Tak sobie wymyśliłem, że skoro o inwestycjach studentów napisali już najpierw Rafał Małkiewicz, a potem Trystero, to co mi tam – nie będę gorszy. Rafał wybrał scenariusz optymistyczny – regularne kupowanie KGHM, a Trystero dla równowagi wybrał Agorę, gdzie teoretyczny student – inwestor straciłby pieniądze przez 5 lat studiów. Obaj użyli danych, które miały dowieść ich tezy – Rafał dowodził swoim artykułem, że można sporo zyskać, Trystero wybrał dane ostudzające ewentualny zapał – Agora w okresie 5 lat inwestycji przyniosła ogromne straty.
Ja natomiast chciałbym jakoś wypośrodkować, tym bardziej, że osobiście w czasie trzech z pięciu lat na studiach próbowałem inwestowania pieniędzy z kredytu studenckiego.
Zanim przejdę do konkretów, chciałem zaraz uciąć komentarze typu: odbierasz pieniądze staruszce, co handluje kwiatami, biednym dzieciom itp. Drodzy komentatorzy, stojący na stanowisku, że student przede wszystkim powinien studiować – wszystko się zgadza, ale co mi przeszkadza oprócz studiowania nabyć trochę wiedzy i umiejętnosci z zakresu finansów osobistych. I od razu zaznaczam, że nie mam wyrzutów sumienia, że niby odbieram komuś pieniądze. Nawet jeśli tak, to w co najmniej równym stopniu powinny te wyrzuty mieć te staruszki, którym się w domu nudzi i codziennie siedzą bez powodu u kolejnego lekarza, ja zaś w chwili poważnej potrzeby nie mogę się dostać do lekarza wcześniej jak za pół roku. W równym stopniu powinien mieć wyrzuty startujący przedsiębiorca, który z Urzędu Pracy pobiera dotację na rozpoczęcie działalności, a potem jeszcze przez dwa lata płaci mniejsze składki ubezpieczeniowe. I wreszcie powienien mieć wyrzuty każdy, kto skorzystał z tzw. “unijnych pieniędzy”, czy to przedsiębiorca, czy osoba prywatna, korzystająca z dofinansowania w ramach programu ograniczania niskiej emisji. Może i są to pieniądze z Unii, ale przecież w jakiś pośredni sposób wszyscy się na nie składamy. “Winnych” zabierania wspólnych pieniędzy wymieniać mógłbym długo, ale nie o to chodzi.
Skoro mamy już kwestie moralne inwestowania pieniędzy z kredytu studenckiego załatwione, przejdźmy dalej.
W tym miejscu chciałem się odnieść do danych przedstawionych przez moich kolegów. To, co przedstawił Rafał, jest dość podkolorowane, ale nie niemożliwe. Pomijam, że inwestowanie wszystkich pieniędzy, dodatkowo z kredytu, w jeden walor, to jawne pogwałcenie podstawowych zasad zarządzania kapitałem i dywersyfikacji. Jednak – teoretycznie ktoś mógłby mieć takiego fuksa, mógłby mieć i większego.
Z kolei Trystero przedstawił raczej czarny scenariusz, jako przeciwwaga do artykułu Rafała. Tam inwestor poniósłby ogromne straty, przede wszystkim dlatego, że na cudzych pieniądzach, które kiedyś będzie trzeba oddać. Tak ja wcześniej – również ta sytuacja może mieć miejsce, zresztą prywatnie uważam, że przy włożeniu pieniędzy w jedną spółkę jest bardziej prawdopodobna.
