Faktury elektroniczne EBPP

Leszek Maruszczyk

Na ile dochód pasywny jest pasywny?

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 30.04.2010 | Komentarze (11) »

Po dłuższej – nie do końca zależnej ode mnie przerwie w publikowaniu artykułów, dzisiaj rozważania na temat jak w tytule.

Większość z Czytelników mojego bloga zapewne chciałaby kiedyś móc z życia czerpać garściami bez psucia sobie każdego dnia pracą, dojazdem do pracy, stresem z pracą związanym i … litania mogłaby być jeszcze długa. Teoretycznie kilka sposobów na ten problem jest, jednym z nich jest właśnie utrzymywanie się z dochodów pasywnych.

No właśnie, w teorii wygląda to pięknie, wystarczy TYLKO wprowadzić w życie jakieś źródło pasywnego dochodu i potem już jedynie “hajlajf” – wedle uznania, wygrzewanie się na egzotycznej plaży z drinkiem w ręce, codzienne wędkowanie na własnej przystani nad jeziorem na Mazurach, zero stresów, w końcu szefa nie ma, pieniądze co miesiąc wpadają.

No i przy przejściu od teorii do praktyki, zaczynają się schody. Najlepiej zobrazuje problem powiedzenie:

W teorii między teorią i praktyką nie ma żadnej różnicy, w praktyce różnica między teorią, a praktyką jest – nieraz wielka.

Jaka jest teoria już napisałem. W normalnym życiu mogłoby to oznaczać na przykład kupienie kilku mieszkań na wynajem, wynajęcie – w celach zarobkowych rzecz jasna, spłacenie ewentualnego kredytu na te mieszkania, potem czerpanie profitów – comiesięcznego odstępnego.

Inny przykład, to może być posiadanie własnej firmy – rozkręcamy, ustawiamy wszystko tak, by firma działała bez naszej ingerencji i gotowe, pozostaje tylko kupić bilet na Bahamy.

Jeśli ktoś nie chce się szarpać z pracownikami, może kupić obligacje w odpowiedniej ilości, lub też regularnie płacące dywidendę akcje, najlepiej w głębokiej bessie (większa stopa dywidendy, bo cena akcji zapewne nizsza).

To tyle teorii na realnych przykładach.

W praktyce, spłacanie kredytu na nieruchomości nie wyglada już tak różowo. Nie zawsze da się zgrać razem wpływy z odstępnego z ratami kredytu, bo akurat może się trafić pustostan, a w międzyczasie osłabi się złotówka (co jest niebezpieczne przy kredycie w obcej walucie – CHF, EUR). Będzie więc: zero wpływów i większa rata kredytu, zatem problem podwójny, jeśli odstępne jest jedynym naszym źródłem dochodu. Ponadto, taki model zarabiania wiąże się z okresowymi remontami, co można wykonać własnym sumptem (taniej, ale ciężej), albo z użyciem fachowców (lżej, ale drożej); z nadzorowaniem, co się w nieruchomości dzieje – raz na miesiąc warto zobaczyć, czy mieszkanie nie jest już wypalone, czy ściany mają jeszcze dawny kolor, a kable nie zostały sprzedane do skupu złomu. Na pewno nie można tu powiedzieć, że nic już nie trzeba przy nieruchomości robić, roboty jest sporo.

Idźmy dalej – własnej firmy nie bedę bliżej omawiał, ważne, że także nie jest to zupełnie nie wymagający sposób utrzymania, po więcej informacji zapraszam tutaj.

Papiery wartościowe: zakładając stopę dywidendy, lub kupon z obligacji na poziomie 5% rocznie, a także koszty utrzymania na poziomie 2 000 PLN miesięcznie, trzeba mieć w tych aktywach ulokowane około pół miliona złotych – w mojej ocenie zdobyć taką kwotę w relatywnie krótkim okresie będzie co najmniej niełatwo (chyba, że ktoś już teraz zarabia w dziesiątkach tysięcy PLN miesięcznie).

