Z różnych źródeł wiem, że bywają przypadki początkujących inwestorów, którzy zakupią jednostki jakiegoś funduszu i generalnie nie wiedzą, co dalej. Oczywista odpowiedź – poczekać na wzrosty i potem sprzedać. Niestety sytuacja nie jest taka prosta, by dało się plan działania w tym przypadku opisać jednym zdaniem. No bo:
- Jeśli fundusz spadnie, to co wtedy? (czyli przemawia dobrze znany inwestorom strach)
- Jeśli fundusz wzrośnie, to skąd wiadomo, że nie wzrośnie jeszcze bardziej? (strach plus chciwość)
- Jeśli fundusz rósł od jakiegoś czasu, a teraz od niedawna spada, to to jest korekta, czy już zmiana trendu? (chciwość i strach po raz kolejny)
W nawiasach specjalnie wpisałem nazwy uczuć, jakie moga się pojawić. W końcu kierowanie się uczuciami nie doprowadzi w inwestowaniu do niczego innego, jak do wtopy. Żeby nie dać się ponieść emocjom, trzeba mieć jasno określony plan działania na każdą z sytuacji (podkreślam: każdą). W tej dziedzinie nie ma jedynych słusznych rozwiązań, można wymyślić na prawdę wiele podejść, często po prostu mechanicznych. Właśnie takie podejście – nie pozostawiające miejsca na osobisty osąd uważam za najlepsze, bo akurat w inwestycjach najlepiej jest myśleć jeszcze zanim się zainwestuje, a potem już najlepszym wyjściem jest konsekwentne stosowanie strategii.
Jedną z najprostszych strategii inwestowania jest uśrednianie ceny nabycia, co ma swoje plusy i swoje minusy. Strategia ta jest ok, jeśli oszczędzamy na bliżej nieokreślony cel, czyli mówiąc po ludzku – nie mamy co zrobić z nadwyżkami. Uśrednianie może też być w miarę sensowne kiedy koniec oszczędzania jest oddalony od teraźniejszości o na prawdę długi kawał czasu. Na przykład jeśli oszczędzamy, by żyło się lepiej na emeryturze, do której jeszcze pozostało kilka dekad.
W mojej ocenie – zakładając, że cel jest jasno określony (czasowo i kwotowo), lepszym rozwiązaniem dla oszczędzających będzie strategia stałego wzrostu wartości portfela.
W dużym skrócie polega ona na tym, że portfel inwestora co miesiąc (lub dowolna inną jednostkę czasu) ma wzrosnąć o ileś PLN. Zakładając, że chcemy uzbierać 10 000 w 20 miesięcy, portfel powinien rosnąć o 500 PLN co miesiąc. Czyli w pierwszym miesiącu powinien mieć wartość 500 PLN, w drugim 1 000 PLN, w trzecim 1 500 i tak aż do 10 000.
Jak nietrudno się domyślić, portfel będzie ulegać wahaniom, zwłaszcza jeśli pieniądze ulokowane będą w instrumentach opartych o rynek akcji. No i w tym momencie należy zadać podstawowe dla każdej inwestycji pytania:
- Co zrobić, jak wartość portfela spadnie wskutek spadku notowań?
Odpowiedź jest prosta. Jeśli w danym miesiącu przykładowo portfel powinien osiągnąć 2 000 PLN, a tymczasem ma 1 420 , to należy dokonac zakupu jednostek za kwotę 580 PLN (2000 – 1420). - Co zrobić jeśli wartość portfela wzrośnie? To akurat zależy od skali wzrostu. Jeśli plan na bieżący miesiąc wynosi 2 000, zakładasz wzrost wartości portfela o 500 PLN miesięcznie, a obecnie portfel ma wartość 1 800, to nie wpłacasz całych 500 PLN, tylko 200 PLN (2000 – 1800).
Jeśli zaś wzrośnie bardziej niż zakładałeś w planie na bieżący miesiąc (w naszym przykładzie – załóżmy, że do 2100 PLN), to nic nie wpłacasz, a jedynie sprzedajesz nadwyżkę.
Opisana strategia ma niewątpliwe plusy – w sytuacji zwyżki notowań sprzedajesz z “ponadplanowym” zyskiem, lub z racji tego, że jest drożej, kupujesz za mniej. Zaś w sytuacji, kiedy instrumenty o które oparta jest inwestycja, tanieją, kupujesz taniej za większą kwotę. Czyli niejako jesteś zmuszony, żeby kłaść nacisk na zakupy tańszych jednostek uczestnictwa i sprzedaż (lub ograniczone zakupy) kiedy jest drogo.
Minusy:
Założmy, że w jednym z końcowych miesięcy planu oszczędzania, kiedy masz osiągnąć próg (przykładowo) 18 000, twoja inwestycja zalicza zjazd do poziomu 16 000. Zgodnie ze strategią, powinieneś wpłacić do funduszu 2 000 PLN, których po prostu możesz nie posiadać. Wyjściem z tej sytuacji byłoby odkładanie (np. na oprocentowany rachunek) pieniędzy, które uzyskałeś w toku oszczędzania ze sprzedaży jednostek (które “za mocno” w stosunku do planu wzrosły) lub wskutek mniejszej wpłaty, niż początkowo zakładałeś.
Minusem nr 2 jest sytuacja, kiedy planowane kilka ostatnich miesięcy wystąpi w czasie giełdowej bessy. Warto wtedy po prostu przekonwertować jednostki z funduszu agresywnego, do bardziej bezpiecznego.
Pozdrawiam.


z tego co napisales nie ma uniwersalnej strategii przynajmniej ja tak uwazam.najwazniejszy jest zysk a i on powinien byc rozsadnie wydany,pieniadze sa po to by sie nimi cieszyc bo nigdy nie wiadomo czy na emeryturze nie wydasz ich w calosci na lekarza albo ktos cie delikatnie mowiac ogoli.ja zalozylem sobie pewne cele i to na najblizsza przyszlosc bo ta dalsza jest nieprzewidywalna troche mnie smieszy wyolbrzymianie myslenia o emeryturze patrzac na obecnych polskich emerytow nie ma czego zazdroscic a raczej wspolczuc.nasze panstwo raczej nie jest nastawione w strone obywatela np.us.wiadomo kasa jest potrzebna na starosc ale nie popadajmy w przesade zycie terazniejsze jest wazniejsze jaki kraj tacy emeryci tak to bedzie wygladac w przyszlosci jakie drogi taka kultura jazdy i bezpieczenstwo.pieniadze sa potrzebne na starosc ale nie zbyt duzym kosztem zycia terazniejszego.gielda to gra mozesz pare razy stracic lub zyskac tak jak w zyciu.inwestowanie to wielka sztuka.
Pablo: oczywiście, im szybciej osiągniesz jakieś cele, szczególnie w zakresie osiągania pasywnego dochodu, tym lepiej, chociaż ja uważam, że jakąś małą część kasy zawsze można odłożyć na późniejsze czasy i ewentualnie zainwestować. No i dobrze by było, żeby nie spędzać nad realizacją długoterminowych strategii kilku godzin dziennie, bo tak jak sam pisałeś, teraźniejszość jest też ważna. Inwestowanie to wielka sztuka – z tym się zgodzę, chociaż niekoniecznie inwestor musi być ekspertem, strategii jest na prawdę sporo i myślę, że każdy może znaleźć coś dla siebie, zarówno ekspert, jak i osobnik “mniej ekspercki”.