Faktury elektroniczne EBPP

Wpisy z kategorii: Gospodarka

Zanim zaczniesz dyskusję o polskiej służbie zdrowia… Cz: II

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 09.10.2010 | Komentarze (10) »

Jeszcze dwa wykresy jestem winny czytelnikom w projekcie przygotowania podstaw merytorycznych do dyskusji o służbie zdrowia. Generalnie, dużo łatwo jest określić poziom wydatków na ochronę zdrowia niż zbadać efektywność systemu ochrony zdrowia. Takie wskaźniki, jak liczba szpitalnych łóżek czy liczba lekarzy (na 1000 mieszkańców) nie muszą się przekładać na jakość świadczonych usług. Z drugiej strony, takie wskaźniki jak przewidywana długość życia czy liczba zgonów na raka (na 1000 mieszkańców) mogą być uwarunkowane czynnikami kulturowymi, na przykład trybem życia i dietą. Choć z drugiej strony, nikt nie ma przecież wątpliwości, że profilaktyka jest częścią fundamentalnych zadań systemu ochrony zdrowia.

Zobaczmy najpierw porównanie wydatków na ochronę zdrowia per capita z liczba lekarzy na 1000 mieszkańców:

Za OECD

Za OECD

Jeśli coś wynika z tego wykresu, to fakt, że ‘nasycenie’ systemu ochrony zdrowia lekarzami jest nie najlepszym wskaźnikiem efektywności służby zdrowia.

Spójrzmy więc na wykres pokazujący wydatki per capita i oczekiwaną długość życia przy urodzeniu:

Czytaj dalszą część »

Zanim zaczniesz dyskusję o polskiej służbie zdrowia… Cz: I

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 08.10.2010 | Komentarze (28) »

Cóż, najwyższy czas by dodać do listy zarzutów wobec mojego bloga kolejny: udostępnianie istotnych danych statystycznych ułatwiających dyskusję o ważnych kwestiach gospodarczych i społecznych. Proszę dopisać ten zarzut tuż pod ‘tłumaczeniem abstraktów badań naukowych’ – mojego ulubionego, stawiającego mnie tuż obok Tylera Cowena, Marka Thomy czy Robina Hansona i wielu innych blogerów, którzy referują abstrakty badań naukowych (z uwzględnieniem  przepaści w dorobku naukowym, która dzieli mnie i wymienionych blogerów).

Temat wydatków na służbę zdrowia podjąłem już kilka miesięcy temu. Dyskusję wtedy zepsuł fakt, że nie wszyscy komentatorzy zrozumieli, że podałem wielkość wydatków na służbę zdrowia jako odsetek PKB – a więc w formacie, który uwzględnia różnice w zamożności. Jaki przyświeca mi cel? Idę pod prąd i próbuję pokazać, że system ochrony zdrowia w Polsce jest relatywnie (z uwzględnieniem poziomu gospodarczego Polski) niedofinansowany. Poniższy wykres przedstawia wydatki na służbę zdrowia (całkowite: sektora prywatnego i publicznego) jako odsetek PKB (oś OY, w procentach) oraz per capita (na osobę) z uwzględnieniem siły nabywczej (oś OX, w USD) wśród państw OECD. Można więc porównać Polskę nie tylko z Niemcami czy z USA ale także ze Słowacją czy Węgrami:

Za OECD

Za OECD

Co się okazuje? W kontekście wydatków na służbę zdrowia jako odsetka PKB, tylko trzy państwa OECD wydają mniej niż Polska: Turcja, Meksyk i Korea. Trzy państwa regionu CEE, Czechy, Węgry i Słowacja, wydają 0,4 punktu procentowego, 1,0 pp. I 1,3 punktu procentowego więcej. Jeden punkt procentowy to około 12 mld złotych dodatkowych wydatków na służbę zdrowia. W USA na ochronę zdrowia wydaje się 2,5 razy więcej niż w Polsce – licząc jako odsetek PKB!

W kontekście wydatków per capita, tylko Turcja i Meksyk wydają w OECD mniej na ochronę zdrowia niż Polska. Na Węgrzech wydatki na ochronę zdrowia są o 40% wyższe, na Słowacji o 50% wyższe, a w Czechach o 60% wyższe. W USA są szesnaście razy wyższe!

