Tak się składa, że w finansach osobistych matematyka jest ważna. Liczysz procenty, bilans miesiąca, średnie giełdowych kursów, wreszcie liczysz podatki, jeśli masz od czego podatek odprowadzić :) Wydawałoby się, że nie ma tu miejsca na sentymenty, jedynie wzory matematyczne, kaalkulatory i komputery. Pamiętaj jednak – człowiek to nie bezmyślna maszyna. Człowiek posiada jeszcze emocje, często właśnie emocje decydują o wygranej bądź przegranej. Tak samo jak determinacja w dążeniu do celu (też silnie powiązana z emocjami), tak i twoje nastawienie może decydować o końcowym sukcesie bądź porażce.
Matematyk ze mnie słaby, nadrabiam więc właśnie tym, że staram się opanowywać emocje, szczególnie te negatywne. Żebym nie był gołosłownym, poniżej kilka przykładów, zarówno na porażkę, jak i na sukces. Przykłady z mojego własnego życia dobrane jeszcze z okresu, w którym o giełdzie praktycznie nic nie wiedziałem.

- Kupno akcji z negatywnym nastawieniem: w roku 2005 bodajże jako jedne z pierwszych walorów zakupionych przeze mnie były akcje TVN – u i równie nielubianego, co znanego operatora telefonii stacjonarnej, TEPSY. Pamiętam, że jakoś wewnętrznie wtedy nie wierzyłem w te akcje, pewnie dlatego też widziałem same negatywne informacje o tych dwóch spółkach. Potem, jakiś rok później, prześledziłem jeszcze raz info o TVN i TPS ze wspomnianego okresu, okazało się, że było mniej więcej tyle samo pozytywnych, co i negatywnych informacji. Ja natomiast widziałem tylko te negatywne, co tylko pogłębiało moje wątpliwości. Jak się ta historia skończyła? W czasie hossy na obu spółkach potracić po 15%, to rzeczywiście trzeba mieć pecha, albo wyjątkowy talent :) Mnie się udało :P
- Jakiś czas później, nauczony na lekcji z p.1 podszkoliłem się trochę, dowiedziałem się także o “inwestowaniu w wartość”. Jako, że czytałem o tym stylu inwestowania “po łebkach”, doszedłem do wniosku, że cała metoda sprowadza się tylko do właściwej wartości wskaźnika ceny do wartości księgowej. Przeczesałem tabele giełdowe i znalazłem swoje dwa typy – PGNIG i Mieszko, oba ze wskaźnikiem C/WK w okolicach 0,5. Byłem pewien, że teraz na pewno mi się uda i rzeczywiście, kursy moich “czarnych koni” z początku sobie tak podjeżdżały trochę do góry, trochę w dół, ale nic specjalnego się nie działo. W końcu jednak wystartowały w pożądaną przeze mnie stronę i mogłem skasować zysk.
- Trzeci przykład już nie jest mój własny. Jest to przykład firmy, prowadzonej przez “sklepikarza” z małej miejscowości. Rzecz zaczyna się z początkiem lat 90 – tych, mam okazję do dziś znać syna owego sklepikarza, który w międzyczasie stał się takim lokalnym prawie – monopolistą. Dzięki synowi też wiem, jak w pewnych momentach ciężko było jego ojcu, szczególnie w połowie lat 90 – tych, kiedy inflacja była liczona w dziesiątkach procent. Okres ten znam także z tego, że inflacja zdusiła dotąd dobrze prosperującą firmę moich rodziców. Ale wróćmy do pana od spożywczaków – miał facet determinację, miał też wielki entuzjazm do tego co robi. Z perspektywy lat wydaje mi się, że tylko to pozwoliło mu utrzymać się na rynku do lepszych czasów, bo na pewno nie można powiedzieć, że lata ogromnej inflacji przetrwał dzięki sztabowi najwyższej klasy menadżerów.
Przykłady ukazujące wręcz bezpodstawny entuzjazm, czy pesymizm wybrałem specjalnie. Kupując akcje z p. 1 nie miałem pojęcia co to jest C/Z i że wartość tego wskaźnika w okolicach 30 nie wróży dobrze inwestycji. Po prostu miałem jakieś wewnętrzne przeczucie, że coś pójdzie nie tak. Rzeczywiście poszło nie tak – dostrzegałem same negatywy bycia akcjonariuszem TVN – u i Tepsy – skutek był taki, że sprzedałem je w najgorszym możliwym momencie – ze stratą i na chwilę przed rajdem w górę. Z kolei przykład z Mieszko i PGNIG – nie chcę powiedzieć, że był to superdobry wybór. Wybór był przeciętny, jak to w hossie, każda spółka ma swoje 5 minut. Ja jednak podchodziłem pozytywnie do tej inwestycji, dzięki temu udało mi się dotrwać do momentu, kiedy kursy poszły mocno w górę. Podobnie przykład sklepikarza – facet marzył o sklepie, pewnie nawet nie wiedział jakie mechanizmy rynkowe wpływają na inflację i jak inflacja wpłynie na jego biznes. Po prostu przeczekał sprawę, gdyby nie odczuwał satysfakcji z posiadania sklepu watpię, żeby mu się to udało. Być może posłuchałby rad, że jest na rynku kiepsko i zamknąłby interes.
