Odpowiem na tytułowe pytanie od razu: było prostsze, ale i wolniejsze.
Mimo, że niekoniecznie każdy mógł skontaktować się z dowolną inną osobą na ziemi, jakoś dało się zrobić wszystko na czas. Dzisiaj zaś – szereg ułatwień. A to internet, dzięki któremu, przy odrobinie starania, można nie przychodzić do pracy, a zamiast tego pracować w domu siedząc w szlafroku, a to komórka, przez którą można nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć rozmówcę.

Źródło: http://imageshack.us
Przyznam, że na temat dzisiejszego wpisu zwróciła moją uwagę ta rozmowa:

W tym całym dzisiejszym pędzie chyba ważne jest, że niekoniecznie technika, która ułatwia nam życie, powoduje, iż stajemy się wydajniejsi. Dzieje się tak z prostych powodów: internet i w ogóle technologia dostarcza Nam pewnych zupełnie niepotrzebnych nawyków.
Jeśli nie wierzysz, to w ciągu jednego dnia stawiaj sobie kreski na kartce za każdym razem, kiedy zajrzysz na Naszą Klasę, listę gg, sprawdzisz e-mail, czy notowania.
Wszystkie te rzeczy to – jak się domyślam – swego rodzaju bunt naszego organizmu przed nadmierną prędkością. Ale to tylko mój domysł, nie poparty żadnymi naukowymi badaniami.
Organizm wymyśla sobie zupełnie niepotrzebne zajęcia, by chociaż na chwilę przystanąć (dotyczy to na pewno palaczy – wiem z autopsji). Z czasem te i inne czynności wchodzą w krew i potem się okazuje, że nie ma na nic czasu. Znowu przyczepię się do palaczy, a raczej byłych palaczy. Wielu z nich – po rozstaniu z nałogiem naraz ma godzinę – dwie zupełnie wolnego czasu, a dodać trzeba, że palenie nie jest najbardziej czasochłonnym przyzwyczajeniem. To daje pewien pogląd na to ile czasu zajmują takie różne bezsensowne przyzwyczajenia.
Te przyzwyczajenia się zbierają. I tak – dziesięć lat temu – takim codziennym nawykiem mogło być na przykład oglądanie seriali. Dziennie pół godziny – godzina przed telewizorem stracone. Wydawać by się mogło, że nie da się już gorzej marnować czasu. Ale wraz ze wzrostem tempa życia, takiego marnotrawienia czasu się sporo namnożyło. Na zbędnych czynnościach związanych z internetem spędzamy po kilka godzin. Jednak to umyka naszej uwadze, bo te kilka godzin dziennie rozłożone jest na raty po kilka minut.
Tak z latami zbierają nam się te przyzwyczajenia, jak stare ciuchy w szafie (porównanie autorstwa Zdzicha, nie moje).
I teraz – Czytelnicy tego bloga zapewne chcieliby więcej zarabiać. Jest na to prosta metoda. Kiedy następnym razem będziesz w pracy siedzieć przed kompem, spróbuj nie korzystać z netu (z wyjątkiem zastosowań niezbędnych ze względu na pracę). Robiąc to, najlepiej zmierz czas, jaki przeznaczasz na wykonanie codziennych służbowych zadań. Przykładowo, jeśli wyjdzie Ci, że samej pracy jest 4 godziny, a reszta to wszelkiej maści “bimbanie”, może warto byłoby zamiast marnowania czasu w pracy, zwiększyć swoją wydajność?
Jeśli udałoby Ci się dojść (najlepiej stopniowo, co zwiększa szanse powodzenia) do ciągłej pracy przez 8 godzin (w odróżnieniu od 4h pracy i reszty “bimbania”), twoja wydajność w pracy wzrosłaby o 100%. Stąd już łatwo zdobyć mocną pozycję negocjacyjną w rozmowie o podwyżce.
Oczywiście nie tylko motyw finansowy przemawia za pozbyciem się bezproduktywnych i bezsensownych nawyków. Jednak chyba dla podwyżki warto zastanowić się nad wysprzątaniem co jakiś czas “życiowej szafy”.
Pozdrawiam.


Niepotrzebne nawyki to duży problem, to coś z naszej przeszłości co każe nam robić rzeczy zupełnie nieprzydatne. Z podobnej przyczyny warto popracować nad pozytywnymi nawykami które będą pomagać robić to co będzie nas zbliżać do naszych celów.