W obecnych czasach – kiedy bessa jest w pamięci inwestorów, dośc powszechny jest trend szukania pewnych inwestycji. Mimo rocznych wzrostów na giełdzie, hasła z reklam lokat w tonie: “lepiej zarobić mniej na lokacie, ale pewnie“, nadal znajdują grono odbiorców. Dla nieco bardziej zaawansowanych świeżaków są jeszcze reklamy o złocie, czy funduszach opartych o ceny złota, w których przywołuje się argument, że złoto było pewną lokatą od 5 000 lat. Może i było, tyle, że zależy jak zinterpretuje się hasło “pewna lokata“.
Czy zatem można zaliczyć wtopę inwestując w “pewne” aktywa?
Jeśli chodzi o odpowiedź ogólną, to zaraz w tym miejscu napiszę, że można. Stracić można zawsze i na wszystkim, jednak to czy się straci, czy nie, jest zależne od całej gamy czynników, określanych jako ryzyka. I tak, jeśli zainwestujesz wjedno z poniższych aktywów, powszechnie uważanych za bezpieczne, możesz spodziewać się następujących niebezpieczeństw:
- Lokaty, obligacje Skarbu Państwa – podstawowe ryzyko, jakie wiąże się z tego typu instrumentami, to inflacja. Jest to ryzyko bardzo podstępne, bo przecież wpłacając na lokatę 1 000 PLN, po roku jest na niej wraz z odsetkami około 1 050 PLN. Właśnie te cyferki potrafią najbardziej oszukać. Co z tego, że po roku na lokacie jest o pięć dych więcej, skoro nawet mimo większej ilości pieniędzy, można za nie mniej kupić. Co gorsza, inflacja publikowana przez GUS, to tylko tak na prawdę niewiele znacząca liczba, bo w koszyku towarów branych do obliczania inflacji mogą być towary, które mocno drożeją i które akurat Ty kupujesz często, ale także dla zrównoważenia, towary, które tanieją, a których niekoniecznie dużo kupujesz. Tak więc można by powiedzieć, że inflacja dla każdego będzie nieco inna, zazwyczaj na niekorzyść (ostatnio żywność ma tendencje do sporych zwyżek cen, a przecież wszyscy muszą kupować jedzenie, co niekoniecznie można powiedzieć o komputerach, czy samochodach). Ryzyko numer dwa wiąże się z możliwością niewypłacalności banku czy kraju. Teoretycznie ryzyko to jest znikome, w praktyce jednak jak najbardziej istnieje – z bankami wystarczy wspomnieć głośne upadłości banków w ostatnich dwóch latach, a z krajów – Islandię, a kto wie, czy aby niedługo nie zobaczymy tzw. “PIGS” na kolanach…
- Złoto. Tutaj kwestia jest sporna, bo generalnie złoto można kupować w celach spekulacyjnych i wtedy nie widzę, by było jakoś szczególnie mało ryzykowne, raczej poziom ryzyka będzie podobny, jak przy inwestowaniu w inne surowce. Z drugiej strony, złoto może pełnić rolę “przechowalni wartości” – wyżej pisałem o inflacji. W jej warunkach, szczególnie jeśli jest to bardzo duża inflacja, złoto jest dobrym wyborem, ale nie jako inwestycja, tylko jako zamrażarka wartości nabywczej. Obawiam się jednak, że inwestorzy skuszeni na przykład reklamami funduszu Investor Gold FIZ, nie zamierzają kupić jego certyfikatów po to, by spieniężając je po 10 latach, odzyskać zamrożoną w nich siłę nabywczą, raczej liczą na wzrost wartości. Może wzrost ten – wyrażony w pieniądzu – nastąpi, tylko co z tego, skoro sam pieniądz będzie mniej wart.
