Faktury elektroniczne EBPP

Leszek Maruszczyk

Jak opanować zakupoholizm

Opublikowane przez Leszek Maruszczyk w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 17.11.2009 | Komentarze (3) »

W dzisiejszych czasach życie toczy się dość szybko, określając rzecz kulturalnie. Wszystko robimy częściej niż jeszcze 10 lat temu i raczej nie zanosi się, żeby częstotliwość ta uległa poprawie na korzyść spokojnego sielankowego życia. Tempo takie wpływa też na portfel – częstsze zakupy, to i więcej pokus fundowanych przez sklepy, więcej zbędnych gratów w koszyku, czy owoców chwilowych zachcianek. To także kupowanie rzeczy na prawdę potrzebnych w zbyt dużej ilości.

Reklamy nam nie pomagają opanować szału zakupow, w końcu nie po to są, żeby siać wśród narodu opamiętanie, a po to, żeby zakupowy amok jeszcze rozniecić. Dowiesz się z nich, że jednym z kulturalno – rozrywkowych zajęć XXI wieku są właśnie zakupy. Jak masz zły humor – kup czekoladę, modny ciuch, torebkę, portfel i co tam jeszcze. Dostałeś premię – trzeba ją wydać, w końcu nagroda Ci się należy. Jak nie starczy, bo premia jest kiepska, z pomocą przyjdzie Ci twoja ukochana karta kredytowa. Podwyżka? Po co niszczyć sobie portfel? Na pewno można ją na coś wydać! ….

Widzisz? W jawny sposób kłóci się to z dążeniem do finansowej niezależności, do której dojść możesz zwiększając przychody, zmniejszając wydatki i inwestując pozostałe pieniądze. Sklepy chcą, byś był jak najbardziej zależny finansowo. Codziennie jakiś stara się włożyc swoją łapę w twoją kieszeń, do portfela. I koniecznie użyj karty kredytowej, jeszcze lepiej kilku, wtedy już na pewno sklep na spółkę z bankiem Cię dopadnie. Żegnaj wizjo życia z odsetek, witaj życie z harówy na kolejne badziewie i odsetki.

Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że nadmierne zakupy nikogo nie wzbogacą. No może z wyjątkiem sprzedawców. Ale to nie sklep z ciuchami, hipermarket, czy centrum handlowe zapewni Tobie niezależność od pracy na etacie. Możesz to zrobić tylko Ty sam. Możesz to zrobić atakując swoją stronę kosztową życia, co jest zdecydowanie łatwiejsze niż rozkręcanie coraz to nowych źródeł przychodu.

Oczywiście nad nowymi źródłami wpływu gotówy na twoje konto tez pracuj, bo nie można ciąć kosztów w nieskończoność, pracuj też nad tym, żeby z obecnych źródeł przychodów wycisnąc ile się da. Zapewne zajmie Ci to nieco czasu, więc dzisiaj zabierzmy się za ograniczanie wypływania pieniędzy.

Co możesz zrobić?

