Faktury elektroniczne EBPP

Leszek Maruszczyk

Oszczędzanie? Oszczędności?

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 21.01.2010 | Komentarze (5) »

“Inwestuj w gęste włosy” – mówi reklama pewnego szamponu. Przykład na to, jak różnie można użyć modne hasło. Inwestowanie w cokolwiek było modne do 2007 roku, dlaczego teraz już jest mniej modne, chyba mówić nie muszę.

Teraz modnym hasłem jest oszczędzanie. Zresztą chyba zawsze oszczędzanie było chwytliwym słowem. W reklamach co i rusz: kup dwa proszki za 50 złotych, oszczędzisz 10 złotych (że niby jak jeden jest po 30 złotych, to 2 * 30 = 60 PLN). Oszczędzamy na proszkach, jedzeniu, samochodach. Tylko pieniędzy jakoś coraz mniej.

Źródło: fotobest.pl

Źródło: fotobest.pl

Przykłady haseł reklamowych z oszczędzaniem, które podałem wyżej, są jawnym przykładem nadużycia. Biorąc na tapetę przytoczony przykład z proszkami do prania – mimo niższej ceny za jeden proszek w sytuacji, kiedy kupi się dwa naraz, żadna to oszczędność. Bo kupując jeden proszek zapłacilibyśmy 30 złotych. A tak, z kieszeni poszło 20 złotych więcej. Proszki do prania nie sa tu najszkodliwszym przykładem, bo się nie zepsują i prędzej czy później, czas drugiego proszku nadejdzie.

Gorzej rzecz ma się chociażby z jedzeniem. Analogicznie do przykładu z proszkiem, konsument musiałby kupić w niższej cenie za opakowanie dwa razy więcej jedzenia. Tak czy inaczej skończyłoby się to źle. Jeśli zje to całe jedzenie, to ma murowane dodatkowe kilka nieplanowanych kilogramów. Efekt: w imię niższej ceny straty zdrowotne i oczywiście mniej pieniędzy w portfelu.

Oszczędności mają to do siebie, że nawet jak polegają na niekupieniu czegoś zbędnego, co normalnie byś kupił, zazwyczaj nie powiększają majątku. Proszki są tylko jednym z przykładów. Inny może być taki:

Nie kupiłem dzisiaj dwóch piw. Jak super – oszczędziłem 6 PLN.

I w nagrodę, kilka regałów dalej, nieświadomie dorzucam do koszyka chipsy (5 PLN) i gumę do żucia (2 PLN – żeby odświeżyć oddech po chipsach). W nagrodę za to, że jestem taki oszczędny :)

Reklamodawcy dobrze o takim mechanizmie wiedzą i dlatego hasłem “oszczędzanie” usypiają naszą czujność.

A po tym całym oszczędzaniu pozostaje tylko zapytać, gdzie są te oszczędzności, które czynimy cały miesiąc? Własnie po to jest planowanie swojego budżetu – kupmy taniej te proszki, kupmy taniej to jedzenie (o ile mamy gdzie je potem trzymać, żeby się nie zepsuło), ale w sposb przemyślany – później przeznaczając odpowiednio mniej na te produkty.

Proponuję także wyznaczenie sobie osobnego rachunku w banku, na który przelewane będą wszystkie oszczędzone kwoty. Może to być uciążliwe przy codziennych zakupach, ale dopiero wtedy oszczędzanie rzeczywiście będzie prawdziwym oszczędzaniem, a nie zbytkiem w niższej cenie.

Pozdrawiam.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (5) do "Oszczędzanie? Oszczędności?"

  1. Naokoło wieży powiedział(a):

    Nie kupiłem dwóch piw i teraz wieczorem jestem wkurzony, bo chciałbym się napić piwa.

    Takie oszczędzanie to bezcelowe skąpienie, “prawdziwe” oszczędzanie polega na czymś innym, na umiejętności gospodarowania i wyrzeczenia się niepotrzebnych rzeczy. Między innymi.

  2. Zdzichu powiedział(a):

    Nie ma sensu skąpić na piwo, lepiej sobie co wieczór wypić. Wtedy świat się widzi w innych barwach a i wena twórcza przychodzi częściej.

    Problem jedynie że brzuszek od tego rośnie, choć jak widać na ulicach, ludzie potrafią z tym żyć… ;)

  3. x.y.z powiedział(a):

    Witam!
    Proszki są akurat dobrym przykładem oszczędzania. Zakładając, że jeden proszek zużywam w ciągu 2 miesięcy, kupując 2 oszczędzam 10/60 = 16,667% w ciągu 4 miesięcy (z kwoty 60 zł). Kupując tylko jeden nigdy tyle nie zaoszczędzę. Oczywiście zakładam, że proszek jest towarem, który muszę kupić bo jest niezbędny do życia. Np. piwa nie muszę (choć lubię).

  4. mirabelka powiedział(a):

    Moim zdaniem kupowanie większych zapasów takich rzeczy jak proszek do prania i inne niepsujące się produkty, jeśli są w korzystnej cenie to podwójna oszczędność: czasu i pieniędzy. Tak samo jak podwójną oszczędnością jest rezygnacja z alkoholu: eliminacja zbędnych wydatków, korzyść dla zdrowia i sylwetki.
    Rozsądne zakupy to na pewno dobry sposób na poprawę finansowej sytuacji. A jak ktoś wyda zaraz na inne rzeczy? No cóż, nie każdy musi być bogaty. Oszczędzanie jest jak pewien popularny sklep – nie dla idiotów.

  5. Adam Hepner powiedział(a):

    W serialu Big Bang Theory (przetłumaczonym na polski jako bodajże Teoria Wielkiego Podrywu) była nawet taka zabawna scena, w której jeden z bohaterów – Sheldon, młodociany geniusz, całkiem pechowo zagubiony w świecie i nierozumiejący zasad relacji międzyludzkich, zasugerował swojej sąsiadce, seksownej blondynce, zrobienie dużych oszczędności przez kupienie hurtem zapasu podpasek na całe życie – i nawet zaczął jej liczyć, ile paczek by to musiało być. Biedna kobieta była w takim szoku, że otrząsnęła się dopiero na pytanie, czy ma w miarę regularne okresy :D.

    A tak bardziej w temacie: okazuje się, że jak najbardziej można oszczędzić pieniądze na rzeczach, które musimy kupować (wiadomo, że na przyjemnościach zawsze możemy oszczędzić :P), tylko trzeba zastosować starą psychologiczną zasadę, i zrobić sobie z całego procesu frajdę, najlepiej jakąś formę konkursu. Na przykład – założyć ciasny budżet tygodniowy, i formę kuszącej nagrody za utrzymanie się w jego ramach.

    Drugim podejściem jest na początku miesiąca odłożyć jakąś kwotę – a resztą już można dysponować swobodnie.

    Trzecie podejście zaś jest najbardziej kreatywne – zamiast walczyć ze sobą i szukać każdego grosza oszczędności – postarać się zwiększyć swój poziom dochodów. Moim zdaniem ma to jedną niedającą się przecenić zaletę – nie ma tu limitu w kwestii tego, o ile możesz podnieść swoje dochody: o 10%? o 50% 100%? 1000%? Wiem, że to brzmi dziwnie, jednak wystarczy tylko się zastanowić na temat tego, jak przestać być wynagradzanym za czas pracy, a zacząć być wynagradzanym za wartość, którą można wnieść w życie innych osób – i zacząć tę wartość dostarczać. A każdy z nas może wie i umie coś wartościowego, za co ktoś inny będzie skłonny zapłacić :).

Dodaj komentarz