Faktury elektroniczne EBPP

Wpisy z kategorii: Gospodarka

Debiut giełdowy LinkedIn i wycena spółek z sektora social media

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 20.05.2011 | Komentarze (8) »

W lutym 2011 roku napisałem tekst o wycenach spółek z sektora social media. Zwróciłem uwagę między innymi na LinkedIn, portal społecznościowy skupiający się na kontaktach biznesowych. Secondary market (rynek wtórny dla obrotu akcjami firm, które nie są jeszcze notowane na giełdzie) wyceniał wtedy LinkedIn na 2,2 mld USD przy 160 mln USD przychodów i 10 mln USD zysku w pierwszych 9 miesiącach 2010 roku. W całym 2009 roku spółka zanotowała 4 mln USD straty przy 120 mln USD sprzedaży. LinkedIn przygotowywał się do oferty publicznej.

Wczoraj spółka zadebiutowała na  New York Stock Exchang. W ofercie publicznej akcje LinkedIn (LNKD) wyceniono na 45 USD, a całą firmę na 4,3 mld USD. Jednak na zamknięcie notowań w dniu debiutu za akcje LNKD płacono około 95 USD co daje kapitalizację firmy na 8,9 mld USD. W trakcie notowań LNKD kosztował nawet 120 USD za akcje!

Za Abnormal Returns

Za Abnormal Returns

W 2010 roku LNKD zanotował 243 mln USD przychodów i 15,3 mln zysku netto. To daje wycenę na poziomie cena/sprzedaż 36 i cena/zysk 593. W pierwszym kwartale 2011 roku LNKD zanotował 94 mln przychodów i 2 mln zysku netto. Zakładając, że wzrost wyników z I kw. 2011 się utrzyma (przychody wzrosły o 110% a zysk netto o 15%) LNKD osiągnie  w 2011 roku 510 mln USD przychodów i 17,5 mln USD zysku netto (być może zysk netto za 1 kw. obniżyły koszty IPO). Wskaźnik cena/sprzedaż przy obecnej kapitalizacji wyniesie 17,5 a cena/zysk 510. Bańka spekulacyjna? LNKD posiada około 100 mln użytkowników co wycenia każdego z nich na 89 USD.

Przy podobnym do LinkedIn wskaźniku cena/sprzedaż za 2010 rok Google wart byłby ponad bilion dolarów (zamiast 170 mld obecnie) a Apple 2,3 biliona dolarów (zamiast 314 mld USD obecnie).

Czytaj dalszą część »

Bitcoin, czyli bezradność wobec bąbli spekulacyjnych

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 19.05.2011 | Komentarze (202) »

Powiem szczerze, że fascynuje, bawi i niepokoi mnie jednocześnie zainteresowanie przeciętnych użytkowników Internetu wirtualną walutą o nazwie bitcoin (w skrócie BTC). Od kilku, kilkunastu dni otrzymuję w tej sprawie korespondencję elektroniczną.

Dlaczego ten nagły wzrost zainteresowania bitcoinami wzbudza we mnie takie uczucia? Obraz jest lepszy od tysięcy słów dlatego pozwolę sobie pokazać wykres kursu BTC do dolara:

Za Bitcoin Charts

Za Bitcoin Charts

Wygląda na to, że od października 2010 roku wartość bitcoina w stosunku do dolara wzrosła siedemdziesięciokrotnie. Nie o 70% lecz siedemdziesiąt razy.

Od początku kwietnia 2011 roku kurs BTC wzrósł siedmiokrotnie. Miało to związek z upowszechnieniem wiedzy o sieci bitcoinowej w mainstreamowych mediach. Wielką rolę odegrał przede wszystkim entuzjastyczny artykuł, który Jerry Brito opublikował na stronach Time.

Od października 2010 roku nie zmieniła się wewnętrzna, fundamentalna wartość BTC. Wynosi obecnie zero. Dokładnie tyle samo co pół roku temu i rok temu. Bitcoin jest walutą typu fiat. Nie posiada wewnętrznej wartości. Jej wartość wynika tylko i wyłącznie z zaufania jakim darzą nią korzystający z niej ludzie.