- Nieruchomości. Znane jest powiedzenie, że nieruchomości zawsze idą w górę. Jest to ewidentna nieprawda, bo gdyby nieruchomości ciągle drożały, to już od dawna byłyby mega drogie i nie warto byłoby ich kupować (przynajmniej ja wyznaję zasadę, że inwestować najlepiej jest w aktywa tanie), no chyba że w nadziei na spotkanie jeszcze większego leszcza, który chciałby przepłacić jeszcze bardziej. Zresztą, jesli chodzi o spekulację nieruchomościami, to jest to bardzo ryzykowny biznes. Raz, że najczęściej ich zakup jest przynajmniej częściowo wspomagany kredytem i bank w dowolnej chwili może wyciąć całą masę nieprzyjemnych numerów (nie wiem, czy pamiętasz, jak Polbank chciał dodatkowych zabezpieczeń do hipotek?). Dwa, że na tym rynku płynność jest kiepska i w razie “w” możesz nie zdążyć zwiać z rynku. Trzy – jak każdy rynek, tak i rynek nieruchomości przeżywa swoje cykle.
Oprócz spekulowania na nieruchomościach, można w nie inwestować w celu uzyskania odstępnego. Także ten biznes nie jest wolny od ryzyk, na przykład związanych z demografią danego regionu, uwarunkowaniami prawnymi samej nieruchomości, czy z jej stanem technicznym. Zatem kupując mieszkanie w celu jego wynajmu w mieście, gdzie jest mało mieszkańców i ich liczba systematycznie spada, z wadą prawną (np. jest kilku spadkobierców do mieszkania, a Ty kupujesz tylko od jednego z nich; stary lokator, czy służebność) i z kiepskimi instalacjami (czego nie musi być widać przy pobieżnym oglądaniu mieszkania), możesz się wpędzić w niemałe kłopoty.
Generalnie chciałbym przekazać tym artykułem jedno – nie ma inwestycji bez ryzyka, możliwość straty pieniędzy istnieje zawsze. Samo istnienie takich czy innych ryzyk jeszcze nie przekreśla żadnej inwestycji. Trzba jednak mieć świadomość, że takie, czy inne ryzyko istnieje, bo niewiedza jest zdecydowanie największym ryzykiem, trzeba też mieć świadomość celu inwestycji. Inwestując w złoto, trzeba to robić po to, żeby zachować wartość ulokowanych w nim pieniędzy, a ewentualny zysk wynikający z różnic cen nabycia i sprzedaży traktować jako miły dodatek. Jeśli liczysz na 100% – ową stopę zwrotu w rok, są lepsze aktywa niż złoto, które niosą ze sobą większe prawdopodobieństwo osignięcia takiego celu. W nieruchomościach nie może być tak, że kupisz mieszkanie i albo je wynajmiesz, albo zechcesz nim spekulować, tyle, że na razie jeszcze się nie zdecydowałeś – musisz to wiedzieć na początku i stosownie do tej wiedzy podejmować dalsze kroki.
No bo kiedy ma się świadomość istnienia jakiegoś ryzyka, to można się przed nim zabezpieczyć, a kiedy się nie ma tej świadomości – nie.
Pozdrawiam.


w inwestycjach jak w inwestycjach dobrze rozpoznac jest trendy na co moze byc popyt i z jakiego powodu np.na nieruchomosci latwo dostepne kredyty czy wzrost zarobkow i zatrudnienia najbardziej podoba mi sie Twoje stwierdzenie inw,w aktywa tanie ale perspektywistyczne tu sie zgadzam w 100% procentach wiec proponuje wlasnie taka taktyke.bylo usd po 2zl byl kghm po 20zl a teraz ciagle chyba najwiekszy potencjal jest w mniejszych firmach zobaczymy.
spotkałem się z “przepowiedniami”, że obecnie mamy do czynienia z impulsem, który doprowadzi indeksy do poziomu 4000pkt zatem na giełdze w takiej perspektywie mamy do czynienia z samymi pewniakami :) szkoda żę wróżbici nie mogą brać odpowiedzialności za swoje wróżby :)
Dudi, podziel się nazwiskiem czarodzieja, chętnie poczytam, co jeszcze ma ciekawego do powiedzenia.