Zobaczmy teraz, pierwsze lepsze dane pokazujące efektywność systemu ochrony zdrowia, choćby śmiertelność niemowląt:

Czytaj dalszą część »

Nomura o cenach surowców rolnych

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 07.10.2010 | Komentarze (22) »

Dziesięcioprocentowy wzrost cen pszenicy na chicagowskiej giełdzie to dobry pretekst by zwrócić uwagę czytelników na interesujący raport analityczny, który przygotował Nomura. Japoński bank inwestycyjny prognozuje wzrost cen żywności w nadchodzących latach, którego głównym determinantem będzie rosnący popyt z państw wschodzących. Wzrost wspomnianego popytu będzie miał dwa źródła – wzrost liczby ludności i wzrost zamożności, którego skutkiem będzie zmiany w diecie: zwiększenie ilości przyjmowanych kalorii i zastąpienie produktów roślinnych produktami zwierzęcymi.

Tutaj potrzebna jest fundamentalna uwaga: otóż ta sama ilość 1000 kalorii dostarczona organizmowi przez produkty roślinne, na przykład przetwory zbóż (chleb, makaron) wymaga na wytworzenie dużo mniejszej ilości ziemi uprawnej, wody, energii i pracy niż dostarczona przez produkty zwierzęce, na przykład zrazy wołowe.

W tym miejscu potrzebna jest druga uwaga: wielu czytelników zignoruje raport Nomury ponieważ w dużym stopniu opiera się on na ekstrapolacji historycznych trendów. Nie pozostaje mi nic innego niż napisać, że taka metoda niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw ale jest najlepszą jaką obecnie dysponujemy.

Czas na dwa podstawowe wykresy. Pierwszy wykres przedstawia dochodową elastyczność popytu na trzy typy surowców: zboża, energię i metale w czterech grupach zamożności (według dochodu narodowego per capita). Innymi słowy, wykres przedstawia o ile się zwiększy popyt na zboża, surowce i metale gdy dochody wzrosną o 10%:

Za Nomura

Za Nomura

Co się okazuje? Wzrost zamożności przekłada się na istotny wzrost popytu na zboża w państwach najbiedniejszych: o niskich dochodach lub niższych średnich dochodach. W przypadku wyższych średnich dochodów i wysokich dochodów ten efekt jest minimalny i zanika – najzwyczajniej w świecie, bogaci ludzie zarabiają tyle, że wzrost dochodów nie pływa na ilość konsumowanych przez nich żywności ani na zmianę diety (nie można jeść samego mięsa!)

Czytaj dalszą część »

Zróbmy z Polski jedną Specjalną Strefę Ekonomiczną!

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 03.10.2010 | Komentarze (22) »

Cóż, jednym z celów bloga jest pokazywanie ewidentnych błędów logicznych, które różni ludzie popełniają pisząc o zagadnieniach ekonomicznych więc postąpiłbym nieuczciwie gdybym nie odniósł się do tego chwytliwego hasła jednej z partii politycznych. Hasła, które pokazuje albo fundamentalny błąd logiczny popełniony przez jego twórców albo kompletne niezrozumienie sposobu w jaki funkcjonuje gospodarka. W ten sposób po raz kolejny będę mógł pokazać złudne, fałszywe piękno prostych rozwiązań.

Zacznijmy od zdefiniowania specjalnej strefy ekonomicznej – wydzielona część terytorium kraju, w której działalność gospodarcza może być prowadzona na preferencyjnych warunkach, tj. przedsiębiorstwom, które uzyskały zezwolenie na działalność w strefie przysługuje pomoc publiczna w formie zwolnienia podatkowego. Czy na podstawie tej definicji możemy odkryć rationale specjalnych stref ekonomicznych

Otóż, sensem istnienia SSE jest sztuczne zróżnicowanie konkurencyjności poszczególnych regionów. Państwo interweniuje w mechanizm rynkowy i za pomocą preferencyjnego traktowania podatkowego podnosi konkurencyjność terenów, na których powstaje SSE. Tym samym, sztucznie zmniejsza konkurencyjność wszystkich terenów, na których nie powstają SSE. Dlaczego to robi?

Z różnych powodów, często tzw. strukturalnych, część regionów na trwale utraciła konkurencyjność. Interwencja państwa ma sztucznie podnieść konkurencyjność tych regionów by zaktywizować je gospodarczo.

A teraz sedno: rozszerzenie SSE na całą Polskę byłoby dokładnym zaprzeczeniem idei SSE, która opiera się na zwiększeniu konkurencyjności pewnych regionów, kosztem relatywnej konkurencyjności innych regionów. W gruncie rzeczy, nawoływanie do rozszerzenia SSE na cały kraj jest jak nawoływanie by rozszerzyć akcję afirmacyjną na całe społeczeństwo. Przecież to nie ma sensu! Istotą akcji afirmacyjnej jest faworyzowanie określonej grupy a istotą SSE jest faworyzowanie określonych regionów!