Ktoś powie: to zupełnie tak samo jak z dolarem czy złotym! Otóż nie. Dolar i złoty czerpie swoją wartość z dwóch czynników. Pierwszym jest zaufanie konsumentów. Przyjmuję banknot 100 złotowy bo wiem, że w sklepie kupię za niego parmezan. Sprzedawca w sklepie przyjmuje go bo wie, że kupi za niego telewizor. I tak dalej.

Dolarem i złotym mogę także spłacić zobowiązania podatkowe ponieważ amerykański i polski rząd zobowiązał się akceptować tę walutę. Podatki (federalne) stanowią około 20% amerykańskiej gospodarki i około 34% polskiej gospodarki tak więc ta wartość walut papierowych jest istotna. Tej wartości bitcoin nie posiada.

Mimo tej wady, BTC umocnił się do dolara siedemdziesięciokrotnie w okresie kilku miesięcy. Czy ktoś rozsądny zgodzi się, że tak bardzo obniżyła się siła nabywcza dolara? Dlaczego więc BTC tak bardzo wzrósł na wartości?

Czytaj dalszą część »

Aukcje groszowe w Polsce

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 18.05.2011 | Komentarze (36) »

Na rynku NewConnect zadebiutowała dziś spółka In Point, która 31 stycznia przejęła Przedsiębiorstwo „Portal Aukcyjny” Podbij.pl w rozumieniu art. 551 kodeksu cywilnego, za kwotę 819.120,00 zł. To ostatnie przedsiębiorstwo prowadzi portal aukcji groszowych.

O aukcjach groszowych pisałem w październiku 2009 roku. Zacytowałem Tylera Cowena, który o modelu biznesowym aukcji groszowych napisał, że jest najbardziej zbliżonym do czystego, destylowanego zła ze wszystkich modeli jakie kiedykolwiek widział. W tekście ostrzegłem przed modelem biznesowym aukcji groszowych, który dla klientów tych portali tworzył grę o sumie ujemnej a dla przeciętnego użytkownika oferował negatywną oczekiwana stopę zwrotu.

W grudniu 2010 roku zwróciłem uwagę na medialne doniesienia o oszustwach popełnianych przez portal aukcji groszowych Fruli. Cytuję wypowiedź rzeczniczki Policji: Takie działanie zapobiegało wygrywaniu aukcji przez jej rzeczywistych użytkowników, a portal zarabiał na “podbiciach” wykupionych przez klientów.

Przeglądnąłem więc Dokument Informacyjny In Point by dowiedzieć się czegoś więcej o sektorze aukcji groszowych w Polsce. Najważniejsza informacja jest optymistyczna: przychody portalu Podbij.pl spadły w 2010 roku drastycznie w porównaniu z latami 2008 i 2009:

podbij

Za Dokument Informacyjny In Point

Oto w jaki sposób skomentowano te dane: W początkowym okresie działalności portalu tj.: od września 2008 roku do maja 2009 roku Podbij.pl dzięki swojej innowacyjności oraz prowadzeniu na szeroką skalę akcji promocyjnych cieszył się ogromną popularnością i w okresie tym notował największe obroty. Wysoka rentowność przełożyła się na bardzo dobry wynik w pierwszym kwartale działalności w 2008 roku. Od lutego 2009 roku narastała liczba nowych konkurencyjnych portali stosujących podobną formułę aukcji. W szczytowym okresie tj. w czerwcu 2009 roku było ich na Polskim rynku ponad 80. Początkowe duże zainteresowanie tego typu licytacjami oraz pojawienie się tak dużej liczby konkurencyjnych portali przełożyło się znacząco na dynamikę wzrostu portalu Podbij.pl, który do dnia sporządzenia Dokumentu Informacyjnego nie powrócił do swojego maximum z okresu wrzesień 2008 – maj 2009.

W styczniu 2011 roku In Point zapłacił za portal Podbij.pl około 820 000 złotych. Podbij.pl jest jednym z liderów rynku aukcji groszowych w Polsce, z udziałem na poziomie 25%. Posiada około 220 000 użytkowników.

