Czytam sobie dla zmotywowania się i po części dla rozrywki pewną książkę. Akurat nie jest to typowa książka o budowaniu dochodu pasywnego, niemniej jednak autor usiłuje na przykładzie finansowym pokazać mi, dlaczego warto pracować o godzinę dziennie więcej.
Przykład wygląda mniej więcej tak, że mam dziennie pracować o godzinę więcej i jeśli w zamian za tę pracę będę zarabiał tylko o 100 PLN więcej to inwestując tę stówę na 10% po 10 latach uzyskam ileśtam. Sama kwota jest mniej istotna, zarówno ta, którą inwestuję, jak i ta która ma byc owocem inwestycji.
Zwraca moją uwagę co innego. Jak wielu autorów, tak i ten jeden, którego mam na myśli, pisze, że można uzyskać bez ryzyka 10 – 15% stopy zwrotu ze swoich inwestycji.
Nie chcę narzekać, ale już trochę irytuje mnie czytanie po raz kolejny, jakie to łatwe i przede wszystkim bezpieczne jest uzyskanie piętnastoprocentowej stopy zwrotu. Nie denerwowałbym się jeszcze tak bardzo w przypadku innych autorów, którzy coś tam wiedzą na temat inwestowania i w mniej lub bardziej słuszny sposób dowodzą, jak to bez ryzyka mam osiągnąc te 15%.
Jednak w książce obecnie przeze mnie przerabianej stoi takie coś:
“…lokujesz w najbezpieczniejszym (podkreślenie własne) funduszu, jaki funkcjonuje na rynku. Taki fundusz wypracowuje ok. 15% zysku rocznie…“
Kurcze, to ja chyba jednak kiepski jestem z inwestowania, a o funduszach to już zupełnie nic nie wiem…
Najbezpieczniejszy fundusz, to ja rozumiem jako fundusz inwestujący w bony emitowane przez Skarb Państwa. No dobra, wchodzę na bankiera, żeby zobaczyć, jak wyglądają oprocentowania bonów skarbowych, bo może rzeczywiście, niepotrzebnie się męczę w walce o każdy procent, a bez ryzyka mogę trzepać taką kasę.
Ale nie, bankier podpowiada, że od pięciu lat Polska nie płaciła więcej jak 7% za roczną pożyczkę w postaci bonu.
Dobra, dość narzekania, nie o to chodziło.
Chodzi mi o to, że bardzo często autorzy zbytnio naciągają rzeczywistość. Przykład chociażby książek z serii “Bogaty Ojciec” – wszystkie napisane przez Kiyosakiego książki z tej serii są pełne przykładów, jak to nasz zdolny Robert osiągnął setki procent na dowolnej inwestycji.
Z tej serii jednak są też książki innych autorów, być może któryś z Czytelników, miał przyjemność czytać “ABC inwestowania w nieruchomości” – akurat autor tej książki przytacza przykład, jak inwestując w cały budynek z kilkudziesięcioma mieszkaniami chce osiągnąć roczny zysk z wynajmu w wysokości 4 000 USD (przy zaangażowanym kapitale idącym w miliony zielonych), niestety nie uściśla, czy te 4 patyki na jednym mieszkaniu, czy na całości. Nie to jest ważne, ważne jest, że książka jako jedna z nielicznych mówi wprost, gdzie można sobie włożyć te historie o bezryzykownych kilkunastu (-set, tysiącach) procent.
Oczywiście wszystkie te wyniki są możliwe, ale zazwyczaj jedynie wtedy jak jest sprzyjająca koniunktura. A to oznacza, że koniunktura może się kiedyś skończyć, co już samo w sobie niesie ryzyko, zwłaszcza dla świeżego inwestora.
Ogólnie w całym swoim życiu przeczytałem trzy, góra pięć książek traktujących o niezależności finansowej, które stawiały sprawę jasno. A ogólnie czytam na prawdę dużo, także w dziedzinie finansów osobistych i szeroko rozumianej ekonomii. W tej małej grupie była tylko jedna książka, która pisała, że osiągnięcie co roku, bez względu na koniunkturę 10 – 15% jest możliwe i w dodatku prezentowała sposób, jak to osiągnąć.
Żeby być wobec Ciebie fair dodam, że jeszcze nie sprawdzałem strategii inwestowania prezentowanej w tej jednej książce, a jedynie wydaje mi się ona (strategia) niezbyt ryzykowna i tak zyskowna, jak opisuje autor. I dlatego, że tylko wydaje mi się bezpieczna i zyskowna – nie napiszę, jaka to książka.
