Dzisiejszy wpis być może dla wielu Czytelników będzie mocno kontrowersyjny, ale mimo to, dla pełnego obrazu metod inwestowania w fundusze, muszę go opisać. Sama metoda nie jest rewolucyjna w żaden sposób i pewnie znana jest przez każdego nawet zupełnie “zielonego” inwestora.
Mowa oczywiście o metodzie “kup i trzymaj”. Sama metoda jest stara jak Świat, sęk w tym, że i ona może zadziałać pod pewnymi warunkami.
Na samym początku chciałbym uściślić, że jak dla mnie metoda KiT jest dużo bardziej odpowiednia do samodzielnych inwestycji na rynku akcji, szczególnie w strategiach w głównej mierze opartych o analizę fundamentalną. Dzieje się tak dlatego, że inwestując samodzielnie o wiele łatwiej jest znaleźć mocno i niesłusznie niedowartościowaną spółkę, zaś w przypadku funduszu, który posiada kilkadziesiąt lub kilkaset różnych walorów, raczej nie ma co liczyć, że wszystkie z nich są znacznie i niesłusznie w stosunku do jakości reprezentowanych przez nie firm niedowartościowane.
Jednak – trudno pominąć fakt, że i w funduszach metoda ta jest stosowana. W dużym skrócie – dla bardzo niezorientowanych i bardzo świeżych (lub dopiero przyszłych) inwestorów mogę powiedzieć, że metoda polega na władowaniu całej kasy w fundusz i czekaniu na rozwój wydarzeń (czytaj: upragniony zysk). Oczywiście inwestowanie przy jej użyciu w fundusze bezpieczne nie nastręcza żadnych problemów i ktoś, kto zamierza w ten sposób ulokować pieniądze w polskim funduszu pieniężnym, lub w funduszu polskich obligacji skarbowych, w zasadzie może sobie darować dalszą częśc tekstu. Inaczej sprawa ma się w przypadku inwestowania w fundusz akcji – zysk chociaż jest możliwy większy, to już nie tak pewny, jak przy funduszu obligacyjnym. Tak więc trochę trzeba pokombinować i jak zwykle ustalić plan działania na każdą ewentualność.
Spróbowałem zebrać wskazówki odnośnie metody kup i trzymaj, tak by odniosła pożądane skutki:
- Moment rozpoczęcia inwestycji. Jednym z gorszych momentów do rozpoczęcia takiej inwestycji jest trwająca na dobre, od kilku lat hossa. Świeży inwestor być może pocieszy się jeszcze jakis czas kontynuacją wzrostów, jednak im dłużej te wzrosty trwają, tym bliżej nadchodzi moment ich zakończenia. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest rozpoczęcie inwestycji po porządnych spadkach – po prostu wtedy rynki mogą być znacznie niedowartościowane i to może w efekcie dać ładną hossę. Obawiam się jednak, że początkujący inwestorzy, mimo moich i wielu innych wskazówek w tej mterii i tak zaczną inwestowanie w chwili, kiedy hossa będzie się miała ku końcowi.
- Czas trwania inwestycji. Tutaj można stosować wielorakie podejścia, na przykład czas trwania inwestycji można odnieść do długości cykli koniunkturalnych. Odmiennym podejściem może być ustalenie kwotowe, przykładowo: mam 10 000 PLN, potrzebne zaś mi jest 20 000 PLN, kończę po osiągnięciu tego pułapu. I tutaj, jeśli miałbym coś zasugerować, to wskazałbym właśnie na takie podejście kwotowe – jasna rzecz, że w ramach zdrowego rozsądku (jeśli ktoś chce z 10 000 zrobić 10 000 000 000, to obawiam się, że zabraknie mu życia). Temat cykli koniunkturalnych z kolei może być po prostu dla początkujących za trudny.
- Co zrobić, kiedy inwestycja traci? Tutaj także, sposobów może być kilka. Jeśli inwestor ma podejście z punktu 2 (mam dychę, chcę dwie dychy), to najzwyczajniej w świecie czeka, aż to się wydarzy, o ile nie ograniczają go jakieś zbyt krótkie ramy czasowe. W innym przypadku można rozważyć zastosowanie takiego funduszowego stop’a, czyli jeśli inwestycja jest np. 10% na minusie, to inwestor kończy i próbuje za jakiś czas, np. za pół roku. “Stopowanie” poleciłbym w momencie, jak ktoś zainwestuje pieniądze na giełdowej górce i po jakimś czasie zda sobie sprawę z tego, co zrobił. Co prawda zastosowanie stopa nie zmieni sytuacji, że inwestycja została rozpoczęta w złym momencie, ale przynajmniej będzie jakaś jasno określona granica, kiedy należy stratną inwestycję zakończyć. Niestety, w 2007 wielu nowych inwestorów takiej granicy nie ustaliło i wskutek myślenia “nie sprzedam, bo a nuż odbije“, po kilkunastu miesiącach byli po 50% w plecy i wtedy dopiero realizowali ogromne straty.
- Co zrobić, kiedy inwestycja zyskuje? Dla tych, którzy mają określony cel wysokością kwoty, do jakiej dążą, sprawa jest jasna. Pozostali mogą albo twardo trzymać do momentu (w sensie kalendarzowym), w którym planują wyjście z inwestycji (podejście dość ryzykowne), albo ustawić tzw. Stopa kroczącego i według tego podejmować ewentualne dalsze decyzje sprzedaży.
Taka strategia w ostatnim czasie sporo straciła na popularności. Mam świadomość, że jej przeciwnik może spokojnie znaleźć przykłady, w których, mimo nawet długiego okresu inwestycji nie dała ona zysków lub zyski mniejsze niż lokaty. Z drugiej strony można przytoczyć równie wiele przykładów, w których strategia ta sprawdziła się. Tak jak napisałem powyżej, wiele zależy od tego, kiedy inwestycja zostanie rozpoczęta i na jak długo (ewentualnie do osiągnięcia jakiej kwoty). Jako konkluzję, przytoczę tu słowa Macieja Węgorkiewicza: “Ani kup i trzymaj, ani żadna inna metoda nie zapewnia wysokich zysków zawsze.”
Pozdrawiam.

