Szkół budowania majątku jest wiele. Jedni, jak np. obrzucany błotem Kiyosaki, radzą korzystanie z kredytu, kiedy tylko można, inne szkoły kategorycznie zabraniają inwestowania na kredyt. Jednak nie kwestia kredytu jest tematem dzisiejszego wpisu. Dzisiaj o czym innym, o wspólnej dla wszystkich metod budowania majątku zasadzie:
Oszczędzaj z każdej wypłaty 10%
Rzeczywiście, której publikacji by nie czytać, ta zasada pojawia się zawsze. Każdy autor książki, kursu, czy czegokolwiek traktującego o budowaniu bogactwa bezkrytycznie wskazuje zasadę oszczędzania 10% swoich przychodów jako pewny sposób na zostanie rentierem.

Źródło:inspirander.pl
No to przeanalizujmy tę zasadę, czy aby na pewno jest tak, jak bez zastanowienia przyjmuje wielu autorów i guru od finansowej niezależności:
Żeby przeanalizować, trzeba najpierw przyjąć pewne założenia. No dobrze, wyjściowym założeniem przyszłego rentiera powinno być określenie, ile pieniędzy wystarczy na utrzymanie. Ja, żeby nie być oskarżonym o manipulowanie pod potrzeby własnego artykułu przyjmę, że obecnie na 1 osobę potrzeba 800 PLN pasywnego przychodu co miesiąc, by ta osoba mogła jako – tako przeżyć.
Ok, skoro pasywny dochód wygenerowany przez oszczędności, to na pewno musi się w układance pojawić jakaś lokata, powiedzmy na 5% netto w skali roku.
No to teraz mogę już wyliczyć ile dzisiaj nasz rentier musiałby mieć pieniędzy na lokacie:
800 / 0,05 * 12 = 192 000 PLN
(Objaśnienie: 800, to kwota odsetek, jakie są potrzebne; 0,05 to oprocentowanie lokaty netto; 12 to liczba miesięcy w roku, bo liczymy przecież wg odsetek dla 1 miesiąca).
Skoro nasz przyszły rentier ma się utrzymywać za 800 PLN, to dzisiaj te 800 złotych stanowi 90% jego dochodów netto, bo przecież pozostałe 10% oszczędza. Po stosownych obliczeniach i upraszczającym zaokrągleniu w górę o niespełna 2 PLN wychodzi nam, że Kowalski (tak zamiennie zmianuję naszego przyszłego bogacza) zarabia 890 PLN do ręki. Czyli kwotowo oszczędza 90 złotych, w obliczeniach poszliśmy mu nieco na rękę, bo to trochę więcej niż 10%. Ale niech ma, i tak jest tylko hipotetyczny.
W przykładzie ważny jest też element inflacji, oto jak kształtować się będą równoważne do dzisiejszych koszty utrzymania za następującą ilość lat:

Do inflacji i kosztów utrzymania jeszcze wrócimy, no bo Kowalski z naszego przykładu jeszcze nie ma kapitału dającego odsetki. Dopiero go zdobędzie. Stąd taki “dekadowy” podział kosztów utrzymania. A w tym przykładzie o którym tutaj mowa (w każdym innym przykładzie życia z inwestycyjnej renty także) pochodną kwoty comiesięcznych wydatków winna być kwota kapitału dającego nam comiesięczny przychód przynajmniej w takiej samej wysokości co wspomniane wydatki. I znowu, podzieliłem to na dekady:

No dobra, to teraz kolejny sprawdzian. Przeanalizujmy, czy Kowalskiemu uda się osiagnąć którąkolwiek z wymienionych powyżej kwot, oszczędzając jedynie 10% swoich zarobków.
Pierwsza dekada. Jako kwotę oszczedzaną, przyjmę średnią wartość z kwoty oszczędzonej dzisiaj i kwoty oszczędzanej za 10 lat, czyli:
(90 + 130) / 2 = 110 PLN; właśnie tyle nasz oszczędzający średnio każdego miesiąca będzie w pierwszej dekadzie odkładał.
No to popatrzmy na obliczenia z mojego kalkulatora:

