Faktury elektroniczne EBPP

Leszek Maruszczyk

Fundusz bezpieczeństwa, czyli co? (1)

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 19.12.2009 | Skomentuj »

W poprzednim wpisie było o potrzebie posiadania funduszu bezpieczeństwa, który musisz mieć na wypadek utraty pracy. Wiele osób zaczyna dostrzegać, jak ważny jest to element majątku, szkoda że część z nich zauważyła ów fakt już po utracie pracy. Żeby nie było, że jestem taki święty – też przerabiałem sytuację, kiedy znaczna suma pieniędzy potrzebna mi była na gwałt, ale niestety funduszu bezpieczeństwa, z którego mógłbym coś uszczknąć – nie miałem.

To znaczy miałem, ale nie w wersji takiej, jak powinienem. Ogólnie to miałem jakieś tam aktywa, na które składał się cały “inwestycyjny przegląd” lub jak kto woli “inwestycyjny śmietnik”. Chodzi o to, że całą kasę miałem ulokowaną nie tam gdzie trzeba. Dzisiaj więc wypunktuję, co tam też miałem, wraz ze wskazaniem, dlaczego takie a nie inne aktywo nie nadaje się do funduszu bezpieczeństwa:

  1. Akcje – ja miałem wielkiego fuksa, bo kupowałem w lutym, a kasa potrzebna była mi w czerwcu. Ale mam świadomość, ze wcale nie musiało tak być. To właśnie jest powód, dla którego nie można pak0wać większości funduszu bezpieczeństwa w akcje – jak kasa będzie Ci potrzebna, a zazwyczaj potrzebna jest “na już”, to Ty zobaczysz, że na rachunku maklerskim twoje akcje są warte już tylko połowę tego, co wpłaciłeś.
  2. Monety srebrne – bezpieczna lokata kapitału, pod warunkiem że kupisz sreberko dość tanio. Z monetami tak jak z akcjami, miałem fuksa – kupiłem w miarę tanio. Problem leży gdzie indziej. Mi kasa była potrzebna za około miesiąc, więc rozkręciłem sprzedaż przez alledrogo.  W planie miałem sprzedaż wszystkich monet, co dałoby mi jakieś 8 – 10 patyków. Niestety, kupujący jakby wyczuli, że mam mało czasu na spieniężenie. Efekt: ceny niezbyt wysokie, a sprzedałem tylko 1 / 3 monet w cenie niewiele wyższej, niż zapłaciłem za nie ja sam. Całe szczęście, ze nie byłem przyciśnięty do muru jakąś ciężką sytuacją życiową. Chciałem ubić pewien interes i o mało co, ten interes nie doszedł by do skutku.
  3. Ryzykowne fundusze otwarte – fundusze akcji i konstrukcje z kategorii alternatywnych. Ta sama wada, co ją mają akcje. Szczególnie fundusze inwestujące “alternatywnie”, jak chociażby superfund. Oczywiście w dłuższym terminie jest duże prawdopodobieństwo, że inwestor co najmniej wyciągnie włożoną kasę, czy zainkasuje jakieś zyski. W krótkim niekoniecznie. Wystarczające może być przytoczenie przykładu, kiedy to jeden z funduszy superfund zaliczył 90% stratę w krótkim czasie, nie pamiętam, czy pomiędzy wycenami, czy w skali miesiąca. Potem szybko odrobił stratę – taka jego natura. Ale ona miała miejsce. Fundusz bezpieczeństwa to takie ustrojstwo, że kasę z niego trzeba czasem wypłacić z dnia na dzień, często akurat wtedy, kiedy zyskowność pozycji funduszowej dopiero jest w odległych planach.
  4. Fundusze zamknięte - czyli te, których certyfikatami obraca się na giełdzie (spis tutaj). Ich problemem są dwa rodzaje ryzyka: ryzyko ceny na giełdzie, zupełnie oderwanej od wyceny funduszu i ryzyko płynności. To tak, jakby chętny na zakup certyfikatu mówił sprzedającemu: kupię twój certyfikat, ale za połowę ceny publikowanej przez fundusz, bo skoro spieniężasz, to pewnie mocno potrzebujesz forsy; ja zaś mam czas i wcale nie muszę kupić, więc albo sprzedajesz tani, albo wcale.
    Sprzedający jest więc trochę pod ścianą, co w ogólnej finansowej sytuacji podbramkowej, jest kiepską perspektywą.

To taki krótki, prywatny i co gorsza mający swą genezę w mojej praktyce, spis błędów na samym początku budowania finansowej niezależności, czyli na etapie budowania bezpieczeństwa.

Wydawać by się zatem mogło, że jedyną słuszną opcją przy funduszu bezpieczeństwa jest lokata lub konto oszczędnościowe. Zakładając, że inflacja na prawdę wynosi tyle, ile mówią dane statystyczne, rzeczywiście małe odsetki z lokaty lub oprocentowanego rachunku da się przełknąć. Ale tylko wtedy. Ja zaś pozwalam sobie wątpić, że ceny podstawowych produktów wzrosły w ostatnim roku trzy procenty z hakiem. Jako dowód polecam przechadzkę po spożywczaku i dla porównania wspomnienie takiej przechadzki sprzed roku.

Temat realnej inflacji na razie zostawiam, a w niedalekiej przyszłości pokuszę się o zestaw możliwości lokowania kapitału w ramach funduszu bezpieczeństwa.

Pozdrawiam.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Brak komentarzy do "Fundusz bezpieczeństwa, czyli co? (1)"

Dodaj komentarz

Leszek Maruszczyk

niezależny blog finansowy

Jednym z interesujących mnie tematów są finanse osobiste, zgłębiam ich tajemnice zarówno w teorii, jak i w praktyce - w roli "konsumenta" produktów finansowych, inwestora i doradcy finansowego w jednej osobie więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player