Jak Czytelnicy wiedzą, inwestuję sobie w pożyczki społecznościowe, z mniejszym lub większym zyskiem. I jak Czytelnicy wiedzą, lub się domyślają, pożyczanie pieniędzy na procent wiąże się z bardzo istotnym ryzykiem – objawiającym się poprzez niespłacanie długu.
Początki Social Lending w Polsce, lat temu kilka, to był raj dla oszustów. Był nawet jeden portal, w którym można było nabrać pożyczek na 25 tysięcy, a potem ich nie spłacać – nie było żadnych zabezpieczeń dla inwestorów. W międzyczasie portal upadł. Teraz, niektórzy pożyczkobiorcy z tego nieżyjącego portalu, śmieją się w twarz swoim poprzednim pożyczkodawcom, dalej działając już na innym portalu (aktywni inwestorzy zapewne będą wiedzieć o kim i o jakich portalach mowa).
Dotychczas, kiedy szanowny pożyczkobiorca decydował, że już dalej nie chce mu się spłacać zaciągniętej pożyczki, inwestor mógł zlecić “windykację” firmie specjalizującej się w niej. Jednak – działania windykatorów delikatnie mówiąc były dyskusyjnej skuteczności. Co z tego, że firma windykująca wysłała 10 sms – ów i tyle samo e – maili informujących o istniejącym długu, skoro oszust sobie nic z tego nie robił?
Z drugiej strony, w pożyczkach społecznościowych pożycza sie niewielkie kwoty, jednorazowo można pożyczyć 50 – 500 PLN (trochę się to ostatnio zmieniło, ale nie to jest najważniejsze), tak więc trudno oczekiwać cudów w odzyskiwaniu kilkuset złotych. Co innego zadłużenia firm, idące w miliony PLN – ów – wtedy windykatorowi opłaca się pognębić dłużnika nieco więcej niż tylko sms – ami czy mejlami. A biedny inwestor pożyczkowy, jak dotąd mógł zrobić niewiele. Jasne, że można się wybrać do oszusta osobiście i przypomnieć mu o zaległościach, tylko jaka jest opłacalność odzyskiwania 50 PLN, jeśli trzeba jechać na drugi koniec Polski? No właśnie, żadna.
Tak było dotychczas. I na szczęście idzie ku dobremu.
Kokos.pl, jako pierwszy z serwisów pożyczek między ludźmi, wprowadził rynek wtórny wierzytelności. Osobiście nie kupowałem jeszcze żadnego długu, a jedynie dwa sprzedałem. Domyślam się jednak, że działa to w ten sposób:
- Ja wystawiam na sprzedaż jakiś dług, powiedzmy za połowę ceny. Załóżmy, że oszust jest z miejscowości X.
- Inwestor, nabywając tanio wierzytelność, może sobie skolekcjonować długi kogoś, kto mieszka w tej samej miejscowości X, po czym może:
- Wybrać się do dłużnika z dokumentami, nie wnikam, co się dzieje podczas takiej wizyty, czy piją sobie kawę, czy robią co innego;
- Założyć sprawę w sądzie i z prawomocnym wyrokiem poprosić o pomoc komornika.
Tak więc wykładając na stół trochę kasy, może uzyskać 100 % stopę zwrotu (nie liczę poniesionych kosztów, które jednak może zminimalizować odpowiednia skala przedsięwzięcia).
Ja z kolei – jako inwestor – mogę zrealizować w końcu stratę. Wiem – wygląda to nieco dziwnie, że cieszę się ze zrealizowanej straty, w każdym razie uzyskuję:
- Rozwiązanie sytuacji – stratę wreszcie mogę wykazać w podatku. Czytałem kiedyś, że dopóki ma się takiego dłużnika i nie przeprowadzi się jakiejśtam (niezbyt ciekawej i nie najtańszej) procedury, wykazującej że już na pewno nie odzyska się należności, nie można sobie odliczyć takiej trefnej pożyczki od zysków w zeznaniu podatkowym. Wcześniej zaś, można było po prostu nie płacić podatku od odsetek, których ostatecznie nie otrzymywało się na rachunek bankowy.
- Co prawda zaliczam stratę w wysokości 50% (akurat tym przykładzie), ale lepiej jest być w plecy 50% na danej pożyczce, niż 100%.
