Jak się pewnie domyślasz, dzisiejszy wpis ma coś wspólnego z referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego, odbywającego się dziś w Irlandii. Cóż, rok temu obywatele Zielonej Wyspy w referendum na ten sam temat zagłosowali, mówiąc Traktatowi “NIE”. Rząd Irlandii poczekał rok i zapytał raz jeszcze swoich obywateli, co sądzą o Traktacie.

Zielona Wyspa, gdzie referendum odbywa się dwa razy
Przypomina mi to sytuację, w jakiej stawiają swoich klientów pracownicy pewnego znanego banku o zielonym logo. Pan Bankowiec przy udzielaniu kredytu gotówkowego, zapyta klienta: Chce Pan kredyt z ubezpieczeniem, czy bez ubezpieczenia? Kiedy klient odpowiada, że bez, to przedstawiciel banku po chwili przerwy pyta ponownie, dając do zrozumienia, że będzie powtarzał pytania dotąd, aż klient “dobrowolnie” powie, że jednak chce to ubezpieczenie.
W tej samej sytuacji są mieszkańcy Zielonej Wyspy, ciekawe, czy w przypadku odpowiedzi negatywnej, rząd zapyta po raz trzeci, jak w zielonym banku (co za zbieżność kolorów :P)
Osobną sprawą jest to, co można zobaczyć w Telewizorni. Jak dla mnie śmieszny jest widok zaaferowanych Irlandczyków, przekrzykujących się na ulicach, jedni że “tak”, inni, że “nie”. Obawiam się, że obie grupy, oprócz czerwonych ze złości twarzy mają jeszcze jedną wspólną cechę – ni bardzo wiedzą o czym mówią. Skąd u mnie takie podejrzenie?
Po pierwsze – telewizor oglądam tylko idąc “w gości”. Mam komfort nieposiadania telewizora w domu i zarazem komfort błogiej nieświadomości nieinteresujących mnie spraw. Przyznaję bez bicia – do dziś nie wiedziałem, co daje Traktat Lizboński, pomogła w pewnym sensie Wikipedia.
Po drugie – Spójrzmy na własne podwórko, jak wyglądają wszelkiej maści wybory. Tak na prawdę obywatel oddający głos, przeważnie powiela głos kogoś z telewizora, z radia, czy internetu. Bo politycy zadają pytania szaremu Kowalskiemu z nadzieją, że ten nie będzie znał odpowiedzi i wtedy oni łaskawie mu wyjaśnią, która opcja jest dla Kowalskiego lepsza. Zastanów się, za co zagłosowałaś lub zagłosowałeś na tego, na kogo zagłosowałeś?
Jeśli zagłosowałeś na Kaczyńskiego, to zapewne dlatego, że jego wizja (wizja rządów roztaczana przez Kaczyńskiego, a nie wizja Kaczyńskiego jako takiego) została Ci przedstawiona jako lepsza, niż wizja Tuska, Pawlaka, czy Napieralskiego. Podobnie jeśli zagłosowałeś na kogo innego. Być może to trochę przykra prawda, ale wybory to tylko powtarzanie cudzych opinii, a nie wybieranie konkretnego celu dla kraju. Niewybieranie celu dlatego, że tak na prawdę nikt tego celu obiektywnie nie przedstawia.
To tak, jakby wszyscy obywatele wsiedli do jednego autobusu. W pewnej chwili autobus dojeżdża na rozdroże (wybory), pasażerowie demokratycznie muszą zdecydować, gdzie jechać.
Kierowca przekonuje: Jadąc w prawo, dojedziemy do celu!
Zaś pilot tej wycieczki krzyczy, że tylko wybierając jazdę w lewo można osiągnąć cel.
Wycieczkowicze dzielą się na dwa obozy, jedni z wypiekami na twarzy przekonują drugich o słuszności swojego wyboru, drudzy to samo. Problemem nie jest fakt, że jedna opcja jest słuszna, a druga nie. Problemem jest, że żaden z nich tak na prawdę nie wie, gdzie ma dojechać autobus, a mimo to święcie wierzy, że wybrana przez niego droga doprowadzi do celu. Tylko co jest celem?
Irlandczycy – chciałoby się powiedzieć, że mają uproszczoną sprawę. Mogą wybrać tylko jedną słuszną opcję, także (zapewne) nie znając celu. Jeśli większość wybierze złą opcję, autobus zawraca i przyjeżdża na to samo rozdroże za rok…
Pozdrawiam.