Zatem – nasz student musi wybrać coś, co przynajmniej niesie obietnicę (wszak pewna jest tylko śmierć i podatki) wyjścia na koniec inwestycji z włożonym kapitałem i jednocześnie daje możliwość zarobku, najlepiej dużego. Teraz istnieją już takie rozwiązania inwestycyjne, w czasach kiedy ja startowałem, nie było rozwiązań godzących bezpieczeństwo i szanse na zysk, no chyba że lokaty (oprocentowanie 3,5% w tamtych czasach to było na prawdę sporo). Ja więc najpierw zainwestowałem w fundusze akcji – była jeszcze hossa, więc zarobiłem. Potem trochę zarobiłem na certyfikatach na wzrost ropy, następnie na jej spadek i na funduszach obligacji dolarowych i w euro (kiedy PLN się osłabiał). Ja wyszedłem na tych operacjach na plus, co nie znaczy, że każdy student – inwestor będzie miał tyle szczęścia.
No dobra, załóżmy, że nasz przyszły Buffet podejmuje się inwestycji na kredyt. System inwestowania tak jak u moich kolegów, napierw 3 000 na start, następnie 594 PLN 10 razy w roku. Nie będę się podejmował konkretnych obliczeń, bo musiałbym użyć danych historycznych. To zaś pociągnie nieuniknione pytania: “Skąd mam wiedzieć, że za 5 lat będzie tak samo”, albo oskarżenia o moanipulowanie wynikami (że niby wybrałem to co mi pasowało). Tak więc – tabelkę sobie darujemy.
Przeglądnijmy, co może wybrać student:
- Forex – zdecydowanie odradzam grania cudzymi pieniędzmi (lewar nr 1) na zlewarowanym rynku (lewar nr 2, w sumie lewar do kwadratu). Napisałem to, bo w zasadzie nawet przez myśl mi nie przeszło w czasie moich inwestycji ładować się z pieniędzmi na Forex, ale w komentarzach pod artami kolegów ktoś taki przypadek przytacza, pejoratywny oczywiście. Jeśli ktoś chce wrzucać cudzą kasę na Forex, to chyba lepiej zrobi inwestując w jakiś środek poprawiający procesy myślowe (np. lecytyna), no chyba że jest traderem z wieloletnim doświadczeniem (ale w takim razie co robiłby na studiach? I jak uzyskałby kredyt? – ograniczenia wiekowe). Jeśli już się ktoś upiera przy forexie, to raczej optowałbym za strategią carry trading na małym lewarze, niż za czystą spekulacją na lewarze stukrotnym.
- Akcje – jeśli już to w ograniczonym zakresie. Przy wspomnianych kwotach niecałych sześciu stów co miesiąc trudno zachować dywersyfikację czy stosować się do zasad zarządzania kapitałem. No i przy tak malutkich zleceniach, poważny koszt stanowią prowizje biura maklerskiego, może się okazać, że większy niż koszty zarządzania w funduszu.
- Fundusz akcji – rozwiązanie dużo lepsze niż akcje, raz, że można wpłacać nawet po 50 pln, czyli można zastosować dywersyfikację pomiędzy funduszami (np. część w funduszu małych spółek, część w zagranicznym, część w surowcowym i część w funduszu inwestującym w złoto), a dwa, że kupujemy w funduszu cząstkę wielu akcji, czyli jest dywersyfikacja w obrębie samych spółek. Stałe zakupy za tę samą kwotę zdają tutaj egzamin jeśli nie planujesz raczej wykorzystać pieniędzy zaraz po studiach (co rozumiem jako kontynuację strategii jeszcze przez jakiś czas – kilka lat).
- Fundusze mieszane – niby rozwiązanie ok, prawdopodobieństwo straty takie samo jak w FA, tyle, że teoretycznie strata ta powinna być mniejsza. W tej grupie mieszczą się też fundusze otwarte z ochroną kapitału – to już jest to czego szukamy, czyli możliwość ciekawych zysków i względna pewność co do odzyskania chociaż włożonego nominału.
- Fundusze obligacji, pieniężne i lokaty – mogą być dobrym rozwiązaniem tylko w wyjątkowych przypadkach, jak chociażby wygasająca “wojna lokatowa”. Małe prawdopodobieństwo straty, podobnie jak możliwość dużych zysków. Opcja dobra, kiedy zaraz po studiach planujesz zakup mieszkania i chcesz jak najszybciej zebrać wkład własny, wtedy nie ma co ryzykować dla kilku procent na giełdzie.
