Pieniądz papierowy daje korzyści tym nielicznym, którzy potrafią nim obracać i oszukuje pokolenia, które pracowały i oszczędzały.
To tak na początek cytacik, bodajże z książki “Jak pomnożyć źródła przychodów” Roberta Allena.
Żeby wytłumaczyć o co mi chodzi z tymi oszustwami zadam dwa pytania:
1. Pamiętasz taki banknot, jak poniżej?

Być może starsi Czytelnicy pamiętają, ja co prawda pamiętam, ale w zasadzie już tak ledwo – ledwo.
A ten?

Pewnie już bardziej, nieprawda?
Dzisiaj także jest banknot dziesięciozłotowy. Tyle, że dzisiejsza dycha ma wartość 10 PLN, a dycha powyżej ma dzisiaj wartość dziesiątej części grosza. Drugi banknot w przeliczeniu na dzisiejsze złotówki wart jest 0,5 PLN. A w latach dziewięćdziesiątych XX wieku mogłem sobie za tylko jeden taki banknot dziennie kupować moje ulubione lody Kaktus i to przez całych dziesięć dni!
Chodzi o to, że przedstawione banknoty z czasem straciły po prostu swoją wartość – gdyby nadal były w obiegu, to w zasadzie niewiele mozna by za nie kupić (za pierwszy właściwie to nic).
I teraz gwóźdź programu, czyli jak pieniądze zwodzą ludzi?
Zauważ, że na banknotach, monetach jest zawsze jakaś liczba – nominał. Liczba ta oczywiście daje jakieś wyobrażenie, co do wartości trzymanego w ręce papieru. Jednak określenie wartości nie jest określeniem bezwzględnym, raczej liczba na pieniądzach jest wskazówką do porównania, np. 10 złotych to mniej niż 100 złotych.
Ludzie jednak mają tendencję do innego określania wartości pieniędzy na podstawie cyferek, bo przecież te ani na banknotach, ani na monetach się nie zmieniają. Niestety tak na prawdę to cała wartość pieniędzy nie kryje się w cyferkach, tylko w tym, co można kupić za dany nominał.
Trochę już ten temat poruszałem wczoraj, przy okazji omawiania ciułaczy skarpetowo – poduszkowych (znaczy się ludzi trzymających oszczędności w domu, zamiast na lokacie). Co najlepsze, masa ludzi widziała, jak tysiąc złotych w latach pięćdziesiątych ub. w. to była kupa forsy. Potem ci sami ludzie widzieli, jak już zupełnie inny tysiąc złotych to była kupa forsy w latach 70 – 80. W okolicach 2000 roku sytuacja znowu miała miejsce, znowu z tysiącem złotych, tyle że już innych niż poprzednie dwa razy. I dalej do niewielu dotarło o co chodzi, dalej 1000 złotych to jest dość sporo pieniędzy. No nic, niedługo czeka nas przesiadka na euro, zobaczymy, ile to będzie “dużo forsy” za 20 kolejnych lat.
Na początku posta, w cytacie jest napisane, że pieniądze oszukują większość, która pracowała i oszczędzała. Nie chodzi o to, że ktoś je kradnie, czy coś w tym rodzaju. Chodzi o taki mechanizm, że dla Leszka Maruszczyka a.d. 1995 zdobycie 100 000 złotych (obecnych 10 PLN), to był nie lada wysiłek. Oszczędzenie tych pieniędzy do dzisiaj uświadamia mi, że tamten wysiłek niekoniecznie się opłacał, bo dzisiaj dychę moge mieć za godzinę średnio ciężkiej i średnio ambitnej pracy bez większego szukania. A wtedy, w 1995, musiałem się utyrać cały dzień w fizycznej robocie, by dostać coś, co dzisiaj, po latach ma wartość paczki fajek.
Teraz już rozumiesz na czym polega przewałka? Oszczędzając pieniądze (te papierowe) bez ich zainwestowania – zaprzęgnięcia do pracy, możesz być pewien, że za ileś (-naście, -dziesiąt) lat będą one nic nie warte.
Być może zaskoczył cię ten wpis, w dość negatywnym dla oszczędzania tonie, na blogu pisanym przez człowieka na codzień wychwalającego oszczędzanie. Jeśli tak, to niesłusznie. Od wczoraj nic się we mnie nie zmieniło, nadal mocno wierzę w oszczędzanie. Tyle, że tak, jak pisałem wczoraj, nie ma najmniejszego sensu trzymać jakichkolwiek oszczędności w gotówce (co innego pieniądze na bieżące wydatki). Niech zarabiają, choćby i minimalnie. Dzisiejsze 100 PLN, czyli kwota o jako – takiej wartości, za 10 lat przy inflacji 3,5% będzie miała wartość nabywczą jak dzisiejsze 70 PLN. Na pierwszej lepszej lokacie na 5% netto kwota ta za 10 lat będzie miała wartość dzisiejszych stu kilkunastu złotych.
Podsumowując:
Oszczędzanie – tak
Oszczędznie w gotówce – nie
Oszczędzanie w inwestycjach – tak.
Pozdrawiam.


popieram w 100% (dobre inwestycje)-tylko co nimi moze sie okazac za x lat Leszek?jak sadzisz?
Dzisiaj tego nie wiem na 100%, ale jak w twoim portfelu będzie chociaż jedna dobra inwestycja, to pewnie pokryje straty z innych nietrafionych.
5000 zl to jeden z ladniejszych banknotów moim zdaniem. Taki gustowny, zielony i z Szopenem. Ciekawe, jaką ma teraz wartość kolekcjonerską? Możliwe, że u kolekcjonerów w Japonii bylby hitem, tam uwielbiają Szopena.
Zdzichu, zawsze możesz zerknąć na aukcje internetowe, ja kupowałem kilka banknotów z PRL w “stanie bankowym”, nie było tanio, szczególnie w porównaniu z obecną wartością nominału