Proszę skonfrontować te dane z teoretyczną wyceną Podbij.pl sporządzoną według metodologii Cubestat.com:

Czytaj dalszą część »

Efektywność energetyczna w 1992 roku i 2008 roku

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 17.05.2011 | Komentarze (12) »

W ubiegłbym tygodniu zwróciłem uwagę, że spadek konsumpcji energii, który nastąpił w Polsce w latach ostatniej dekadzie XX wieku i pierwszej dekadzie XXI wieku (w stosunku do poprzednich dekad) był wynikiem wzrostu efektywności energetycznej polskiej gospodarki w tym okresie. Nie widzę więc w tym zjawisko oznak regresu lecz rozwoju.

Pomyślałem, że dobrze byłoby pokazać te przemiany gospodarcze, które zaszły w Polsce na tle sytuacji w innych państwach. Sporządziłem więc dwa wykresy pokazujące zmianę efektywności energetycznej w latach 1992-2008 w wybranych państwach. Wybrałem jako początek rok 1992 ponieważ umożliwiło to porównanie sytuacji w państwach byłego ZSRR.

W okresie 1992-2008 polska gospodarka stała się o 52% bardziej efektywna energetycznie to jest potrzebowała o 52% mniej energii by wytworzyć taką samą ilość PKB. Wzrost efektywności energetycznej miał miejsce w całym omawianym okresie co widać na wykresie pokazującym spadek energochłonności gospodarki:

EE w Polsce 1991-2008

Jak sytuacja Polski przedstawia się na tle innych państw? Poniższy wykres pokazuje zmianę efektywności energetycznej w latach 1992-2008 (wartość ujemna to wzrost efektywności energetycznej) w zestawieniu z poziomem energochłonności gospodarki w 1992 roku. Proszę zwrócić uwagę na efektywność energetyczną państw byłego Bloku Wschodniego:

Zmiana EE i EE w 1992

Drugi wykres pokazuje tę samą zmianę efektywności energetycznej ale w zestawieniu z jej energochłonnością w 2008 roku. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że najbardziej rozwinięte państwa zamożne mają efektywność energetyczną zbliżoną do najmniej rozwiniętych państw biednych choć dysponują kilkanaście razy bardziej produktywnymi gospodarkami:

Zmiana EE i EE w 2008

Regres czy rozwój? Konsumpcja energii w Polsce

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 13.05.2011 | Komentarze (19) »

Chyba jeszcze nigdy nie polemizowałem z tekstem, który ukazał się dziewięć miesięcy wcześniej. Latem 2010 roku jeden z czytelników przysłał emaila, w którym zwrócił moją uwagę na wpis na blogu Pana Andrzeja Szcześniaka zatytułowany: Polska energia – regres konsumpcji.

Pan Andrzej Szcześniak, ekspert rynku paliw i gazu, jak sam siebie określa, napisał między innymi: Coś słabo z polskim rozwojem energetycznym. Polska od dwóch dziesięcioleci jest w regresie. Pan Szcześniak podaje przykład Polski, Francji i Turcji:

Turcja – lata 70-te: 90%, lata 80-te: 77%, lata 90-te: 76%, XXI wiek: 40%

Francja – lata 70-te: 39%, lata 80-te: 9%, lata 90-te: 20%, XXI wiek: 7%

Polska – lata 70-te: 45%, lata 80-te: 15%, lata 90-te: -22%, XXI wiek: -5%

Powyższe dane to zmiana konsumpcji energii (tzw. primary energy) dekada do dekady. Dane rzeczywiście wyglądają złowieszczo. Dlatego postanowiłem sprawdzić co by się stało gdyby uwzględnić w analizie czynnik efektywności energetycznej. Efektywność energetyczna określa ile jednostek energii gospodarka potrzebuje by wytworzyć daną ilość PKB. Efektywność energetyczna może być wynikiem rozwoju technologicznego (energooszczędne urządzenia) lub struktury gospodarki (usługi IT zużywają mniej energii niż hutnictwo metali nieżelaznych).