Zwracam uwagę na wiersz “ile miesięcy muszę oszczędzac?” – przy zakładanych parametrach dla pierwszej dekady oszczędzania wychodzi, że Kowalski musiałby oszczędzać aż 593 miesiące kwotę, która potrzebna mu jest już za 120 miesięcy (10 lat). Stąd wniosek, że w ciągu dekady na pewno mu to nie wyjdzie. Kolejne obliczenia, dla 20 lat oszczędzania. Średnia kwota oszczędzana w tym okresie wyniesie:
(90 + 195) / 2 = 142,5 PLN
Oczywiście ze względu na inflację, kwota, jaka należy oszczędzić, będzie inna i wyniesie 420 695,64 PLN. Oto obliczenia:

Jest jeszcze gorzej, zamiast 593 miesięcy oszczedzania, jak w poprzednim, 10 – letnim przypadku, mamy teraz 599 miesięcy.
Dla jasności wstawię jeszcze dane dla 40 lat oszczedzania:

Jak widać, po 40 latach oszczedzania, dzięki inflacji, nasz króliczek w postaci ciekawej, odsetkogennej sumki, nadal umyka. Nadal trzeba oszczedzać więcej lat, niż czas, za jaki będziemy chcieli skorzystać z pieniędzy.
Widać jak na dłoni, że przy 5% stopie zwrotu zostanie rentierem po prostu nie jest możliwe. W tym momencie zapewne padną głosy, że przecież jest giełda, która daje więcej niż lokata. Tylko jak to się ma do takiego wykresu:

?
Pozdrawiam.


