Przede wszystkim, zastanawiam się czy wszyscy czytelnicy bloga zdają sobie sprawę, że PODZ można wyliczyć dla różnych przedziałów wiekowych. Z reguły PODZ podawana jest dla ‘urodzenia’ i oznacza liczbę lat, którą przeżyje przeciętny człowiek. Z tak zdefiniowanym PODZ jest pewien problem – fałszuje nasze wyobrażenia o tym jak długo ludzie żyli w przeszłości. Na przykład w kolonialnej Ameryce, w Wirginii, przeciętna oczekiwana długość życia nie przekraczała 25 lat.
Rzecz w tym, że tak niska PODZ determinowana była wysoką śmiertelnością niemowląt i dzieci. W Nowej Anglii aż 40% dzieci nie dożywało dorosłości. W XVIII wiecznym Londynie 75% dzieci nie dożywało piątego roku życia. Obecnie, w rozwiniętych państwach ten wskaźnik nie przekracza jednego procentu, w najsłabiej rozwiniętych wynosi kilkanaście procent.
Proszę na chwilę zatrzymać się przy tych danych z XVIII wiecznego Londynu. Oznaczają one, że przeciętna rodzina, chcąca zachować ciągłość pokoleniową musiała spłodzić co najmniej ośmioro dzieci! Sześcioro z nich zmarłoby przed ukończeniem 5 roku życia. Znajomość tych danych pozwala nam zrozumieć to co stało się z dzietnością w państwach rozwiniętych w XX wieku.
Najwyraźniej, wbrew oczekiwaniom sporej grupy konserwatystów, ludzkość jest mądrzejsza od lemingów i nie ma zamiaru rozmnażać się bez opamiętania aż do momentu, w którym zabraknie zasobów zdolnych ją utrzymać. Ja wskazałbym Ferdynanda Magellana jako winnego tej sytuacji. Swoją wyprawą udowodnił, że Ziemia jest okrągła i ludzkość straciła nadzieję, że w krytycznym momencie będzie mogła zeskoczyć z krawędzi płaskiego dysku w kosmiczne urwisko. Wróćmy do tematu… i poważnego tonu.
Proszę zwrócić uwagę na zachowanie PODZ przy urodzeniu i PODZ w wieku 60 lat w latach 1950-2008 w Polsce. Wyraźnie widać, że przeciętna oczekiwana długość życia rosła w Polsce od roku 1950, choć w przypadku mężczyzn da się zauważyć trzydziestoletni okres stagnacji w latach 1960-1990:
Przyznam szczerze, że zupełnie nie rozumiem sprzeciwu jaki wywołuje w wielu państwach, w tym w Polsce, idea podwyższenia wieku emerytalnego. Decyzja taka wydaje mi się nie tylko ekonomiczną koniecznością ale także działaniem pod każdym niemalże względem sprawiedliwym. Dlaczego?
Otóż, wiek emerytalny powinien zostać podniesiony z jednego prostego powodu: ludzie żyją dłużej. To znaczy, że jeśli będą pracować tyle samo lat co pokolenie ich rodziców lecz żyć o kilka lat dłużej to właśnie o te kilka lat dłużej przebywać będą na emeryturze. Z punktu widzenia przepływów pieniężnych w systemie emerytalnych oznacza to takie same wpływy systemu i o kilkanaście, kilkadziesiąt procent wyższe wydatki. Doskonale ilustruje to poniższe zestawienie z The Economist pokazując o ile zwiększył się w wybranych państwach okres, w którym ludzie przebywają na emeryturze:
Za The Economist
Proszę zwrócić uwagę na Polskę. W latach 1965-1970 przeciętny Polak cieszył się emeryturą 4 lata. W latach 2002-2007 niemalże 20 lat. Doprawdy, w świetle tych danych nostalgia emerytów za czasami PRL wydaje mi się totalnym nonsensem. Co więcej, dane z powyższej tabeli nie oddają całej prawdy ponieważ oparte są o oficjalny wiek emerytalny. Tymczasem, w wielu państwach, w tym w Polsce, rzeczywisty wiek przechodzenia na emeryturę jest znacznie niższy.
Jeden z najbardziej inspirujących komentarzy na temat sytuacji w Grecji pojawił się na blogu Marginal Revolution. Tyler Cowen zamieścił taki cytat:
(…) grecki Minister Finansów ostrzegł przed kompletną katastrofą jeśli cały system nie zostanie zmieniony (…) „Ceny i wartości poruszają się w atmosferze zbliżającej się katastrofy” – napisał. „W Grecji od jakiegoś czasu wszystkie filary zdrowej gospodarki zostały przewrócone. Nie ma szans na stabilizację zarówno w równowadze gospodarczej jak i w kwestiach monetarnych i finansowych.”
