Faktury elektroniczne EBPP

Leszek Maruszczyk

Uśrednianie – gdzie kryje się haczyk?

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 08.02.2010 | Komentarze (9) »

Jedną z metod, którą zaleca się w celu ograniczania ryzyka dla mniej zaawansowanych inwestorów, jest tzw. uśrednianie ceny nabycia. Uśrednianie w najczystszej postaci polega na kupowaniu co miesiąc lub co inną wybraną jednostkę czasu jednostek funduszu za tę samą kwotę. Gwoli ścisłości – z akcjami też da się to zrobić, tyle, że nie zawsze kwota zakupu będzie taka sama (jednostki funduszu można dzielić dopasowując do kwoty; akcje sa niepodzielne).

Idea uśredniania jest taka, że inwestor nie uzyska najlepszej ceny nabycia, ale też nie uzyska najgorszej, co przy metodzie łapania dołków dla niedoświadczonego inwestora jest bardzo prawdopodobne. Taka “ani najlepsza, ani najgorsza” cena zostawia bardzo wiele miejsca dla zrealizowania zysków – może nie maksymalnych, ale jednak zysków.

Tak więc metoda jest szeroko stosowana przez rzesze inwestorów, szczególnie tych inwestujących przez polisy. Stosowana jest z wiarą, że koniec końców przyniesie zyski – tak zresztą jest przedstawiana bardzo często i można spotkac się ze stwierdzeniem, że jest to metoda na pewny zysk.

Otóż niekoniecznie tak musi być.

Metoda rzeczywiście działa, pod warunkiem, że rynek, na którym ją stosujemy, “faluje”, to znaczy raz zwyżkuje, a innym razem znowu gości na nim bessa. Wtedy rzeczywiście, można kupować bez większego zastanowienia, uśredniając cenę. Do zyskownego zakończenia inwestycji wystarczy dotrwać ze sprzedażą jednostek funduszu do najbliższej fali hossy.

Jednak nie każdy rynek tak własnie się zachowuje (raz góra, raz dół), bywają lokalne rynki, które przez dłuższy czas nie zanotowały porządnej hossy, mimo, że na globalnych rynkach akcji przeszło kilka porządnych byczych fal. Jednym z takich rynków jest rynek japoński. Fundusze na nim inwestujące mogą mieć na przykład takie wykresy:

Fundusz akcji japońskich

Jak widać, fundusz, którego wykres jest wyżej, nie za bardzo przejawia tendencję do wzrostów. Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie w czasie zakupów w tej strategii – inwestor kupuje coraz taniej i taniej, dzięki czemu także średnia cena zakupu idzie w dół. Teoretycznie, im niższa średnia cena, tym większy potencjał zysków. Tyle, że do tych zysków potrzebna jest jakaś zwyżka i to raczej porządna w tym wypadku.

Innym przykładem, w którym strategia uśredniania kosztów nabycia może wypadać blado, są konkretne fundusze, nie pokazujące za dobrych wyników, tutaj przykładem może być fundusz BPH Akcji Dynamicznych Spółek o takim wykresie:

BPH Akcji Dynamicznych Spółek

Jest to fundusz inwestujący obecnie w małe spółki na polskiej giełdzie. Piszę “obecnie”, bo w ciągu tych dziesięciu lat uwiecznionych na wykresie, fundusz co najmniej raz zmieniał politykę inwestycyjną – wcześniej inwestował na rynku amerykańskim. Niestety, jak widać zmiana polityki inwestycyjnej na razie nie spowodowała, że fundusz wyszedł spod kreski sprzed dekady. Jednak w tym przypadku jest już znacznie lepiej – w około rocznym okresie wzrostów była okazja do zyskownego wyjścia z inwestycji po kilku latach papierowych strat.

Myślę zatem, że metoda uśredniania kosztów może być dobrym sposobem na ograniczenie ryzyka (starsi stażem inwestorzy być może powiedzą, że metodą na ograniczenie zysków), jednak nie jest jedynym słusznym rozwiązaniem jeśli chodzi o zabezpieczanie się przed stratami. Wydaje mi się, że jeśli już ktoś stosuje tę metodę, to wskazane jest realizowanie jej na kilku rynkach jednocześnie, chociażby po to, żeby uniknąć ryzyka, że oto akurat wybrany rynek, czy wybrany jeden fundusz okazał się tym najgorszym.

Pozdrawiam.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (9) do "Uśrednianie – gdzie kryje się haczyk?"