Sugerujesz, że nie warto oszczędzać? Można to wywnioskować z Twojego postu.
Leszku, trochę wygodnie podszedłeś do tematu. Za wygodnie, jak dla mnie. Oto moje zastrzeżenia:
Po pierwsze: guru (przede wszystkim amerykańscy) sugerują oszczędzać *minimum* – a nie *tylko* – 10% dochodów.
Po drugie: żaden z nich nie sugeruje ładowania tych pieniędzy w lokatę. Amerykanie inwestują głównie w fundusze indeksowe, stosując uśrednioną cenę nabycia i to najczęściej za pośrednictwem planów emerytalnych, zwolnionych od podatku. Do tego wielu pracodawców stosuje tzw. match-up, czyli do tego, co Ty oszczędzasz na 401k (am. fundusz emerytalny), dodaje pewną część, czasem nawet 100%, odłożonej jednorazowo kwoty. Dzięki temu odkładając w ten sposób 100$ miesięcznie, drugie 100 dopłaca im pracodawca (lub mniej, w zależności od firmy). W ten sposób czas do zostania “milionerem” skraca się znacznie. W USA, oczywiście, bo w Polsce jesteśmy daaaaleko z tyłu.
Po trzecie: jak to się ma do wykresu? Ano tak, że tylko osoba nieodpowiedzialna, w przypadku, gdy ma szansę na zysk, a wszyscy trąbią o kryzysie i do tego wynika on jeszcze z takiego właśnie wykresu oraz innych przesłanek, dalej trzyma papiery w łapkach i nie chce ich sprzedać, żeby odczekać i potem odkupić ich więcej w okolicy “dołka”. Poza tym, o ile dobrze szacuję, wchodząc do zakupu index fundów (wiem, wiem, w Polsce ich nie było, ale sam pisałeś o “guru”, a nawet ci polscy uczą się od tych amerykańskich) metodą uśredniania ceny nabycia w momencie na początku wykresu, na końcu można całkiem nieźle wyjść, a gdyby jeszcze wstrzelić się ze sprzedażą w ostatnie wybicia przed “kryziem” i odkupić w okolicy “dołka” z lutego, można na tym świetnie wyjść. Oczywiście to tylko gdybanie, ale to, co chcę powiedzieć, to: nic nie zwalnia z myślenia, gdy w grę wchodzą pieniądze. Zwłaszcza własne.
Reasumując, może w Polsce milionerem się w ten sposób nie zostanie – i jeżeli to chciałeś napisać, to spoko, ale sam sposób nie jest zły… oszczędzanie jest drogą do wolności finansowej, choć nie obejdzie się bez cierpliwości, wytrwałości i zdrowego rozsądku. Dodatkowo, w Polsce trzeba jeszcze przyłożyć się do zwiększania zarobków.
Ciekawe podejście, bo pokazuje, że życie nie zawsze jest tak proste jak “genialne” poradniki sugerują. A wiele osób w nie bezkrytycznie wierzy. Myślę, że autorowi chodziło o zmuszenie do myślenia, a nie przyjmowania na wiarę tego, co powie jakiś finansowy guru – często zresztą samozwańczy.
Magiczne 10% na pewno nie zrobi z nikogo milionera, choć to zależy, ile ta osoba zarabia. Bo jeśli zarabia np. 4000 zł i odkłada 400 zł miesięcznie to już jest jakaś kwota do dyspozycji. Dla mnie w regule 10% najważniejszy jest czynnik psychologiczny. Jeśli udało mi się przez kilka miesięcy odkładać 10% zarobków to może spróbuję odkładać 12%? Sukces motywuje, a odkładanie niewielkiej kwoty to dobra motywacja i sposób na nauczenie się rozsądnego podejścia do swoich finansów.
hehe komentujcie, komentujcie
Rentier to ktoś kto utrzymuje się z odsetek a więc odsetki mają być perpetum mobile. Dlatego coroczne urealnianie kwoty o inflację jest nieodlączną częścią definicji rentierstwa.
Jeśli osoba z tego przykladu wydaje calość odsetek a inflacja wynosi 4%, to de facto nie jest rentierem a żyje z konsumpcji kwoty kapitalu.
Dlatego to nie jest dobry przyklad ze nie można zostać rentierem bo można, tylko że kwota aby być rentierem musi być wyższa albo realna stopa zwrotu musi być wyższa albo trzeba zalożyć bycie rentierem np. z wynajmu nieruchomości bo tutaj ceny nieruchomości dlugoterminowo dostosowują się do inflacji i prawie cala kwota czynszu najmu może iść na życie ale to już zupelnie inna bajka.
Piszesz: “Jak widać, po 40 latach oszczedzania, dzięki inflacji, nasz króliczek w postaci ciekawej, odsetkogennej sumki, nadal umyka. Nadal trzeba oszczedzać więcej lat, niż czas, za jaki będziemy chcieli skorzystać z pieniędzy.”
Uważam podejście “gdy będę emerytem, to będę robił to, czego pragnę” za nieracjonalne. Na starość i siły nie te, i ochota mniejsza. Żyć trzeba tu i teraz.
Myślę Leszku, że masz mało pojęcia o pomnażaniu pieniędzy i to dlatego piszesz takie rzeczy. Ale jak wiemy ubogimi się nie gardzi więc nie bede tego robił.
Pozdrawiam
A ja sie z autorem zgodze, ma duzo racji w swoich obliczeniach mimo, ze wzial nieco za wysoka moim zdaniem stope inflacji i jednoczesnie niska stope lokat, bo obecnie przy niskich stopach procentowych, mozna znalezc lepsze lokaty, no ale zamysl byl jeden, aby uzmyslowic, ze 10% to za malo ;)
dla porzadku, powinienes jeszcze pokazac jakby to bylo gdyby nasz Kowalski oszczedzal 30-40% swoich dochodow, a ide o zaklad ze sytuacja wyglada by nieco ciekawiej ;)
marspz: masz na myśli całość bloga, ten jeden artykuł, czy co?
Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że Ty umiesz inwestować w sposób gwarantujący kilkanaście – kilkadziesiąt procent zysku co roku, jeśli tak, to pewnie nie tylko ja, ale i Czytelnicy chętnie poznają tę metodę – jak masz jakiegoś bloga, to podrzuć link, a jeśli nie masz, to służę swoim blogiem, kontakt znajdziesz w dziale o mojej osobie – prawy górny róg bloga po kliknięciu w moje nazwisko.