Jeśli ktoś ciągle nie rozumie błędu logicznego w haśle Zróbmy z Polski jedną Specjalną Strefę Ekonomiczną! to mam jeszcze jeden przykład. Wyobraźmy sobie, że na podwórku zbiera się woda. Decydujemy się więc obniżyć część podwórka by woda zbierała się właśnie w tym miejscu. A tu przychodzi miłośnik prostych rozwiązań i mówi ‘pomysł działa świetnie, obniżmy całe podwórko!’ Argh! What’s the point?

To o czym mówi wspomniana partia polityczna to nie rozszerzenie SSE na całą Polskę lecz obniżenie podatków od przedsiębiorstw w całej Polsce. To dwie zupełnie różne rzeczy ponieważ istotą SSE jest uczynienie pewnych obszarów państwa bardziej konkurencyjnymi a istotą obniżenia podatku CIT jest uczynienie Polski bardziej konkurencyjną w skali globalnej.

Oczywiście, dokładnie ten sam efekt różnicowania konkurencyjności zachodzi w przypadku ‘rajów podatkowych’, zwłaszcza w obrębie jednego obszaru gospodarczego, na przykład stanów w USA, które mają niskie podatki lokalne. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Intelektualna uczciwość nie jest w cenie

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 02.10.2010 | Komentarze (70) »

Szanowny bloger, Adam Duda, napisał w ostatnim czasie dwa teksty o płacy minimalnej. W obydwu tych tekstach, zdecydowanie skrytykował ideę płacy minimalnej opierając się na argumencie, że zgodnie z prawem popytu, wzrost/ustanowienie płacy minimalnej (a więc wzrost ceny dobra jakim jest praca) spowoduje spadek popytu na pracę, a więc spadek zatrudnienia/wzrost bezrobocia.

Nie jestem zwolennikiem płacy minimalnej (dlatego, że brak dowodów empirycznych na to, że płaca minimalna poprawia sytuację majątkową najbiedniejszych), nie jestem także ekspertem od płacy minimalnej. Zdawałem sobie jednak sprawę z kontrowersji związanych z empiryczną oceną wpływu płacy minimalnej na zatrudnienie i dlatego zapytałem Adama Dudę czy zadał sobie trud sprawdzenia (researchu) badań w tej dziedzinie. Adam Duda najpierw zasugerował, że uważam, że płaca minimalna zwiększa zatrudnienie (nigdy czegoś takiego nie sugerowałem) a następnie napisał notkę, w której:

  • przyznał, że napisał dwa teksty o płacy minimalnej (teksty jednostronnie krytyczne) bez sprawdzenia stanu badań empirycznych w tej kwestii
  • uznał, że sprawdzenie tak oczywistych kwestii jak wpływ płacy minimalnej na zatrudnienie jest poniżej jego godności jako ekonomicznego eksperta
  • przedstawił stan badań empirycznych w tej dziedzinie

Konkretnie Adam Duda powołał się jedne badania naukowe Davida Neumarka i Williama Washera, które sugerują istnieje negatywnego wpływu płacy minimalnej na zatrudnienie i bezrobocie oraz analizę ekspertów FED, w której powołano się na badania Neumarka i Washera. Tak, zdaniem blogera Adama Dudy przedstawia się stan badań empirycznych w kwestii wpływu płacy minimalnej na zatrudnienie.

Jak wspomniałem wcześniej, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Poproszę więc jedynie czytelników by zechcieli się zapoznać z informacja na Wikipedii. Artykuł na Wikipedii informuje oczywiście o badaniach Neumarka i Washera. Zawiera także wzmiankę o równie znanych badaniach Carda i Kruegera, którzy otrzymali rezultaty zupełnie przeciwne do wyników Neumarka i Washera i stwierdzili, że

  • badania sugerujące istnienie negatywnego wpływu płacy minimalnej na zatrudnienia są skrzywione przez błędy metodologiczne
  • po wyeliminowaniu tych błędów, badania nie wykazują wpływu płacy minimalnej na zatrudnienie i bezrobocie lub wpływ minimalny, nieistotny

