniem podatku. Ma do wyboru polisolokatę albo lokatę z kapitalizacją codzienną. Znalezienie tych informacji – przyjmijmy, że zajęło pół godziny. Wybiera lokatę z kapitalizacją codzienną.
Dalej, musi znaleźć konkretny bank, który ma oprocentowanie najlepsze z możliwych. Po kolejnych trzydziestu minutach znajduje np. Lokatę Optymalną na 5%. Jeszcze tylko trochę pogrzebie w sieci (kolejne 0,5 h), bo gdzieś przemknął temat o optymalizacji wielkości lokat, żeby podciągnąć nieco oprocentowanie. Nasz początkujący stwierdza jednak, że to już za wiele, więc nie dzieli kwoty na paczki zoptymalizowanej wielkości.
Bilans: 1,5 h (o ile nie zainteresują / rozproszą go inne tematy w Internecie) ślęczenia nad monitorem po to, by zyskać 8,80 PLN więcej dla całego okresu lokaty.
Pół biedy, jeśli mimo to nadal będzie chciał założyć lokatę i zrobi to. W drugim scenariuszu, taki ktoś w toku poszukiwań trafia na forum o funduszach inwestycyjnych. Zachęcony opiniami “giełdziarzy” stwierdza, że jednak lepiej zarobi wrzucając forsę w fundusz akcji. Załóżmy, że jest lipiec 2007 roku…
Możliwości, jakie daje sieć, są spore. Są też – o ile dobrze wykorzystane – potencjalnie zyskowne, otwierają bowiem możliwości prowadzenia własnego biznesu każdemu, nawet temu, kto nie ma żadnych oszczędności. Co więcej, prawie każde przedsięwzięcie mozna zacząć niemal od zaraz, więc spora rzesza ludzi zaczyna bez większego zastanowienia (świetnym przykłądem są programy partnerskie, gdzie mimo takiej możliwości mało kto zarabia).
To jest cały problem: wybrać coś z tego ogromu i trzymać się tego aż do uzyskania efektów, jest bardzo trudno…
Pozdrawiam.


Dlatego dobrze że powstają wszelkiego rodzaju rankingi i zestawienia. To naprawdę pomaga. Oczywiście pytanie kto stoi za tym rankingiem, bo czasem zdarzają się pisane na zamówienia.
Ale są też rankingi zawierające informację podane rzetelnie.
Przykładem niech będzie moja lista zawierająca informację na temat produktów bez belki aktualizowana conajmniej raz na miesiąc lokaty i konta bez belki.
Ja robię w taki sposób, że jeżeli jestem zainteresowany kupnem jakiejś rzeczy to najpierw uderzam do znajomych którzy już przez to przechodzili. Np. chcę kupić telewizor, a wiem że mój znajomy ostatnio jakiś nabył, więc pytam go co poleca, czym się interesował itd. Oczywiście trzeba mieć zaufanych znajomych. W przypadku lokat czy innych form lokowania kapitału moze być już trudniej bo nie każdy (a raczej prawie nikt) nie chce się dzielić informacjami na temat swojej kasy.
Może nie posunąłbym się tak daleko ze stwierdzeniem, że internet jest winowajcą naszych klęsk inwestycyjynch – każdy jest odpowiedzialny za swoje decyzje – ale jak najbardziej masz rację co do straty czasu w internecie. Ile to razy chcąc sprawdzić w wikipedii np. teorię gier, orientowałem się po godzinie, że przeglądam parametry amerykańskich myśliwców, lub członków dysnastii Habsburgów :D Myślę, żę przydałoby się coś w rodzaju edukacji “jak korzystać z internetu” bo ilość lików sprawiających, że “surfujemy” jest przerażająca.