Oczywiście nie chcę też powiedzieć, że wystarczy wzbudzić w sobie radochę i każda inwestycja zamieni się w złoto. Warto mieć jakiś powód, dla którego sądzisz, że Ci się uda. Z tym, że musi to być w miarę racjonalny powód. Jeśli nie będzie, to patrz punkt 1 – wtedy też mi się wydawało, że akcje powinny iść w górę, bo TVN i TPS są znanymi firmami (tylko proszę nie nabijajcie się w komentach :P ). Z tyłu głowy siedział sobie jednak głos pesymisty, który podpowiadał, że jednak się nie uda.
Na koniec rada: jeśli masz więcej pewności niż wątpliwości, zainwestuj. Jeśli jest przeciwnie, lepiej poczekaj na inną okazję.
Pozdrawiam.


Generalnie to im więcej wiesz tym coraz to więcej masz wątpliwości (niż pewności). I tak, jak zaczynasz rozkładać na czynniki pierwsze bilans Spółki, RZiS, zaczynasz porównywać wyniki, wskaźniki po których pojawiają się kolejne wątpliwości. Zaczynasz sprawdzać dalej w prasie szukasz dalej etc. etc.
Puentując nigdy nie będzie tak, że będziesz miał 100% pewność co to teraźniejszości a tym bardziej do przyszłości.
Ja też doskonale pamiętam swoje początki z giełdą. Na wejściu popełniłem największy błąd ponieważ włożyłem całą kasę (nie była wielka ale jak na studenta dość spora) w jedną spółkę – Mostostal Zabrze. Na początku mi się udało zarobiłem 25% i tu drugi błąd – zamiast sprzedać i być zadowolonym z zysku trzymałem dalej, ponieważ było mi mało. Potem były zjazdy – sprzedałem, w między czasie kupiłem coś innego i byłem trochę pod kreską. Chcąc się “odrobić” wróciłem do MSZ ponieważ miałem z nią dobre wspomnienia (kolejny błąd) i wtedy akurat była korekta kilkumiesięczna i w 4 dni straciłem bodajże 50%. Finał był taki że sprzedałem w dołku :)
Oczywiście było to wszystko bolesne, ale bardzo pouczające ponieważ do tej pory pamiętam moje błędy. Jedna sprawa to przeczytać książki o psychologii inwestowania, a druga – znacznie trudniejsza – wprowadzić w życie poznane zasady. Gdyby nie emocje to moim zdaniem znaczna część inwestorów byłaby dorobiona.
@ Filip: przez to na koniec napisałem, że należy inwestować kiedy ma się więcej pewności niż wątpliwości, których nigdy wyeliminować do końca się nie da. Takie są kruczki naszej psychiki.
@ Wheelie: jasne, że emocje są przyczyną chyba większości porażek inwestycyjnych, ważne więc by tak się przerobić emocjonalnie, żeby były po naszej stronie.
Wątpię, aby bez emocji większość inwestorów mogła się dorobić (część na pewno, ale nie większość). W końcu zyski biorą się z tego, że my odbieramy pieniądze innym inwestorom – niezależnie od tego, czy oni są stratni na transakcji czy dokonali inwestycji życia. Rajd w górę nie może wszakże wiecznie trwać; to dzięki emocjom właśnie dokonywanych jest tyle transakcji. Emocje są głównym silnikiem ogromnego ruchu na rynku, potrzeba – takim dodatkowym, zapasowym ;)
Z drugiej strony można mieć 100% pewności odnośnie konkretnej inwestycji, a przeciętny człowiek podąży za tłumem mimo to, targany emocjami w krótkim okresie.. Emocje mogą być bardzo silnym źródłem naszych sukcesów i motorem na przyszłość, ale nauka jak je wykorzystywać jest bolesna!
@Wheelie – kiedyś popełniłam podobny błąd, ale nie sprzedałam na dołku. Nieco wściekła na samą siebie pojechałam na urlop, później w przebłysku przytomności stwierdziwszy że odległość i inne tematy pomogły. Przegapiłam pierwszy duży wzrost, potem był spadek i znów krótki wzrost – tym razem po prostu zadziałałam i odzyskałam kapitał z małym zyskiem, zamiast liczyć na gwiazdkę z nieba. Może nie skończyłoby się tak dobrze, gdyby nie planowany urlop – ale chyba jednak rację mają ci, którzy twierdzą, że po stratach albo dużych emocjach trzeba zrobić sobie przerwę i nabrać dystansu.
Gdy ja zaczynałem zaczynałem niepewnie, lecz z każdą transakcją nabierałem pewności, dla młodego inwestora kilkanaście transakcji pod rząd każda na plusie, 700% zysku… a pewność czasem gubi – margin call jest doskonałym nauczycielem;)
Pozdrawiam