Porównuję dekadę lat 90 (lata 1991-2000) i pierwszą dekadę XXI wieku (lata 2001-2008). Dane o zużyciu energii, za BP Statistical Review of World Energy 2010. Dane o efektywności energetycznej za U.S. Energy Information Administration:

zuzycie energii polska francja turcja

Fascynujące, nieprawdaż? Owszem średnia roczna konsumpcja energii w 00’ spadła w Polsce o 4,9% ale w tym samym czasie polska gospodarka stała się o 36% bardziej efektywna, to jest potrzebowała o 36% mniej energii by wytworzyć tę samą ilość dóbr. W tym samym czasie gospodarka Francji zużywała o 7,6% więcej energii przy efektywności energetycznej lepszej o 9,3% a gospodarka Turecka zużywała o 38,7% więcej energii przy efektywności energetycznej gorszej o 1,8%.

Czytaj dalszą część »

Dlaczego zakupy grupowe mają sens?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 10.05.2011 | Komentarze (40) »

W poprzednim wpisie o ekonomii portali zakupów grupowych (PZG) zwróciłem uwagę na fakt, że model biznesowy tych przedsiębiorstw może być trwały tylko jeśli będą w stanie zadowalać zarówno sprzedawców (biznesy oferujący kupony) jak i konsumentów (osoby nabywające kupony) a przy tym same zachowają rentowność. Poszi skomentował to tak: To może być strategia wygrana-wygrana-wygrana tylko wtedy, kiedy bez kuponu istnieją jakieś ogromne nieefektywności, które Groupon w cudowny sposób rozplątuje.

Moim zdaniem takie nieefektywności istnieją i chciałbym je pokazać. Myślę, że w odniesieniu do ustatkowanych biznesów największa zaleta PZG polega na umożliwieniu przedsiębiorcom stosowania dyskryminacji cenowej.

Dyskryminacja cenowa, to w dużym uproszczeniu, sprzedawanie tego samego produktu po różnych cenach, a więc różnicowanie ceny. Fundamentem stosowania dyskryminacji cenowej jest fakt, że nie dla każdego konsumenta dany produkt czy usługa warta jest tyle samo. Niektórzy gotowi są zapłacić X, inni tylko 50% z X.

Zastanówmy się nad prostymi przykładami dyskryminacji cenowej. Weźmy pod uwagę bilety na mecze piłkarskie. Tak się składa, że mężczyźni przypisują oglądaniu na żywo meczu piłkarskiego dużą większą wartość niż kobiety (przeciętnie). Dlatego wiele klubów piłkarskich stosuje dyskryminację cenową – oferuje bilety dla kobiet z dużą przeceną. Piękno tego rodzaju dyskryminacji cenowej polega na tym, że przedsiębiorcy nie irytują swojej podstawowej grupy docelowej (mężczyzn) lecz zyskują nowych klientów (kobiety). Koszt krańcowy obsłużenia tych klientów jest niewielki więc choć na kibicach płci żeńskiej klub osiąga mniejszą marzę to cały schemat dyskryminacyjny poprawia jego rentowność.

Inny przykład. Wszyscy wiedzą, że kilka miesięcy po debiucie gadgety Apple lub gry komputerowe będzie można kupić kilkadziesiąt procent taniej. Jest jednak grupa miłośników Apple czy poszczególnych gier gotowych zapłacić pełną cenę w dniu premiery. Pozostali klienci kupują ten sam produkt, kilka miesięcy później, z 20% czy 30% dyskontem. To także jest niemal doskonała dyskryminacja cenowa – rozszerza grupę klientów, nie niszcząc grupy podstawowej, płacącej pełną cenę.

Uważam, że model biznesowy PZG umożliwia przedsiębiorcom stosowaniem dyskryminacji cenowej nie irytującej ich podstawowej grupy klientów. Wyobraźcie sobie Day Spa zlokalizowane przy hotelu. Nastawione jest na obsługę turystów, którzy korzystają ze Spa przy okazji wypoczynku w hotelu. Jeśli jednak Spa jest wykorzystywane w 30% czy 50% to przedsiębiorca może rozglądać się na nowymi klientami. Część z nich gotowa będzie zapłacić 30% czy 50% podstawowej ceny. PZG umożliwiają takie transakcje. Przedsiębiorca sprzedaje kupony na rynku lokalnym, nie niszczy swojego biznesu, zwiększa wykorzystanie Spa, poprawia rentowność biznesu a przy tym może przekonać część klientów z lokalnego rynku do systematycznego korzystania z usług.