(…) Podczas gdy Włosi byli autentycznie zaniepokojeni greckim kryzysem finansowym to Niemcy byli tymi, których trzeba było przekonać (…)
(…) W Atenach ludzie oczekiwali, że Minister Finansów zdoła skłonić Niemców do znaczących ustępstw. W rzeczywistości, jego pozycja negocjacyjna była bardzo słaba (…)
(…) Grecki kryzys finansowy nie powinien zostać zignorowany. Greckiemu Ministrowi Finansów nie brakowało błyskotliwości czy inteligencji przy przedstawianiu swoich opinii. Problem polegał po prostu na tym, że żaden grecki polityk nie był na tyle znaczącą postacią by został poważnie wysłuchany w Berlinie (…)
Tyler Cowen napisał, że cytaty nie pochodzą z wczorajszego Financial Times. Pochodzą z książki pod tytułem Wewnątrz Grecji Hitlera: Doświadczenie Okupacji 1941-1944.
Rzeczywiście istnieją pewne historyczne powody, dla których Niemcy nienajlepiej się czują w roli żandarma wymuszającego na innych europejskich państwach przeprowadzenie bolesnych reform budżetowych, których bezpośrednim skutkiem będzie obniżenie poziomu życia społeczeństwa. Choć nie przeszkadza to niektórym niemieckim politykom radzić Grecji by ta sprzedała część swojego terytorium by zdobyć pieniądze na spłatę zadłużenia.
W poprzednim tekście przedstawiłem analizę sytuacji budżetowych w poszczególnych stanach USA. Po przygotowaniu tabeli w Excelu, spojrzałem na nią i zorientowałem się, że mam przed sobą szczegółowe dane o deficytach budżetowych w poszczególnych stanach. Sprawdzenie kto jest gubernatorem poszczególnych stanów zajęło mi kilka minut. Z tego miejsca kilka prostych działań w Excelu dzieliło mnie od sprawdzenia jak bardzo oddanymi konserwatystami fiskalnymi są Republikanie gdy naprawdę mają władzę.
Poruszyłem już kilka razy problem partyjniactwa federalnych deficytów budżetowych, a także innych wskaźników gospodarczych (tutaj i tutaj). Takie analizy sugerują, że demokratyczni prezydenci nie tylko rządzą przy bardziej zrównoważonym budżecie niż republikańscy prezydenci ale także osiągają lepsze wyniki gospodarcze, na przykład wyższy wzrost PKB. Komentując takie zestawienia zawsze podkreślam dwie istotne sprawy. Po pierwsze, politykę gospodarczą w USA tworzy nie tylko Prezydent ale także Kongres. Liczne okresy kohabitacji praktycznie uniemożliwiają rzetelną analizę. Po drugie, konsekwencje określonych decyzji w polityce gospodarczej często wykraczają poza kadencję prezydenta, który je podjął. Najlepszym tego przykładem są skutki decyzji prezydenta Busha dla deficytu budżetowego, przy którym operuje administracja Obamy.
Dla stanów rządzonych przed demokratycznych (D) gubernatorów mediana wielkości deficytów budżetowych jako odsetka budżetu stanowego wynosi 20,1%. Średnia dla stanów z D gubernatorem wynosi 19,5%.
Brałem pod uwagę dane za rok budżetowy 2010: planowany deficyt oraz deficyt po pierwszych sześciu miesiącach. Dla wszystkich stanów mediana wynosi 21,9% a średnia 21,8%.
Spodobała mi się rysunek w artykule o przyszłości hossy na amerykańskich obligacjach w weekendowym wydaniu Parkietu z ubiegłego tygodnia przedstawiający problemy budżetowe kilku amerykańskich stanów, w tym Kalifornii, Florydy i Nowego Jorku. Chciałem napisać o tym już kilka dni temu ale zdecydowałem się poczekać na więcej informacji o stanowych deficytach budżetowych.
Otóż, uwaga całego świata koncentruje się na Grecji, której deficyt budżetowy w 2009 roku wyniósł około 33,5 mld euro czyli 46 mld USD. Tymczasem deficyt budżetowy Kalifornii w roku budżetowym 2010, który rozpoczął się 1 lipca 2009 roku, wyniesie około 52 mld USD. Naturalnie, Kalifornia jest szóstą gospodarką świata, więc deficyt budżetowy Kalifornii wyniesie około 2,8% kalifornijskiego PKB (z 2008 roku). Warto więc zwrócić uwagę na mapę z Parkietu pokazującą sześć stanów z największym (wartościowo) deficyt budżetowym w roku fiskalnym 2010 roku:
W 2010 roku deficyty budżetów stanowych wyniosą łącznie około 196 mld USD, około 29% łącznych budżetów. Co więcej, w 2011 roku ‘dołożone zostanie’ kolejne 103 mld USD deficytów stanowych, około 17% łącznych budżetów stanowych. Proszę jednak zwrócić uwagę, że jeśli trend z 2010 roku się utrzyma to rzeczywiste deficyty w 2011 roku mogą być nawet o kilkadziesiąt procent większe.