Oprócz kokosowej giełdy wierzytelności, są jeszcze inne miejsca w internecie, gdzie można zlecić windykację, sprzedać bądź kupić czyjś dług. Póki co, niewiele było miejsc, gdzie można było zaoferować długi w niewielkiej kwocie (jak chociażby serwis mały dług), jednak powoli się to zmienia. Szkoda tylko, że serwisy obrotu wierzytelnościami na razie działają w dużym rozporoszeniu. Gdyby zaś powstała giełda obrotu wierzytelnościami na miarę allegro, wtedy byłby na oszustów na prawdę spory bat. Ale na to chyba jeszcze przyjdzie poczekać…
Pozdrawiam.


ten zlikfidowany serwis to oczywiście monetto :> Też mam sporo kubusiów co miesiącami zwodzili że zapłacą. OStatnio sie wpieniłem i puściłem pozew do sądu, wyłożyłem na to kasę rzecz jasna, a finał był taki że komornik ściągnął z kubusia 50 dych plus koszty procesu plus koszty komornika i kubuś już do końca życia ma nauczkę. I teraz już nie mam zamiaru bawić sie w kokosowe windykacje, tylko: osobisty telefonik, wezwanko i po wezwanku sąd i komornik. Niech się chołota uczy że długi się spłaca.
No co mogę powiedzieć? Jedynie tyle, że Cię popieram, nic bardziej mnie nie wkurza, niż niespłacane długi…
latwo sie pozycza gorzej oddaje tak bylo jest i bedzie dlatego ten biznes jest dosyc sliski wiec w to nie wchodze ,nawet slyszalem ze gdzies tam zaciukali znanego lichwiarza ot czasami latwe pieniadze sa niebezpieczne dla zycia ,chcesz miec wroga pozycz mu kase.swoja droga podobno lichwa to brudny interes.
Tak patrząc możesz powiedzieć, że każdy interes jest niebezpieczny dla życia :P
“swoja droga podobno lichwa to brudny interes.” – może i tak, ale bankom jakoś to nie przeszkadza, więc skoro mogę na tym zarobić, to dlaczego miałoby to przeszkadzać mnie? Jasne, że mogę być dobry, brać się tylko i wyłącznie za interesy ze szczytnymi celami, tylko po co? Moim celem jest osiągnięcie finansowej niezależności, a nie stworzenie organizacji charytatywnej. Caritas już istnieje i ma się dobrze, a ja nie za bardzo mam ochotę z nim konkurować…
Leszek nie mialem na mysli tego zebys byl np.caritasem tylko to ze moim zaznaczam zdaniem ja osobiscie w takie rzeczy sie nie bawie tez tam posiadam jakis kapital ale pozycznie mnie nie bawi wole gielde lub waluty przynajmniej z ludzmi jest spokoj ,kazdy robi to co chce a ja jak chce to tez potrafie cos komus podarowac bo czuje sie jakos lepiej ale oczywiscie bez przesady trzeba zarabiac zeby wydawac jeden ma taka metode drugi inna.pozycznie na procenty kojarzy mi sie z bezwzglednoscia dla tego nie lubie bankow zwlaszcza ze tam kiedys robilem i wiem jacy szmaciarze na wyzszych stolkach tam pracuja -bezwzgledni .ja tez sie troche zarobilem ale bardziej inwestujac na gpw niz na pozyczniu kasy moze jestem za slaby psych.w ogole jakos mam nadzieje ze nigdy nie bede musial sie sadzic nie wyobrazam sobie tego i jak najdalej od sadow.pozdro
Leszku, skoro o tym piszesz, to domyślam się, że pożyczki społecznościowe są dla Ciebie opłacalne. Moje pytania, jako obserwatora tej możliwości inwestycyjnej, do Ciebie, jako praktyka, są takie:
- na ile się to opłaca?
- jaki potencjał do zysku drzemie w polskim SL?
- czy można w ten sposób wyciągnąć choć 12% w skali roku?
- jaki jest u Ciebie stosunek zysku po uwzględnieniu podatku, do strat, poniesionych na skutek niespłaconych pożyczek?
Pytam, bo dla mnie SL – zwłaszcza w Polsce – to trochę ryzykowna zabawa i te wszystkie potwierdzenia, wskaźniki, opinie, weryfikacje itp. sprawy jakoś do mnie nie przemawiają. Traktuje je trochę jak marketing, dzięki któremu właściciele tych platform kręcą własny interes, a nie jak rzetelne informacje, na których można się ”solidnie” oprzeć, podejmując decyzje inwestycyjne.
Mógłbyś napisać trochę więcej o własnych doświadczeniach?
@ Pablo: ok, nie mam pretensji o nic, po prostu przedstawiłem swój punkt widzenia.
@ Paweł: jako, że odpowiedź będzie raczej długa, spodziewaj się jutro oddzielnego posta na ten temat.
Ekstra. Na pewno poczytam :-)