Notka na Wikipedii zawiera także informację o najnowszych meta-analizach, czyli badaniach, które badają wyniki wielu innych badań, które potwierdzają wnioski Carda i Kruegera. Cytuję: More recently, T.D. Stanley has criticized Card and Krueger’s methodology, suggesting that their results could signify either publication bias or the absence of an effect. Using a different methodology, however, he concludes that there is statistically significant evidence of publication bias and that correction of this bias shows no relationship between the minimum wage and unemployment. In 2008, Hristos Doucouliagos and T.D. Stanley conducted a similar meta-analysis of 64 U.S. studies on disemployment effects and concluded that Card and Krueger’s initial claim of publication bias is still correct. Moreover, they concluded, “Once this publication selection is corrected, little or no evidence of a negative association between minimum wages and employment remains.”

Jak zaznaczyłem wcześniej, nie jestem ekspertem w kwestii płacy minimalnej co sprawia, że nie jestem w stanie ocenić czy Card oraz Krueger mają rację. Po zapoznaniu się jednak z notką na Wikipedii stwierdziłem, że brak jest jednoznacznych dowodów empirycznych na to, że płaca minimalna powoduje spadek zatrudnienia i wzrost bezrobocia. Moim zdaniem, obecny stan badań empirycznych w tej kwestii nie pozwala bezwzględne odrzucenie jednego czy drugiego punktu widzenia. Zachęcam czytelników do zapoznania się z notką na Wikipedii i wyrobienia sobie własnego zdania.

Myślę jednak, że zachowanie Adama Dudy, który sugerując, że przedstawia aktualny stan badań w kwestii skutków płacy minimalnej powołał się na jedno, zgodne z jego światopoglądem badanie a zignorował wszystkie inne analizy, w tym te, które zaprzeczają jego wnioskom, jest dobitnym przykładem jak bardzo zdewaluowała się intelektualna uczciwość w polskiej blogosferze.

Czym specjalna strefa ekonomiczna różni się od becikowego?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 01.10.2010 | Komentarze (70) »

Niewiarygodne, a jednak prawdziwe. Znalazłem w Internecie korwinistę, który jest zwolennikiem specjalnych stref ekonomicznych. Swoje poparcie argumentował w taki sposób: I dalej, juz ogólniej, nie za bardzo rozumiem czemu jeżeli jedni mają lepiej (nie poprzez jakieś dotacje z cudzych kieszeni a jedynie zwolnienia z obowiązku daniny z wypracowanego dochodu) to lepiej jest im podciąć skrzydła i przfasolić tak jak innym niż w taki sam sposób odpuścić innym.

Nie przyszło mi nigdy do głowy, że można traktować ulgę podatkową jako coś pozytywnego a subsydia za coś skrajnie negatywnego. Od zawsze wydawało mi się oczywistym, że obydwa mechanizmy działają tak samo.

Generalnie, idea jest banalnie prosta: każda ulga podatkowa jest podwyżka podatków dla tych, którzy tej ulgi nie otrzymują. Dokładnie w ten sam sposób działają subsydia. Załóżmy, że istnieje państwo A. Państwo A ma 100 dochodów z podatków i 100 wydatków budżetowych. Dwie osoby żyją w tym państwie: korwinista i socjalista. Obydwaj płacą po 50 podatków i obydwaj otrzymują świadczenia od państwa warte 50.

Państwo A przyznaje korwiniście 10% ulgę podatkową. Korwinista płaci 45, socjalista płaci 50. Państwo ma 95 przychodów. Zakładając, że państwo nie jest rządzone przez Republikanów i nie zadłuży się by sfinansować obniżkę podatków będzie miało do wydania 95 na świadczenia. Korwinista otrzyma 47,5 i socjalista otrzyma 47,5. Jaki będzie efekt? Na otrzymaniu ulgi podatkowej korwinista ‘zarobi’ 2,5. Dokładnie tyle samo ‘straci’ socjalista, który otrzyma o 2,5 świadczeń mniej.

A teraz załóżmy, że państwo postanowi subsydiować socjalistę kwotą 5. Na pozostałe wydatki zostanie państwu 95, z czego korwinista otrzyma 47,5 a socjalista 47,5. Ale socjalista otrzymał wcześnie 5 w ramach subsydiowania, otrzyma więc łącznie 52,5. Korwinista i socjalista zapłacili po 50 podatku więc, korzyść socjalisty w wysokości 2,5 sfinansował korwinista kwotą 2,5.