Załóżmy, że jesteśmy właścicielami hotelu, który z jakiegoś powodu, na tydzień przed Majówką sprzedał zaledwie 50% miejsc noclegowych. Przy niskich kosztach krańcowych i wysokich kosztach stałych, przedsiębiorca może poprawić rentowność biznesu sprzedając pozostałe miejsca nawet z dużym dyskontem. W tym przypadku PZG umożliwi szybkie przeprowadzenie oferty typu last minute (to także dyskryminacja cenowa). Myślę, że możliwość stosowania mądrej dyskryminacji cenowej to największa wartość PZG dla ustatkowanych biznesów.

Czytaj dalszą część »

Grouponomia

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 09.05.2011 | Komentarze (47) »

Czytelnicy bloga wiedzą, że od pewnego czasu z dużym zainteresowaniem przyglądam się rozwojowi Grouponu i całego segmentu zakupów grupowych czy społecznościowych. Groupon ma dwa i pół roku, 70 mln użytkowników a w przygotowywanej pierwszej ofercie publicznej (IPO) wyceniony ma być pomiędzy 15-25 mld USD, choć jeszcze w kwietniu 2010 roku pozyskiwał kapitał przy wycenie 1,3 mld USD.

Model działania Groupon jest prosty. Sprzedawcy firmy kontaktują się z lokalnymi biznesami i zachęcają je do stworzenia oferty promocyjnej dla klientów Grouponu. Obniżka często przekracza 50%. Następnie oferta rozsyłana jest subskrybentom Grouponu, którzy mają określony czas (z reguły 24 godziny) by ją kupić. Można ustanowi minimalny i maksymalny limit sprzedanych kuponów.

Jak widać model biznesowy jest banalnie prosty. Nie może więc dziwić fakt, że Groupon ma tysiące naśladowców na świecie. W Polsce działają konkurencyjne serwisy, takie jak Gruper i SweetDeal. Powstają też serwisy agregujące oferty różnych firm czy umożliwiające wymianę i sprzedaż/kupno kuponów.

Myślę, że wielu czytelników zaskoczy jedna informacja: Groupon pobiera od biznesów około/co najmniej 50% ceny kuponu. Ma to dwie poważne konsekwencje. Groupon musi być bardzo rentowny. Wraz z rozwojem konkurencji istnieć będzie też zapewne silna presja na wysokość tych marży.

W praktyce oznacza to, że restaurator, który za pośrednictwem Grouponu sprzedaje za 50 zł kupon na 100 złotych, tak naprawdę otrzymuje 25 złotych, za które musi zaserwować jedzenie warte 100 złotych. Czy taki biznes może się opłacać?

Okazuje się, że tak. W badaniu, które przeprowadził Utpal Dholakia z Rice University (150 przedsiębiorstw, które współpracowały z Grouponem pomiędzy lipcem 2009 a sierpniem 2010, które odesłały kwestionariusz wysłany do około 350 firm, z kilku amerykańskich miast, z kilku sektorów, wśród których dominował restauracyjny – 32%) aż 66% przedsiębiorców zarobiło na promocji Grouponu (nie wliczając do zysków, albo strat, efektu reklamowego i powracających klientów). 32% poniosło straty. Jak to możliwe?

By zrozumieć te dane trzeba sobie uświadomić dwa fakty. Po pierwsze, biznesy, które biorą udział w promocjach Grouponu mają bardzo specyficzną strukturę kosztów, a krańcowy koszt wytworzenia usługi jest bardzo niski. Rozważmy przykład mikrodermabrazji (to taki zabieg kosmetyczny). Przedsiębiorca zakupił urządzenie, podlega ono amortyzacji, opłaca czynsz i rachunki za lokal, pensje personelu. Jeśli urządzenie ‘obłożone’ jest w 50% to krańcowy koszt zabiegu wynosić może nawet zero złotych (pracownik wykona zabieg zamiast czytania czy surfowania po Internecie). Podobnie wygląda struktura kosztów w biznesie restauracyjnym czy rozrywkowym.