Wracając do tematu – fajnie jest się zmotywować do inwestycji historiami, jak to ktoś się szybko wzbogacił na tym czy tamtym. Jednak, żeby uniknąć rozczarowania tym, że Tobie tak gładko i zyskownie nie idzie, po lekturze najpierw ochłoń i przemyśl, na ile jest możliwe uzyskanie rok w rok tak wysokiej stopy zwrotu, jak pisze autor. A jak już stwierdzisz, że jest to prawdopodobne, to jeszcze sprawdź, dane historyczne są w necie przecież dostępne. I pamiętaj – żadna książka nie zastąpi własnego myślenia.
Pozdrawiam.


to jaka jest ta książka o 15%:-)?
Tania w zasadzie :) i dość rzeczowa, przynajmniej takie sprawia wrażenie :)
Faktycznie, czytanie takich książek w przeważającej większości daje kopa, ale potem człowiek drapie się po głowie i myśli: jak to zrobić?
A co do tajemniczej książki…
1) Skoro można wyciągnąć aż 15% i ma to sens, to dlaczego jeszcze nie sprawdziłeś w praktyce? ;-)
2) Czy to nie “Magiczna Formuła” Greenblatta?
w moim inwestowaniu nie poslugiwalem sie zadna ksiazka lecz praktyka i obserwacja.wyniki sa ok.Leszek a tak w ogole kernel daje rade czy juz nabyles?a co sadzisz o enei wydaje sie ze warto akumulowac.inwestewonie moze nie jest trudne ale trzeba miec mocna psychike do tego zajecia i oczywiscie troche szczescia nie wspominajac jakiejs tam wiedzy z zakresu rynkow kapitalowych.jednak na pierwszym miejscu stawiam psychike inwestora.moze znowu zobaczymy jakas banke spekulacyjna taka jak byla na deweloperce tym razem moze byc to zwiazane z energia chodzi mi np.o np zastapienie silnikow benzynowych w samochodach silnikami elektrycznymi zastosowanie wodoru do produkcji pradu,zespoly hybrydowe.takie tam bajery moze cos ze spolek gieldowych podchodzilo by pod ten temat a no zobaczymy.
@ Paweł:
1) Nie sprawdziłem, bo żeby zainwestować w sposób przedstawiony w książce, trzeba mieć kapitał w okolicy 5000 PLN, czyli dokładnie tyle, ile mam w kredytach gotówkowych – książka opisuje w sposób, który mi wydaje się (kluczowe jest określenie: wydaje się) sensowny, ale może wcale taki nie być. Natomiast najpierw spłacam kredyt jak najszybciej, bo zysk z tego będzie murowany i to w wysokości 20%, których nie będę co roku płacić bankowi.
2) Nie, to nie magiczna formuła Greenblata, ale przeczytam co to za książka.
@ Pablo: Przyznaję się, że nie dokonałem zakupów Kernela, ale chyba jednak kupię Ganta. W ogóle to mam niewiele ostatnio gotówki (i jeszcze mniej czasu na jej zagospodarowanie), więc jedno – dwa malutkie zlecenia i koniec… Co do psychiki – zgodzę się. Jeśli zaś chodzi o sektor energetyczny – trudno mi powiedzieć. Mam teraz rzeczywiście sporo na głowie (liczyłem, że to się skończy, ale okazuje się, że spraw przybywa :P), ledwo znajduję czas, żeby coś tu napisać…
czemu nie chcesz się podzielić tytułem książki?
tak sobie kombinuje co to może być
czy ta ksiazka to milion w zasiegu ręki, bo tam tez byla jakas mechaniczna strategia??
ze strategii dla młotków znam: magiczną formułę, średnie Shipmana, Darwin+Defender.
a do tego znam jeszcze jedną lepszą strategie inwestycyjną, nazwijmy ją roboczo TURBOPOMPOBALON, której póki co nie spotkałem w żadnej książce. Jak dorobię się na niej hajsu to moze ją opublikuje i zgarnę na niej kupę hajsu. A zrobię to na szczycie hossy bo wtedy sprzedaż będzie największa.
Dekielek – z magiczną formułą i średnimi Shipmana zarzuć jakimiś odnośnikami.