Ale jeśli zyski będą na poziomie 10% netto rocznie, kwota zmniejsza się do czwartej części miliona złotych, co jest bardziej możliwe do osiągnięcia. Żeby uzyskać tyle rentowności z dywidend lub odsetek od obligacji, trzeba się trochę naszukać i to niemało – gdyby znalezienie takich zysków było proste, niebawem wszyscy bylibyśmy bogatymi rentierami. W przypadku obligacji trzeba by poszukać gdzieś za granicą, tyle że wyższy kupon wiąże się z większym ryzykiem – patrz Islandia, Grecja. Co do akcji, to można i na naszej rodzimej szulerni znaleźć kilka takich, które dają w okolicach 10% stopy dywidendy – regularnie. Dosłownie kilka, więc ja nie uzależniałbym swoich dochodów od trzech – czterech spółek, z których np. w kryzysie połowa może zaprzestać wypłacania dywidendy. Można poszukać za granicą, ale tutaj dochodzi jeszcze ryzyko kursowe i jak się będzie miało pecha, to z ćwierci bańki może się naraz zrobić 150 000 albo i mniej, pomijam fakt, że przegrzebywanie się przez sprawozdania finansowe to ciężka orka, a co dopiero rozgryzanie sprawozdania w obcym języku, np. chiński. Jakąś pracę w to wszystko włożyć trzeba, raz, że w wyszukanie odpowiednich papierów, a dwa, w nadzorowanie i zarządzanie swoim portfelem.

Dochodzimy więc do wniosku, że tak na prawdę to to, co zwykliśmy nazywać dochodem pasywnym, takim nie jest.

We wszystko trzeba włożyć pracę, tyle, że przy tzw. dochodach pasywnych będzie to odczuwalnie mniejsza ilość pracy, wiążąca się prawdopodobnie z mniejszym stresem (z naciskiem na słowo “prawdopodobnie”). No i jeszcze jest taki element, że żeby dojść do stanu “mniej pracy za uczciwe pieniądze”, najpierw trzeba się podwójnie (potrójnie? poczwórnie?) napracować. Niestety – nad czym bardzo ubolewam :) – na razie nikt nie rozdaje mieszkań za darmo, podobnie jak obligacji czy akcji.

Wychodzi na to, że cała ta finansowa wolność i przychody pasywne, to tak na prawdę układ: teraz więcej pracy, by później móc pracować mniej.

Pozdrawiam.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (11) do "Na ile dochód pasywny jest pasywny?"

  1. Zdzichu powiedział(a):

    Dodam, że trzeba lubić zajmować się swoimi ‘pasywnymi’ źródłami dochodów. Zaniedbane, przestaną płacić.

    Myślę też, że niektóre osoby mylą dochody kapitałowe z dochodami pasywnymi. Zyski z giełdy, foreksu czy handlu derywatami to przeważnie nie są dochodu pasywne. Mózg inwestora dla ich osiągniecia musi non stop pracować.

  2. jacco powiedział(a):

    Mógłbyś napisać o MLMach jako prawdziwych źródłach dochodu pasywnego. Realnym dochodem pasywnym jest coroczna prowizja agentów niektórych TU sprzedających FI opakowane w ubezpieczenia. Jeżeli zbuduje się spory portfel klientów, to przez kilkadziesiąt lat można się cieszyć comiesięczny, sporym i, co najważniejsze, rosnącym dochodem pasywnym.

  3. deepyellow powiedział(a):

    Strasznie to pesymistyczne… Praca pracy nierówna!

    Oczywiście, że nie ma dochodu bez choćby minimalnej pracy, ale nakład pracy może być nieporównywalnie mniejszy niż przy pracy etatowej.

    I do tego coś, co moim zdaniem jest dużo ważniejsze – jak pracujemy bezpośrednio na swoje, to nasza efektywność jest stokroć większa i ogólnie dużo więcej z tego radości, niż z tyrania na nowego merca dla swego szefa.

    Przyznam szczerze, że nigdy nawet nie myślałem o sprawdzaniu notowań itp. jak o pracy. Nie muszę się do tego w żaden sposób motywować (chyba słowo “praca” oznacza dla mnie “coś czego bym nie robił, gdyby mi za to nie płacili”

    pozdrawiam

  4. Paweł Kata powiedział(a):

    “Wychodzi na to, że cała ta finansowa wolność i przychody pasywne, to tak na prawdę układ: teraz więcej pracy, by później móc pracować mniej.”

    Święte słowa. Ktoś już kiedyś powiedział, że nie ma darmowych obiadów. Jak ktoś chce “jeść za friko”, to najpierw musi “zbudować stołówkę”. Nie trzeba się jednak przy tym aż tak namęczyć. Wystarczy ciekawy pomysł lub trafiona nisza, a potem właściwe zorganizowanie pracy.