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 08.05.2011

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 08.05.2011 | Komentarze (37) »

Linki na niedzielę i początek przyszłego tygodnia:

W grudniu 2009 roku wyjaśniałem pewien fenomen związany z raportem z amerykańskiego rynku pracy. Przypomnę dane z tego raportu: liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym zmniejszyła się w listopadzie tylko o 11 000 etatów. Spadła także stopa bezrobocia, z 10,2% do 10%. Wyjaśniłem wtedy, że spadające bezrobocie przy spadającej liczbie miejsc pracy nie jest oszustwem jak utrzymywał pewien, niezbyt zorientowany w sytuacji bloger lecz wynika z dwóch faktów:

  • dane o poziomie bezrobocia i miejscach pracy w sektorze pozarolniczym pochodzą z dwóch różnych raportów, o dwóch odmiennych metodologiach
  • metodologii liczenia głównego poziomu bezrobocia

Wyjaśnię ten drugi punkt: Otóż poziom bezrobocia to odsetek ludzi należących do siły roboczej, którzy są bezrobotni. Bezrobotny to osoba, która chce i może i pracować ale nie jest w stanie znaleźć zatrudnienia. Tak więc na poziom bezrobocia ma wpływ nie tylko liczba bezrobotnych ale także poziom siły roboczej. Siła robocza to ludzie w wieku roboczym, którzy mogą i chcą pracować. Do siły roboczej nie zalicza się więc uczniów w wieku roboczym, studentów, panie i panów domu, emerytów, więźniów i aresztantów oraz tych wszystkich, którzy po wielu tygodniach poszukiwań dali sobie spokój z szukaniem pracy.

Tak więc jeśli w danym miesiącu część młodych bezrobotnych zniechęcona sytuacją ekonomiczną postanowi wrócić na studia a część starych bezrobotnych z tego samego powodu postanowi przejść na emeryturę to poziom bezrobocia może się zmniejszyć mimo tego, że gospodarka nie utworzyła nowych miejsc pracy.

Dodałem wtedy: Naturalnie, w momencie rozpoczęcia wzrostu gospodarczego wiele ludzi wróci na rynek pracy i zostanie ponownie zaliczone do bezrobotnych i pojawi się sytuacja, w której gospodarka utworzy miejsca pracy lecz bezrobocie wzrośnie.

Chciałem więc zwrócić uwagę na dane z amerykańskiego rynku pracy opublikowane w piątek, 8 maja 2011 roku. Wynika z nich, że w kwietniu 2011 roku stopa bezrobocia zwiększyła się z 8,8% do 9,0%. W tym samym miesiącu amerykańska gospodarka stworzyła 244 000 nowych miejsca pracy. Bezrobocie rośnie choć gospodarka tworzy nowe miejsca pracy (przy okazji, dokładnie taka sama sytuacja miała niedawno miejsce w Polsce). Dokładnie tak jak przewidziałem to półtora roku temu. Tylko tym razem nikt nie pisze o oszustwie, prawda? Co ciekawe, w kwietniu 2011 roku rosnąca stopa bezrobocia nie była wynikiem zwiększenia się siły roboczej (powrotu do niej zniechęconych wcześniej osób w wieku produkcyjnym) lecz raczej przeszacowania spadku bezrobocia we wcześniejszych badaniach.

Fascynujący tekst o firmie stojącej za Polskim Rejestrem Internetowym, który jest częścią oryginalnego modelu biznesowego. Tysiące polskich przedsiębiorców otrzymuje prośbę o sprawdzenie poprawności danych ich firmy w katalogu. W danych tych umyślnie zawarty jest błąd. Informacja skonstruowana jest w taki sposób, że przedsiębiorca odnosi wrażenie, że formularz z poprawionymi danymi można odesłać bezpłatnie. Małym drukiem, na dole strony, na środku nieczytanych przez nikogo zastrzeżeń napisanych nudnych prawniczym językiem znajduje się informacja, że odsyłając formularz zawiera się trzyletnią umowę o ogłoszenie, które kosztuje 958 euro rocznie. Pytanie brzmi: czy istniejący system prawny, w porównaniu z wolnym rynkiem, sprzyja takim praktykom biznesowym czy je utrudnia?