  1. Paweł Kata powiedział(a):

    Świetny wniosek: uśrednianie ceny nabycia sposobem na ograniczenie ryzyka.

    Uważam jednak, że jako strategia inwestycyjna jest całkiem ok, pod warunkiem rozsądnej implementacji.

    Przykładowo: połącz uśrednianie ceny nabycia z dywersyfikacją na różne światowe rynki (rodzimy, te ogromne i te rozwijające się, naturalnie w odpowiednich proporcjach) oraz dywersyfikuj na rynku rodzimym po sektorach, podeprzyj się inwestycją w złoto i obligacje lub lokaty, raz na rok bilansuj portfel i w dłuższym terminie powinno być okej.

    Sugeruję zrobienie sobie portfela a’la ten Swensena, choć oczywiście niekoniecznie jota w jotę według jego proporcji.

  2. Paweł Kata powiedział(a):

    PS. Mały offtop. Leszku, przydałaby się możliwość subskrypcji mailowej do komentarzy (powiadamianie o odpowiedzi). Bez tego trudno śledzić dyskusję.

  3. Adam powiedział(a):

    Uśrednianie ma szczególne zalety dla osób, które dopiero zaczynają budować kapitał. Jeżeli wkładamy te środki w instrumenty, które nie dają natychmiastowej dostępności w przeciwieństwie do np. rachunku oszczędnościowego, to zwiększamy szansę na zbudowanie tegoż kapitału, oczywiście uśrednianie nie wyklucza możliwości dywersyfikacji, nawet jeśli ktoś zaczyna i ma małe comiesięczne środki, to może sobie dywersyfikować portfel przez kupowanie różnych walorów np. co któryś okres.

  4. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    @ Paweł: Własnie coś takiego miałem na myśli pisząc, żeby nie wkładać kasy w jeden fundusz. Możesz coś więcej napisać na temat tego portfela Swensena? Znalazłem coś w sieci, ale nie wiem, czy to co powinienem.
    Jeśli chodzi o subskrypcję komentów – już napisałem do szefostwa, ja niestety nie mam takiej władzy. Pozostaje teraz czekać.

    @ Adam: oczywiście jest jakimś wyjściem kupowanie różnych walorów w różnych datach, tylko jest niebezpieczeństwo, że akurat będziesz kupował drogie w danym momencie papiery, no i przy 10 latach takiej strategii to delikatnie mówiąc możesz mieć nieporządek w portfelu. Oczywiście nie skreśla to takiej strategii.

  5. Paweł Kata powiedział(a):

    Leszku, o portfelu Swensena przeczytałem w książce Ramita Sethi “I Will Teach You To Be Rich”, ale w tym (http://seekingalpha.com/article/146731-david-swensen-changes-his-portfolio-allocations) artykule jest o nim o napisane.

  6. Adam powiedział(a):

    Gwoli wyjaśnienia: miałem na myśli sytuację, w której ktoś ma do dyspozycji np 100-200 pln miesięcznie nadwyżki, którą Ciężko jakoś sensownie podzielić na różne instrumenty i wskazuję rozwiązanie jako potencjalną drogę na zbudowanie minimalnego kapitału, z którym można będzie zacząć coś sensownego robić. Po roku będzie z tego prawdopodobnie już coś ok 2k, co teoretycznie może pozwolić na jakieś pierwsze zbilansowanie portfela. Tyle, że kosztem opłat i prowizji. Ale od czegoś trzeba zacząć… Bynajmniej nie postrzegam takiej strategii jako optymalnej ani długoterminowej. Zresztą żadna strategia nie daje nam pewności kupowania w dołkach i sprzedaży na górkach, gdybyśmy ją znali pewnie dyskutowalibyśmy ją dzisiaj przy drinkach z parasolką pod palmą z widokiem na błękitną lagunę – zamień ostatni opis na własne wyobrażenie raju :)

  7. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    @Adam no tak, w takiej sytuacji jak opisujesz to rzeczywiście ma sens i jest lepsze niż ślepe trzymanie się jednego funduszu. Tym bardziej, że początkujący inwestor może wybrać akurat ten najgorszy…
    A na pogawędkę przy drinku to jeszcze przyjdzie czas :)

  8. Tomek powiedział(a):

    Jeśli rynki są efektywne to usrednianie nie daje zadnej korzyści, jesli sa nieefektywne to watpie, żeby tak prosta metoda mogła te nieefektywności wykorzystać.

    Lepiej by autorzy pomyśleli co wypisują

  9. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    @ Tomek: Czekamy wszyscy zatem na twoją metodę :)

Dodaj komentarz