najpierw płacić rachunki?
Dzisiaj porcja rozważań nad pewną interakcją. Jak może wpłynąć na stan Twojego majątku znana nie tylko z Kiyosakiego zasada
NAJPIERW PŁAĆ SOBIE
w zderzeniu z limitem odnawialnym czy kartą kredytową?

Prześledźmy to może na przykładzie, wymyślonym, chociaż zainspirowanym prawdziwą sytuacją.
Nasz hipotetyczny Kowalski zarabia 2 000,-. Przeczytał “Bogatego ojca, biednego ojca” i wie, że najpierw powinien płacić sobie. Jest zdeterminowany, by jak najszybciej osiągnąć majątek, więc płaci sobie nie 10%, a 20% z każdej wypłaty. W ten sposób oszczędności Kowalskiego dosyć szybko nabierają rozmiarów.
Wie, że jak najpierw zapłaci sobie, to potem kiedy braknie mu na rachunki, czy zakupy, jakoś pokombinuje i pieniądze się znajdą. Nie wie zaś, że określenie “pieniądze się jakoś znajdą” oznacza, że powinien ruszyć głową i w jakiś kreatywny sposób te pieniądze zarobić. Nie wie, bo jak wielu czytelników książek Kiyosakiego (mam na myśli tych wytykających znanego Roberta palcem) przyjmuje teksty w nich zawarte dosłownie i ani myśli się zastanowić, jak odnieść to do siebie i swojej sytuacji, tak by wszystko pasowało.
Kowalski ma też kartę kredytową, limit 5 000.
Przychodzi dzień wypłaty, więc Kowalski zaraz po jej wpłynięciu na konto kupuje – dajmy na to jednostki funduszu inwestycyjnego. Oczywiście za cztery stówy, będzie robić tak co miesiąc, bo realizuje strategię uśredniania kosztów zakupu. Zostaje mu 1600. Potem dopiero – zgodnie z zaleceniami guru z Hawajów, płaci rachunki. Czynsz – 500, gaz, prąd i woda razem 300, cztery razy w miesiącu tankuje też swój samochód, każdorazowo za stówkę (łącznie 400,-).
Na życie zostaje mu zaledwie 400 złotych, dość kiepsko… Ma za to 400 PLN oszczędności.
Tych pozostałych pieniędzy wystarcza na zakupy w najtańszym markecie na dwa tygodnie, kolejne dwa tygodnie finansowane są w sposób “kreatywny” (napisałem w cudzysłów, bo nasuwało mi się inne słowo na “kre…”), czyli po najmniejszej linii oporu – kartą kredytową.
W kolejnym miesiącu w zasadzie zarobki wyglądają tak samo wydatki też, z małym wyjątkiem. Na życie Kowalskiemu pozostało już 370 złotych, bo musiał spłacić część zadłużenia na karcie kredytowej. Tych pozostałości starcza już tylko na 12 dni zakupów, pozostałe 18 dni w miesiącu znowu finansuje kartą kredytową.
Oszczędności: 420 z poprzedniego miesiąca (fundusz poszedł w górę) plus świeże 400, razem 820 PLN.
Zadłużenie 400 z poprzedniego miesiąca minus 30, które Kowalski spłacił i w nowym miesiącu już 18/15 * 400, czyli 480,- Łącznie na karcie jest już 850 na minusie, w tym miesiącu kończy się okres bezodsetkowy na karcie Kowalskiego i uruchomi się procent składany – niestety na rzecz banku.
Kolejne miesiące wyglądają podobnie, aż Kowalski zaczyna przelewać pieniądze z karty kredytowej na rachunek bankowy (zazwyczaj z opłatą). W okolicach 14 miesiąca Kowalski wszystko już spłaca kartą, na której w międzyczasie musiał zwiększyć limit.
W 15 miesiącu sytuacja wygląda tak:
Oszczędności: 15*400* (100 + 1/2 *20%) = 6 600,-
1/2 * 20% oznacza, że Kowalski osiągnął na swoim kapitale 20% stopy zwrotu licząć dla pierwszej wpłaty, dla każdej kolejnej już mniej, bo krócej były w portfelu. Z uwagi na to, że jednostki z każdego zakupu pracowały przez inny czas, stąd przyjmuję, że łącznie cały kapitał uzyskał średnią pomiędzy najwyższym oprocentowaniem z pierwszego zakupu, czyli 20% i najniższym oprocentowaniem z ostatniego zakupu jednostek funduszu, czyli 0%. Mam nadzieję, że jest jasne.
Kredyt na karcie: w 15 miesiącu (pod warunkiem, że nie pomyliłem się w excellu ;P) wyniesie prawie 9 500,-
Łatwo policzyć, że majątek Kowalskiego (oszczędności minus zadłużenie) wzrósł o:
6 600 – 9 500 = -2 900,-
Konkluzja:
Każda książka, nawet napisana przez Kiyosakiego, na którym wiesza się obecnie psy przy każdej okazji, może zawierać potencjalnie cenne rady – za taką uważam zasadę “płać najpierw sobie”. Żadna zaś książka nie zwalnia z myślenia, mam nadzieję, że pokazałem, jak bezmyślność i pójście na łatwiznę może wypaczyć nawet dobre wskazówki.
Pozdrawiam.
Post o znanej chociażby z Kiyosakiego zasadzie “najpierw płać sobie”, która może być ok, ale może też być niebezpieczna w wypadku, kiedy po zapłaceniu sobie resztę życia finansujemy linią kredytową, kartą kredytową (jeszcze gorzej, bo na ogól nie widać w bankowych interfejsach, ile ma się na kk zadłużenia)


Taki Kowalski rezygnuje z karty i po sprawie. Będzie mniej jeździł samochodem i oszczędzał wodę / prąd / weźmie mniejszy abonament na telefon / internet to jakoś da radę oszczędzać. Otworzy bloga o swoich zainteresowaniach i to co na nim zarobi to będzie też inwestował. :)
Hehehe Zdzichu to jest wersja Kowalskiego – kombinatora, do której ja się przychylam. W artykule był zaś Kowalski – leser, co robi wszystko po najmniejszej linii oporu.
Ciekawe skąd wziąłeś inspirację o zarabianiu na blogu hehe :P