Koniec roku już za 10 dni. Znowu jesteśmy o rok starsi :) co zapewne nie ucieszy czytelniczek tego bloga. Miejmy tylko nadzieję, że wszystkim Nam przybyło mądrości wraz z wiekiem. Pewnie dla wielu czytelników, ze względu na odbicie na giełdach, mijający rok był udany. Jego poprzednik – rok 2008, lubię określać rokiem wielkiej wtopy. Wtedy – traciło się tu, traciło się tam, tracił każdy, nie tylko na giełdzie. A w 2009 już nie było tak źle.
Niebawem będzie więcej wolnego, podaję więc na początek zestaw swoich pytań, będących punktem wyjścia do planowania przyszłego roku. Nie wszystkie pytania bezpośrednio dotyczą stanu mojego portfela, ale są ważne. Takie zdrowie chociażby: fajnie mieć dużo pieniędzy, trafnie inwestować i w ogóle, tylko jak się tym wszystkim nacieszyć w chorobie?
Generalnie – odpowiedzi na te pytania na pewno pomogą w analizowaniu tego ile zarabiasz i dlaczego właśnie tyle.
Oto pytania:
- Co w minionym roku zrobiłeś dla swojego zdrowia? – zdrowie stawiam na pierwszy miejscu, chyba nikt nie zamierza tego kwestionować?
- Co zrobiłeś dla rozwoju zawodowego, czyli w celu podniesienia swojej wartości na rynku pracy? – zależność pomiędzy fachowością i kwalifikacjami, a poziomem zarobków też chyba nie wymaga komentarza.
- Co zrobiłeś dla rozwoju osobistego? – może – i dobrze by było, gdyby wiązało się z rozwojem zawodowym, ale niekoniecznie. Chodzi o to, czy rozwijałeś swoje pasje, zainteresowania itp. czyli – czy robiłeś coś, by być szczęśliwszy.
- Wreszcie – co zrobiłeś dla swoich pieniędzy, dla swojego majątku.
Podaruję sobie upublicznianie swoich osiągnięć i porażek w pierwszych trzech punktach, po prostu informowanie publiki o moim zdrowiu, czy niektórych zainteresowaniach uważam za zbyt osobiste. Z kategorią 4 inaczej, w końcu to blog o finansach osobistych. Wiele zrealizowanych celów związanych z finansami wiąże się też z rozwoje osobistym. Zresztą – proszę o cierpliwość, konkluzja będzie przy końcu. No to lecimy:
- Pierwsza sprawa, z której jestem najbardziej dumny – udało mi się wytrwać cały rok w blogowaniu. Dokładnie to dzisiaj jest to 14 miesięcy i 18 dni. Ponadto poszerzyłem – i to znacznie – swoją wiedzę z zakresu internetu. Jakie to ma przełożenie na pieniądze? Łatwo się domyślić – udało mi się coś tam zarobić w programach partnerskich i ogólnie “z netu” (sprzedaż linków przez AdTaily czy ręcznie na Allegro itp). Kwota może nie jest duża (mierząc ogólnie przyjętymi wielkościami “dużo pieniędzy” czy “mało pieniędzy”), ale biorąc pod uwagę, że zacząłem swoje blogowanie (i całą dalszą działalność w internecie) dlatego, że lubię pisać i interesuję się paroma kwestiami i tak zarobione pieniądze są spore. Dla mnie najcenniejsza jest jednak wiedza – poznałem sporo nowych pojęć, jak presell page :P mikser tekstu, katalogi, linki, html i w ogóle masa dla niektórych podstawowych rzeczy. Niestety – dotychczas żyłem w błogiej nieświadomości ich istnienia :)
- Druga rzecz, to postawienie pierwszych kroków w inwestowaniu w nieruchomości na wynajem. Tutaj muszę powiedzieć, że z pomocą – dobrą radą praktyka i słowami otuchy przyszedł mi Damian Żukiewicz, właściciel forum przyjaznych inwestorów. Trochę też przycisnęła mnie sytuacja – z końcem studiów musiałem wyprowadzić się z akademika i to było impulsem do zadecydowania, że lepiej przyjąć pewne ryzyko, ale mieć swoje mieszkanie, niż komuś płacić za wynajem niemałe pieniądze. Ta część mojego portfela także jest kopalnią cennej, praktycznej wiedzy, o której nie przeczyta się w żadnej książce.
- Wytrwałem w pożyczkach społecznościowych – gdzieś już w necie pisałem, że z tymi pożyczkami jest trochę jak z graniem na kontraktach – nic nie uczy tak dobrze jak kilka porządnych wtop. W ubiegłym roku (mam na myśli 2008) spłaciłem swoje frycowe, przez co w tym roku mogę się cieszyć dodatnim i to sporo – wynikiem na tej części portfela.
- Giełda – ogólnie na plus, chociaż to nie powinno być zaskoczeniem. Wynik zbliżony do całej giełdy, czego można się było spodziewać, za to doświadczenia z tego roku – bezcenne. Sprawdziłem na własnej skórze, że bessa kiedyś się kończy :) i że uśrednianie ceny nabycia na prawdę działa. Akcje pomogły mi też trochę w połowie roku, kiedy z zyskiem niektóre spieniężyłem żeby mieć na wkład własny w mieszkanie.
- Praca – osiągnąłem cel, że chcę zarabiać więcej. Szkoda trochę, że nie postawiłem sobie jasnej granicy: “chcę zarabiać XXXX PLN w swojej podstawowej pracy”, może byłoby lepiej. Ale to tylko gdybanie, cieszę się, że coś zrobiłem z tym fantem. Udało mi się też podłapać kilka ciekawych i co lepsze – płatnych “posad”, dających pewne może nie zwalające na kolana, ale istotne w moim budżecie sumy.
Do tego spisu wypadało by jeszcze dodać: Czego nie zrobiłem, mimo, że zamierzałem i dlaczego? To zostawię jednak dla siebie, oczywiście Ty zadaj sobie takie pytanie i udziel na nie odpowiedzi.
To tyle, być może dla niektórych będą to małe osiągnięcia, dla mnie są one jednak bardzo duże. A teraz obiecywana konkluzja:
To wszystko udało mi się mimo, że nie miałem wyznaczonego ścisłego planu w stylu “otworzę firmę, która będzie się zajmowac tym i zarabiac będzie tyle”. Miałem dość mgliste pojęcie dokąd zmierzam, w pewnym momencie nawet zaniechałem kontrolowania swoich miesięcznych przychodów i rozchodów.
Udało mi się coś zrobić dlatego, że nie żałowałem pieniędzy na książki, to one podsuwały mi tematy do rozmyślań i wyciągania właściwych wniosków, rzadziej gotowe sposoby. Niemniej – w mojej ocenie wyszło wyjątkowo trafnie. Książki motywowały mnie też do niektórych działań, albo do szukania bardziej szczegółowych informacji (np. podczas zakupu mieszkania, przecież o moim mieszkaniiu nie pisze w żadnej książce, ale to książka powiedziała mi, gdzie uderzyć i jakie pytania zadać, żeby uniknąć wpadki). Zatem zrób sobie na święta prezent i kup chociaż jedną wartościową książkę.
Pozdrawiam.