Dokładnie ten sam mechanizm będzie działać gdy państwo podwyższy socjaliście podatki o 10% a nową kwotę znów rozdzieli po równo pomiędzy korwinistę a socjalistę. Podsumowując, jeśli uldze podatkowej lub subsydiom nie towarzyszą ograniczenia z korzystania ze świadczeń oferowanych przez państwo a podwyżce podatków nie towarzyszy prawo do dodatkowych świadczeń to są to dokładnie takie same mechanizmy fiskalne. Podatkową korzyść jednych finansują wszyscy Ci, którzy tej korzyści nie otrzymali. Ulgę na dzieci finansują wszyscy bezdzietni, ulgę na Internet finansują wszyscy offline a subsydia na uprawę agrestu finansują wszyscy ci, którzy agrestu nie uprawiają.

Czytaj dalszą część »

Szczęście jest… relatywne

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 30.09.2010 | Komentarze (14) »

Idea, że człowiek oceniając poziom swojej satysfakcji z życia stosuje jednocześnie miarę absolutną i relatywną jest od dawna obecna w ekonomii. Wykorzystywanie wartości relatywnych w procesie decyzyjnym jest zresztą bardzo popularne w przyrodzie – pisałem niedawno, że w ten sposób decyzję podejmować potrafią bezmózgie (to nie jest wyrażenie wartościujące lecz stwierdzenie faktu) śluzowce.

Bardzo spodobały mi się najnowsze badania Davida Carda, Alexandre Masa, Enrico Morettiego i Emmanuela Saeza, którzy udowodnili stosowanie przez ludzi wartości relatywnych w ocenie satysfakcji z życia w naturalnym, a nie laboratoryjnym, eksperymencie. Naukowcy skorzystali ze zmiany prawa w Kalifornii, która zagwarantowała opinii publicznej prawo do wiedzy o zarobkach pracowników publicznych, w tym Uniwersytetu Kalifornijskiego. Powstała strona internetowa, na której znalazła się baza danych wynagrodzeń pracowników sektora publicznego. Co zrobili naukowcy?

Badacze poinformowali część pracowników Uniwersytetu Kalifornijskiego o istnieniu tej strony i zachęcili do jej odwiedzenia. Kilka dni później przeprowadzili sondaż wśród wszystkich pracowników kampusu i zapytali o to czy odwiedzili wspomnianą stronę, jakich informacji szukali, zapytali także o poziom satysfakcji z pracy i wynagrodzenia oraz chęć do poszukiwania nowej pracy. Co się okazało?

Po pierwsze, pracownicy poinformowani przez badaczy o istnieniu strony byli dwa razy bardziej skłonni (50% do 25%) ją odwiedzić niż pracownicy, którzy nie zostali poinformowani, a którzy tworzyli grupę bazową.

Po drugie, 80% nowych użytkowników strony szukało informacji o zarobkach swoich współpracowników.

Po trzecie, poznanie informacji o zarobkach współpracowników miało przeciętnie niski i nieistotny wpływ na poziom satysfakcji z pracy i wynagrodzenia, jeśli już to był to wpływ negatywny.

Po czwarte, wśród pracowników, którzy zarabiali poniżej mediany wynagrodzeń dla całego departamentu lub grupy osób na podobnym stanowisku zaobserwowano mniejszą satysfakcję z pracy i wynagrodzenia i większą skłonność do poszukiwania nowej pracy.

Po piąte, nie zaobserwowano odwrotnego efektu u badanych, którzy zarabiali powyżej mediany wynagrodzeń – ich satysfakcja z pracy i wynagrodzenia nie zwiększyła się.

Czytaj dalszą część »

Biurokratyczne zagadki

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 29.09.2010 | Komentarze (100) »

Na blogu Olgierda Rudaka znalazłem odnośnik do interesującego tekstu o tym ile pieniędzy pochłania polska biurokracja. W związku z tym tekstem miałbym małą zagadkę dla czytelników bloga. Proszę uszeregować podane państwa od tego, w którym urzędnicy państwowi stanowią największą część zatrudnionych ogółem, do państwa, w którym ten wskaźnik jest najniższy: Łotwa, Czechy, Polska, Dania

Odpowiedź znajdziecie na poniższym wykresie:

Czytaj dalszą część »

Opinia publiczna o redukcji długu i deficytu

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 28.09.2010 | Komentarze (20) »