  1. Przede wszystkim kontrola wydatków. Stara szkoła zalecała notesy, ta nieco nowsza arkusze kalkulacyjne. Zrobić odpowiedni arkusz pod swoje potrzeby to zadanie zajmujące trochę czasu, być może po drodze będziesz musiał przeczytac co nieco o Excellu, Lotusie, czy Calcu. Najnowszy trend przychodzi zaś zza oceanu i są to rozwiązania rysujace wykresy, uczące się jak zakwalifikować dany wydatek itp. Myślę, że przeczytać w liczbach o tym, że wydało się na fajki i piwo 300,- podczas kiedy cały twój budżet wynosi 1500, a co innego zobaczyć na wykresiku, że słupek oznaczający wydatki na używki niedługo dogoni słupek oznaczający pensję.
  2. Planowanie wydatków. Zazwyczaj wiąże się z przemyśleniami typu “co mi jest na prawdę potrzebne i kiedy”. Odwrotność planowania to zakupy impulsowe, czyli to do czego nakłaniają reklamy. Do czego prowadzą zakupy impulsowe? Jeśli nie wiesz, przeczytaj raz jeszcze wstęp. Do planowania znowu nadają się serwisy do zarządzania finansami osobistymi – ustawiasz sobie przypomnienie, że co miesiąc masz na cel X odłożyć kwotę Y. Nie zapomnisz zatem.
  3. Metoda drastyczna. Wcześniejsze dwie polegały na ustawicznym działaniu w celu zdobycia świadomości swoich przepływów pieniężnych, żeby potem dobrze je zaplanować i zoptymalizować (np. odkładam na wydatek 600 PLN za rok co miesiąc 50 PLN zamiast wziąć kredyt za rok na 600 PLN i spłacić łącznie 900 PLN; Widzę, że sporo idzie na papierosy, więc rzucam to świństwo i oszczędzam co miesiąc kilka stów). Metoda drastyczna zaś powinna być zastosowana, jeśli dwie poprzednie nie odnoszą skutku (wiesz, że masz wydać za rok 600 PLN, wiesz, że bulisz masę forsy na papierosy, ale nic z tym nie robisz). Polega na tym, żeby przez najpierw jeden dzień w tygodniu, a potem coraz częściej nie zabierać ze sobą żadnych środków płatniczych (gotówka, karty). Z tym, że na prawdę musi to być CAŁY dzień, a nie tylko wtedy kiedy jesteś w pracy czy na mieście. Z czasem przyzwyczaisz się, że dzień bez kupowania też da się przeżyć i jest prawdopodobne, że jak dojdziesz do zakupów tylko raz w tygodniu, to każde z nich dobrze zaplanujesz. A nawet jak ulegniesz ten jeden raz w tygodniu swoim impulsom zakupowym, to i tak będzie to o 6 / 7 mniej impulsów zakupowych niż dotychczas.

Na koniec: do czego może prowadzić zakupoholizm?

Pozdrawiam.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (3) do "Jak opanować zakupoholizm"

  1. Johnny powiedział(a):

    Zamiast arkusza kalkulacyjnego polecam darmowy program GnuCash. Program jest oparty na tzw. zasadzie podwójnego księgowania, czyli każda transakcja pojawia się w dwóch miejscach. Np. kupno czekolady zwiększa sumę na koncie “Wydatki:Słodycze” i zmniejsza na koncie “Posiadane:Portfel”. Dzięki temu łatwo utrzymać porządek, bo po spisaniu wydatków można porównać saldo na koncie “Portfel” z faktyczną zawartością portfela (i pomyśleć czego jeszcze nie wpisaliśmy do programu).

    GnuCash sprawdza się też dość dobrze przy bardziej skomplikowanych konfiguracjach, np. kiedy mamy karty kredytowe, inwestujemy w fundusze, pożyczamy pieniądze znajomym itp.

    Niestety program ma swoje wady: trzeba poświęcić na początku trochę czasu, żeby zorientować się jak to działa. Do tego wersja pod Windows jest brzydka i trochę zabugowana.

  2. Leszek Maruszczyk powiedział(a):

    Ja z kolei jestem przeciwnikiem trzymania takich danych na kompie. Raz, że może Ci się ktoś włamać i poczytać sobie albo dowiedzieć się tego, czego nie powinien, a dwa, że może Ci zawsze paść komp. Już prędzej skłaniam się w stronę tego, do czego dąży ifin24 lub kontomierz. Ifin ma być płatny, a kontomierz bezpłatny, sam więc jestem ciekaw, co “góra” zaproponuje w zamian za miesięczną opłatę…

  3. madmario powiedział(a):

    To zależy od stopnia paranoii. Dla mnie, trzymanie danych o moich finansach lokalnie wydaje się pewniejsze niż gdzieś na serwerze – do nich też można się włamać. Jeśli paranoja jest większa, można sobie trzymać plik z takimi danymi na zaszyfrowanej partycji i dodatkowo działać na mniej popularnym systemie operacyjnym.

Dodaj komentarz