    Kto nie ryzykuje, ten nie ma ;-)

  5. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    @ Zdzichu – jasna sprawa, najlepiej po prostu to lubić.
    @ jacco – niestety, nie znam się na MLM – ach, więc raczej nic nie napiszę… Ale słyszałem, że taki model wynagrodzeń jest możliwy, mógłbyś podać nazwę firmy?
    @ deepyellow – nie miało być pesymistycznie, raczej chciałem sprowadzić na ziemię co niektórych świeżych w tym temacie – w tygodniu znowu naczytałem się materiałów, jak to nie robiąc nic, można zarabiać kilka – kilkanaście tysi co miesiąc, co generalnie nie jest prawdą (lub nie do końca).
    @ Paweł – jasne, że sposoby “budowania stołówki” są różne, jedne cięższe, inne lżejsze – np. znalezienie niszy i rozpoczęcie w niej biznesu. Jak ktoś jest na tyle bystry, że taką niszę znajdzie, to ok, Ja niestety chyba aż takim bystrzakiem nie jestem, bo co znajdę jakąś – moim zdaniem – niszę, to okazuje się, że już inni wpadli na ten sam pomysł i jest konkurencja jak diabli :P

  6. mirabelka powiedział(a):

    Dochód pasywny to mieć rodzica posła i dostać fikcyjne zatrudnienie w jego biurze;)
    A poza tym rzeczywiście wszystko wymaga pracy. Chodzi o to, żeby pracować z sensem, a nie odsiadywać godziny.

  7. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    Heh, Mirabelka tym mnie zaskoczyłaś :) widzę u koleżanki mocno kreatywne podejście :)

  8. jacco powiedział(a):

    Ależ oczywiście, że mogę :) Firma poniżona do granic możliwości na wszelkich forach internetowych, ale jednak dająca szanse na realny przychód pasywny – Novision. Jeżeli chcesz kontakt do kogoś z Opola kto w tym siedzi to nie ma najmniejszego problemu. A jeżeli ktoś nie lubi finansów to firmy sprzedające kosmetyki – Oriflame, Avon. MLMami sprzedającymi jakieś “magiczne” soczki albo herbatki w ogóle nie zaprzątałbym sobie głowy, bo jedyne co można zrobić, to ośmieszyć się…

  9. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    No fakt, o firmie Novision nie pisze się zbyt dobrze, ale nie wiedziałem, że taki jest w niej model wynagrodzeń. Raczej nie skorzystam z kontaktu, bo raz, że znam już kogoś, kto w niej działa, a dwa – nie jestem zbytnio przekonany, że polisa inwestycyjna jest dobrym wyborem (zaznaczam, że to tylko ja i każdy może mieć swoje zdanie, którego nie neguję), przez co i sprzedawcą byłbym marnym.

  10. jacco powiedział(a):

    W mlm wlasnie nie chodzi o to, aby sprzedawać ten towar, tylko rozbudowywac swoja grupę sprzedażową – to najlepszy sposób na dochód pasywny. A taka polisa sama w sobie zla nie jest. Fakt, ze nie jest idealna dla wszystkich. Ale osoba, ktora w zyciu nie inwestowała i nie chce zagłębiac sie w ten temat, to ma niewielki wybór. Jeszcze koszty, ale te tez mozna ominąć wchodząc w całą inwestycję w trakcie jakiejś promocji. Novision sprzedaje Skandię, która dosyc czesto takowe miewa.jakis czas temu oferowała “premię inwestycyjną”, do pierwszej składki dodawała od razu 15%, jeszcze wczesniej do pierwszej i drugiej po 10%.

  11. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    Ok, piszesz, żeby skupić się na rozbudowie grupy sprzedażowej, zgoda, ma to sens. Ale, skoro sam nie będę sprzedawał, to po pierwsze, jak nauczę tego innych w mojej grupie, a po drugie, skoro prawie nikt nie będzie umiał, to po co mi duża grupa? Myślę jednak, że bez sprzedaży się nie obejdzie…

Dodaj komentarz

Leszek Maruszczyk

niezależny blog finansowy

Jednym z interesujących mnie tematów są finanse osobiste, zgłębiam ich tajemnice zarówno w teorii, jak i w praktyce - w roli "konsumenta" produktów finansowych, inwestora i doradcy finansowego w jednej osobie więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player