The Economist opublikował interesujący wykres przedstawiający wyniki badań opinii publicznej w kwestii preferowanych metod zmniejszania deficytu budżetowego i zadłużenia. Badania przeprowadzono w 22 państwach, niestety nie było wśród nich Polski. Respondentom zadano pytanie: na jaką metodę redukcji deficytu budżetowego i długu rząd w Twoim państwie powinien położyć większy nacisk? Do wyboru było pięć odpowiedzi

  • podwyżkę podatków
  • obcięcie wydatków rządowych
  • obydwie powyższe metody
  • żadna z dwóch pierwszych metod
  • inna

Wyniki przedstawiały się następująco:

Za The Economist

Za The Economist

Rezultaty są pewną niespodzianką. Spodziewałbym się na przykład, że UK i Francja zamienią się miejscami. Zupełnie nie rozumiem dlaczego Meksyk i Brazylia są tak bardzo od siebie różne.

Zagadką są oczywiście respondenci wybierający odpowiedź ‘4’ (żadna). Czy w ich głowach pomysł na inny sposób redukcji deficytu niż obcięcie wydatków lub podwyżkę podatków czy może uważają, że deficyt i dług w ich państwie nie jest problemem. Co do odpowiedzi ‘inna’ to może oznaczać na przykład sprzedaż majątku państwowego, na przykład przez prywatyzację.

Moje pytanie brzmi: jakich wyników spodziewalibyście się w Polsce?

Stephen Colbert o fałszywym pięknie łatwych rozwiązań

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 27.09.2010 | Komentarze (37) »

Profesor Gregory Mankiw uznał ostatnie wystąpienie Colberta w amerykańskim Kongresie za najlepsze przesłuchanie w historii amerykańskiego parlamentu. Jednego Colbertowi nie można odmówić – fantastycznie wyśmiewa złudny powab prostych rozwiązań (problem z pracownikami rolnymi? – niech Amerykanie przestaną jeść owoce i warzywa) oraz oszałamiającą hipokryzję emocjonalnych argumentów (nie chcę amerykańskich pomidorów zbieranych przez Meksykanów – chcę by zbierali je Amerykanie, przetwarzali Gwatemalczycy a podawali do stołu Wenezuelczycy).

Całe wystąpienie Colberta:

Dyskusja o robotnikach rolnych w USA oraz imigracji stanowi dla mnie wymarzony pretekst do zwrócenia uwagi czytelników bloga na coś co zapewne umknęło ich uwadze. To ważny argument w kontekście dyskusji o redystrybucji majątku, o tym czy to proces sprawiedliwy czy nie.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się jaki wpływ na nierówność dochodową w społeczeństwie ma współczesna polityka imigracyjna? By wyjaśnić ten problem wystarczy zadać dwa proste pytanie: ilu znacie nielegalnych imigrantów, którzy pracują jako prawnicy, finansiści czy inżynierowie? A ilu znacie nielegalnych imigrantów, którzy pracują jako robotnicy budowlani, pracownicy rolni czy pomoce domowe?

Niemal na całym świecie polityka imigracyjna doskonale zapobiega wzrostowi konkurencji w dobrze płatnych zawodach wykonywanych przez klasę średnią i wyższą klasę średnią, prawda?  W tym samym czasie, antyimigracyjne bariery są na tyle dziurawe, że napływ konkurencyjnych w stosunków do lokalnej siły roboczej, nielegalnych robotników, nie ustaje. Nielegalni imigranci kreują oczywiście presję na wynagrodzenia, w grupie najsłabiej zarabiających. Choć badania empiryczne z USA wskazują, że imigracja nie zwiększa znacząco bezrobocia i stymuluje gospodarkę (cóż, kreuje konkurencje na rynku praca – konkurencja stymuluje gospodarkę) to wynikiem imigracji jest także presja na płace niewykwalifikowanych pracowników.

Niewiarygodne, że nikt nie wpadł na pomysł, że znaczące otwarcie rynku pracy dla wykwalifikowanych imigrantów zwiększy konkurencję i zadziała stymulująco na gospodarkę.

Co więcej, związany ze statusem nielegalnego imigranta brak ochrony prawnej sprzyja eksploatowania robotników i obniża standardy pracy dla wszystkich – także dla lokalnej siły roboczej (o tym wspomniał Colbert). Mamy więc, wpisany w politykę imigracyjną, prawny mechanizm zwiększający dywergencję wynagrodzeń pomiędzy najmniej zarabiającymi robotnikami niewykwalifikowanymi a dobrze zarabiającymi profesjonalistami

Pytanie brzmi: jak dużo jest takich mechanizmów?

Autorskie blogi finansowe

Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player