Czytaj dalszą część »

Odpowiedzialność kadry managerskiej – opcje walutowe

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 06.05.2011 | Komentarze (25) »

W wydaniu Parkietu na majowy weekend znajduje się interesujący tekst pod tytułem Menedżerowie trafieni opcjami walutowymi. Błażej Dowgielski opisuje w nim losy managerów giełdowych spółek, które popadły w kłopoty finansowe z powodu transakcji na opcjach walutowych.

Cytuję: Z grona giełdowych spółek niemal co trzecia w 2008 r. była stroną transakcji walutowych, a 100, według danych KNF na koniec 2008 r., zawierało umowy opcyjne. Pod koniec 2008 r. ich wycena oraz zrealizowany wynik, według szacunków Parkietu, sięgnęły nawet 1 mld zł na minusie. Straty na transakcjach opcyjnych spowodowały, że kilka giełdowych spółek musiało zdecydować się na postępowanie naprawcze lub upadłościowe.

Nie wszystkie transakcje opcyjnie miały charakter spekulacyjny. Większość z nich zawierano w ramach tzw. korytarzy zerokosztowych. Można się domyślać, że tym co pogrążało firmy nie były kupione opcje chroniące przed umocnieniem złotego (to naturalny hedge eksporterów) lecz wystawione przez firmę opcje narażające spółkę na nieograniczone ryzyko w przypadku osłabienia złotego. Wystawianie tych opcji, które było formą zapłaty premii za kupione opcje zabezpieczające przed umocnieniem złotego, było działaniem czysto spekulacyjnym jeśli wartość nominalna wystawionych opcji przewyższała wpływy dewizowe spółki. Nie ma wątpliwości, że jeśli transakcje opcyjne zachwiały stabilność finansową przedsiębiorstwa i zmusiły zarząd do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości to było to wynikiem opisanej wyżej spekulacji na rynku walutowym, których negatywnych skutków nie były w stanie zrekompensować wyższe wpływy eksportowe.

Moją uwagę przykuł poniższy fragment artykułu: Gdy zabiegałem o stanowisko członka zarządu w jednej z firm z GPW, jej główny akcjonariusz, po tym jak skomplementował moje kwalifikacje, oświadczył wprost, że nie otrzymam pracy ze względu na mój opcyjny bagaż – nie ukrywa rozgoryczenia inny (były dyrektor finansowy – T).

Oto etyka biznesowa i poczucie odpowiedzialności kadry managerskiej. Pan były dyrektor finansowy jest rozgoryczony dlatego, że ktoś śmie brać pod uwagę fakt, że na poprzednim stanowisku swoimi nietrafionymi decyzjami doprowadził do poważnych strat finansowych. Cóż za arogancja! On, dyrektor finansowy, ma odpowiadać za swoje błędy?

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 01.05.2011

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 01.05.2011 | Komentarze (21) »

Porcja spóźnionych linków na długi weekend:

Warto przeczytać nowy raport, który udostępnił Jeremy Grantham. Grantham zdecydował się przeanalizować sytuację na rynku surowców i towarów.  Rozważania Granthama można podsumować tak: trwający ponad stulecie długoterminowy trend spadku realnych cen surowców odwrócił się. Przyczyny tego zjawiska mają charakter fundamentalny i związane są ze wzrostem popytu (rosnąca liczba bogacącej się ludzkości) oraz napięciami podaży związanymi z ograniczoną wielkością dostępnych surowców.

Interesujący artykuł w New York Times zajmujący się tym jak mógłby wyglądać system finansowy bez FED. Ktoś przecież musiałby emitować pieniądze. Jeśli nie Departament Skarbu (to przecież gorzej niż FED) to prywatne banki. No właśnie: kogo rozpala wizja JP Morgan i Goldman Sachsa kontrolujących podaż pieniądza w USA?

Tak dużo naczytałem się o tym, że interwencje rządowe zwiększają koszty ochrony zdrowia w USA, że po przeczytaniu artykułu o rosnących kosztach ochrony zdrowia domowych zwierząt w USA (prognozowany wzrost o 10% w 2011 roku) nie mogę przestać się zastanawiać, które działania amerykańskiego rządu są za ten wzrost odpowiedzialne.

Kolejny hazardzista, który z  obstawiania wyników ligi NBA uczynił pełnoetatową, dobrze płatną pracę.

Czytaj dalszą część »

Autorskie blogi finansowe

Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player