Tak się jakoś składa w naszym systemie edukacyjnym, że najlepiej mają się (czytaj: mają najwyższe oceny) uczniowie, którzy zawsze odpowiadają właściwie. Taki kierunek kariery dobry jest chyba tylko i wyłącznie w szkole. Dobry uczeń niejednokrotnie nauczy się, dostanie piątkę lub szóstkę i zapomni zaraz na następny dzień, czego się uczył. Problem szkolnictwa jest taki, że nie uczy rozwiązywania problemów. Uczy, że za wszelką cenę należy ich unikać, a ci, którzy ładują sie w jakiekolwiek edukacyjne problemy – są karani.
Tak więc szkolny orzeł jest skrzywdzony, bo w szkole nauczył się podporządk0wywać i w życiu dorosłym także – nie będzie się w żaden sposób wychylał. Będzie dalej, jak ten osioł (przepraszam za dosadność, na usprawiedliwienie – sam kiedyś też byłem takim osłem, na szczęście na studiach mi przeszło) wykonywał posłusznie polecenia innych, jednocześnie unikając wszelkich niedogodności.
I teraz czy taka osoba ma szanse osiągnąć cokolwiek więcej niż przeciętność?
Myślę, że nie. Bo przecież, żeby osiągnąć cokolwiek w życiu, nie można przyjmować postawy “unikam wszelkich wyzwań, bo mogą rodzić kłopoty, unikam wszelkich problemów, a już broń Boże nie będę ich stwarzał, czy wyszukiwał”. Trzeba podjąć czasem jakieś ryzyko. A nasz prymus już od małego nauczony jest nie wychylać się.
A przecież wyszukiwanie i rozwiązywanie problemów (np. zanim jeszcze natknie się na nie klient), to bardzo dochodowa działalność.
Zatrzymajmy się też na chwilę przy stosowanych karach. Na przykładzie studentów – jeden, dobry student, zda egzamin za pierwszy razem, działając po prostu na zasadzie czterech Z (Zakuć – Zdać – <cenzura – ustawa o wychowaniu w trzeźwości :P > - Zapomnieć). Taki ktoś gładko przejdzie przez dukację, tylko niemiła niespodzianka czeka go potem, po zakończeniu edukacji.
Drugi – może nie najlepszy student, będzie zdawał kilkakrotnie egzamin. Oczywiście, zdawanie kilka razy tego samego egzaminu, kiedy wszyscy inni już go zdali, na pewno wywiera presję psychiczną – wiem, bo raz coś takiego przerabiałem na studiach.
Przekornie jednak stwierdzę, że takie powtarzanie, oprócz stresu miało same plusy:
- Ja mam tę wiedzę do dzisiaj (przedmiot który tak dokładnie studiowałem to organizacja budowy), a inni praktykując teraz w firmach budowlanych uczą się wszystkiego od nowa.
- Mniej obawiam się teraz porażki (a przy okazji wspomnianego egzaminu miałem ich na prawdę sporo).
- Umiem na wszelakie problemy spojrzeć już z dystansem, bo po takich problemach (tych z egzaminem), cała reszta to na prawdę pikuś.
Ciekaw jestem, czy ktoś, kto był wtedy ze mną na studiach, a zdał za pierwszym czy drugim razem, też odniósł takie same korzyści.
Oczywiście jeśli ktoś jeszcze jest na etapie nauki, to nie namawiam do olania szkoły, chodzi mi tylko o to, że szkoła uczy szablonów, uczy, by na zadane pytania odpowiadać właściwie. Niestety, w życiu może korzystanie z szablonów jest rozwiązaniem bezpiecznym, ale musi prowadzić do przeciętnego, szablonowego życia. A w Polsce, dominującym życiowym szablonem jest codzienna praca w czyjejś firmie, czyimś biznesie, dziennie 8 albo i więcej godzin i co najwyżej przeciętna płaca. I tak do emerytury (chociaż za 30 – 40 lat może i na emeryturze).
Czy tego właśnie chcesz?
Pozdrawiam.


Z tym studentami zgoda, tylko, że wielokrotnie na studiach do tego samego egzaminu będzie podchodził własnie ten szkolny prymus i piątkowicz. Dlaczego? ano dlatego, że jest nauczony perfekcjonizmu i przyzwyczajony do tego, że trzeba nauczyć się wszystkiego. W efekcie ślęczy godzinami nad każdym szczegółem, nie umie wybrać istotniejszych zagadnień.A szkolny “olewator” uczy się kilku najistotniejszych zagadnień, resztę jakoś kojarzy i zdaje. Oczywiście pod warunkiem, że te minimum zdolności posiada.
Z innych uwag – ten model szkoły, która uczy się nie wychylać jest coraz mniej powszechny, rzeczywiście, dla ludzi, którzy kończyli edukację licealną dwadzieścia lat temu to powszechne doświadczenie, ale to się naprawdę zmienia.