- Lokaty strukturyzowane z ochroną kapitału – mam na myśli te kupowane na giełdzie. Dość często na GPW zdarza sie sytuacja, kiedy obligacja strukturyzowana o nominale 100 PLN i 100% ochronie kapitału sprzedawana jest za 90 PLN. Emitent gwarantuje zaś, że wykupi za 100% nominału. Wartości te są przykładowe, były i takie sytuacje, kiedy stukturki chodziły po 80% gwarantowanego nominału jeszcze rok przed wykupem. Minus jest taki, ze trzeba trzymać strukturę do dnia wykupu, bo ich płynność na giełdzie zostawia wiele do życzenia. Raczej nie możesz liczyć, że sprzedasz je na rynku drożej niż kupiłeś, chociaż jest to możliwe. Przy takiej inwestycji lektura prospektu emisyjnego OBOWIĄZKOWA! Może się okazać, że ochrona kapitału jest, ale wygasa kiedy np. aktywo bazowe zanurkuje poniżej 70% ceny początkowej.
To tyle, sprytnym studentom polecam zwrócenie uwagi na trzy ostatnie punkty, myślę, że ich zastosowanie może nie przyniesie nikomu kokosów jak w artykule Rafała Małkiewicza, ale też nie spowoduje dramatu jak w przykładzie Trystero. Myślę, że są to w miarę bezpieczne sposoby na zysk w tej ryzykownej sytuacji, jaką jest inwestowanie na kredyt. Kiedy ja byłem na studiach, takich okazji nie było i spekulowałem, wyszedłem na tym na plus, ale mam świadomość, że wcale tak nie musiało być.
Pozdrawiam.


Leszku,
KGHM był specyficznym przykładem i podkładką do tego by w przyszłości napisać o innej spółce. KGHM to przykład jakich mało, ale w perspektywie kolejnych 5-7 lat jest spółka, która z dużym prawdopodobieństwem wzmocni się i odniesie duży sukces. Będę o tym pisał i inwestycja w tę spółkę warta będzie poświecenia np. kredytu studenckiego.
Hej!
No, to chętnie się dowiem, co to za spółka :) Nie czepiam się przykładu z KGHM – em, jak inni, po prostu stwierdzam, że jest to możliwe, tak jak możliwe jest zaliczenie wtopy.
Nie napisałem też, że inwestycja taka, czy inna dała zwrot X% czy Y%, bo sam wiesz, że zaraz posypały by się na mnie gromy, że wybieram specjalnie dane…
Ale ogólnie to masz moje poparcie, jestem za tym, żeby młody człowiek jak najwcześniej zaczął myśleć o swoich finansach. Wydaje mi się, że pozytywny przykład “kagiehu” dobrze rozbudza wyobraźnię, czyli twój post spełnia swoją rolę (mam wrażenie, że własnie chciałeś zachęcić studentów do refleksji nad swoimi finansami).
Post Trystero z kolei miał przestrzegać przed zbytnią ufnością w prezentowane w necie dane i przed zbytnim entuzjazmem, Myślę, że też spełnił swoje zadanie.
Ja zaś pokusiłem się o opisanie, jak ja podszedłbym do tematu teraz, mając już tę wiedzę, którą posiadam.
@ Panowie powyzej
Moj tekst ostrzegal przed zmanipulowanymi poprzez cherry picking danymi, ktore maja za zadanie zachecic do okreslonego dzialania.
Wyraznie napisalem, ze uczciwe przedstawienie sprawy wymagaloby wybrania szerokiego indeksu w przypadku indywidualnych inwestycji oraz, ze wybralem Agore SPECJALNIE po to by pokazac do czego prowadzi cherry picking.
@ Trystero: Czyli chyba dobrze napisałem, że przestrzegał przed zbytnią ufnością w dane publikowane na necie?
super strona! pozdrawiam