W poprzednim wpisie podałem kilka wskazówek dla początkujących inwestorów. Wcześniej opisany system polegał na dodawaniu do portfela co jakiś okres tej samej wartości – obojętnie, czy taka nadwyżka pochodziła z zasobów pieniężnych inwestora, czy też wynikała ze wzrostu rynku akcji. Cała strategia w zasadzie mogła być oparta o zaledwie jeden fundusz, dzięki czemu nie było możliwości odroczenia podatku od zysków kapitałowych w sytuacji, kiedy część jednostek trzeba było sprzedać.
Dzisiaj – jako, że rynek funduszy inwestycyjnych oferuje także możliwości ochrony przed płaceniem (przynajmniej przedwczesnym płaceniem) podatków, słów kilka o innej strategii inwestowania – w założeniach podobnej do poprzedniej, ale już trochę bardziej skomplikowanej.
Ta strategia, to strategia zakładająca stałe proporcje pomiędzy częścią dłużną, a częścią akcyjną (lub też częścią bezpieczną – np. lokata i ryzykowną – np. surowce lub tym podobne). Do zrealizowania strategii w sposób efektywny podatkowo będzie też potrzebny jakiś parasol funduszy, który pozwoli na odroczenie podatku od zysków kapitałowych.
W praktyce zakładamy, że portfel ma składać się w 50% z części ryzykownej (fundusz akcji, akcji małych spółek bądź akcji i obligacji zagranicznych /ryzyko kursowe/) i w 50% z części bezpiecznej (fundusz pieniężny, fundusz polskich obligacji). Oczywiście proporcje mogą być inne i zależeć od uznania konkretnego inwestora. Ja akurat wybrałem takie, bo nawet sam Markovitz stwierdził kiedyś, że mimo iż zdobył nagrodę Nobla za swoją teorię portfelową, to i tak trzyma po połowie w akcjach i w obligacjach – to po pierwsze. A po drugie – taki akurat podział ułatwia mi zadanie w momencie, jak przyjdzie do przykładu.
W wersji bez funduszu parasolowego lub w sytuacji, kiedy część bezpieczna i akcyjna składa się z funduszy innych TFI, realizacja strategii wyglądałaby tak:
- Na początku wpłacasz po 50% kapitału do funduszu akcji i 50% do funduszu obligacji, wiadomo, że oba te fundusze nie będą rosły symetrycznie – na wyceny części akcyjnej wpływają nastroje na rynku akcji, a na część obligacyjną wpływają stopy procentowe, kupony itp. Przyjmijmy, że do obu funduszów poszło po 5 000 PLN, co daje łączną wartość portfela w wysokości 10 000.
- Po jakimś czasie – miesiącu, kwartale lub półroczu, sprawdzasz, co tam ciekawego w inwestycji. Akurat ostatni kwartał to szalejąca hossa, więc część akcyjna powiększyła się o 25% do 6 250, zaś część dłużna wzrosła jedynie o 2% do 5 100. Razem portfel ma 11 350 PLN, ale nie w równych częściach. Jako, ze strategia zakłada równy udział obu części – trzeba je wyrównać. Sprzedajesz więc stosowną część z funduszu akcyjnego (575 PLN), żeby potem ulokować ją w funduszu obligacji. Znów więc obie części są równe, jednak tym razem wynoszą po 5 675 PLN. Spójrzmy, co się stało – zrealizowałeś część zysków po wzrostach, czyli zgodnie z zasadą “kupuj tanio, sprzedawaj drogo“.
- W kolejnym kwartale twój portfel przeżywa ciężkie chwile – część akcyjna spadła o 20%, zaś część obligacyjna znowu spokojnie sobie wzrosła o 2%. Mamy więc takie wartości: część akcyjna 4 540,- część dłużna 5 788,5-; Po zsumowaniu wartość portfela wynosi teraz 10 328,5 PLN, czyli połowa powinna wynosić 5 164,25-
Jak łatwo się domyślić, tym razem sprzedane powinny być jednostki części dłużnej, a za uzyskane pieniądze powinno dokonać się zakupu do części akcyjnej za 624,25 zł. I znowu – kupujesz tanio, sprzedajesz drogo.
Jasne jest, że na normalnym rynku nie będzie takiej huśtawki (raz + 25 %, raz – 20 %), powyższe dane są jedynie po to, by lepiej przybliżyć na czym polega strategia równych proporcji w portfelu. Warto jednak porównać to z sytuacją kiedy na początku wpłacasz po połowie do funduszu akcji i funduszu obligacji, po czym nie robisz z tym nic. Najpierw portfel rośnie – jak w przykładzie – część akcyjna o 25%, a obligacyjna o 2%. Mamy zatem:
5 000 * (100 + 25)% + 5 000 * (100 + 2)% = 11 350,- Podobnie jak poprzednio.
Potem część akcyjna zalicza zjazd o 20%, zaś obligacje rosną znów o 2%, wygląda to tak:
6 250 * (100 – 20)% + 5 100 * (100 + 2)% = 10 202,-
W porównywalnym momecnie przy zastosowaniu strategii było 10 328,5 PLN.
Powyższy przykład dotyczył dwóch różnych funduszy, z różnych TFI. Taka sytuacja skutkowała płaceniem podatku za każdym razem, kiedy dokonano sprzedaży jakichś jednostek (czyli w zasadzie za każdym razem, kiedy monitorowana jest wartość portfela). Ja dla uproszczenia nie uwzględniłem podatku, ale warto mieć świadomość, że on istnieje i działa na niekorzyść inwestora.
Zatem lepszym rozwiązaniem jest realizacja tej strategii w parasolu funduszy inwestycyjnych. W tym przypadku, zamiast sprzedawać jeden fundusz i kupować drugi, dokonuje się po prostu konwersji pomiędzy subfunduszami i wtedy całość zrealizowanych zysków pracuje w drugiej części portfela, a podatek zostaje zapłacony dopiero wtedy, kiedy inwestor postanawia zakończyć inwestycję.
Oczywiście do tej strategii można wkomponować regularne dokładanie kapitału do portfela, chociażby z posiadanych, comiesięcznych nadwyżek finansowych. Ale to już indywidualna kwestia każdego z osobna, jak zamierza wporwadzać kapitał na rynek. Ja tymczasem
Pozdrawiam.


Witam,
przyjemny blog. Dodatkowo pomysł na powyższy cykl to strzał w 10. Dzięki. Sprawy pozornie błahe, jednak warto mieć pojęcie o różnych, czasem nieskomplikowanych strategiach, to sporo ułatwia.
Pozdrawiam.
Dzięki za słowa uznania :)
Rzeczywiście bardzo ciekawy cykl. Leniwy inwestor wybierze po prostu fundusz zrównoważony. Oczywiście fundusze zrównoważone mają swoje wady i zalety, niewątpliwie zaletą jest fakt, że nie trzeba samemu nic wyliczać i wyrównywać.