Znów postanowiłem się ‘pobawić’ danymi i przerobiłem tabelę z Wikipedii stworzoną na podstawie raportu Open Europe. Pokazuje zagregowaną sumę wpłat do UE, wpływów z UE, wpływów netto oraz wpływów netto per capita w okresie 2007-2013. Dodałem roczne kolumny pokazuję roczne wpływy netto per capita oraz roczne wpływy netto jako odsetek PKB z 2009 roku – średnią dla okresu 2007-2013. Dane o PKB wziąłem z Wikipedii (przeliczyłem na euro po kursie z piątku: 1,3631).
Myślę, że poniższe zestawienie będzie interesującą pomocą edukacyjną. Należy jednak pamiętać, że jest to jedynie projekcja a realne przepływy pieniężne mogą być odmienne ze względu na niezdolność niektórych państw do wykorzystania 100% przyznanych im środków. O ile się nie mylę, wykorzystanie środków unijnych dla niektórych programów nie przekracza kilku procent w Bułgarii i ‘niskich’ kilkudziesięciu w Polsce. Tabela (w .png ze względu na problemy z formatowaniem) :
Na podstawie danych Open Europe
Dane o wpływach netto jako odsetku PKB, które otrzymałem nie odbiegają znacznie o tych, które pokazują wykresy z całkiem przyzwoitej prezentacji UKIE o budżecie UE w latach 2007-2013. Beneficjenci netto:
Otrzymałem od jednego z czytelników bloga odnośnik do tekstu Zero Hedge o płatnikach i beneficjentach netto budżetu Unii Europejskiej. Mimo, że jakiś czas temu przestałem czytać Zero Hedge (o tym za chwilę) postanowiłem sprawdzić cóż interesującego Tyler Durden napisał.
Otóż, muszę przyznać, że idea, którą poruszył jest interesująca. Wnikliwi czytelnicy pamiętają, że pisałem niedawno o prawnych aspektach opuszczenia strefy euro (EMU).Zwróciłem uwagę, że w obecnym stanie prawnym taki krok byłby równoznaczny z opuszczeniem Unii Europejskiej a więc utratą wszystkich przywilejów związanych z członkowstwem w tej organizacji, między innymi utratą dostępu do wspólnego rynku. Zero Hedge podkreśla, że w przypadku Grecji oznaczałoby to także utratę pokaźnych wpływów z budżetu Unii Europejskiej ponieważ Grecja, jako jedno z nielicznych państw ‘starej unii’ jest beneficjentem netto Unii Europejskiej.
W tym miejscu na scenę wkracza amatorski research – znak firmowy Zero Hedge. Autor tekstu napisał o Niemczech, że corocznie wpłacają do budżetu UE 164 mld euro a otrzymują zaledwie 78 mld euro. Cytuję: (…) without Germany, the EU would not exist. The country, which receives €78 billion from the EU annually, pays out more than double that, or €164 billion, for a net impact of (€1,045) per capita. Zero Hedge zamieściło też stosowny rysunek:
Kilkanaście dni temu Financial Times zasugerował, że narodowy, saudyjski koncern naftowy Saudi Aramco może być warty 7 bilionów dolarów. Chciałbym stworzyć jakiś kontekst dla tej liczby: to 13 razy tyle co polski PKB i 3,5 razy więcej niż łączna kapitalizacja 10 największych firm z indeksu S&P 500 (uwaga: dane z października 2009):
Za Bespoke
Tak wysoka wycena Saudi Aramco związana jest z gigantycznymi zasobami ropy naftowej, które posiada ta firma, ocenianymi na około 300 mld BoE – baryłek przeliczeniowych ropy. Poniżej wykres pokazujący koncerny naftowe z największymi rezerwami ropy naftowej:
Ogniwa paliwowe nie są wynalazkiem nowym a mimo to pierwsze medialne doniesienia o Bloom box wytwarzanym przez firmę Bloom Energy wywołały w USA gigantyczną dyskusję o przyszłości zaprezentowanego wynalazku. Nie trudno znaleźć powody takiej reakcji mediów, komentatorów i analityków.
Po pierwsze, przedstawione urządzenie istnieje. Nie jest prototypem, rysunkiem technicznym na deskach kreślarskich. Bloom box pracuje od kilku a nawet kilkunastu miesięcy w prawie 20 firmach – przy tym mówimy tutaj o takich korporacjach jak Google, Wal-Mart, FedEx czy eBay.
Po drugie, za biznesowym projektem Bloom Energy stoi firma Venture Capital z Doliny Krzemowe – Kleiner, Perkins, Caulfield and Byers – zespół ludzi, który ‘odkrył’ Netscape, Amazon i Google (ale także będący dużo bliżej ‘klapy’ niż sukcesu projekt Segway). Co więcej, według nieoficjalnych informacji Kleiner, Perkins, Caulfield and Byers zainwestował w projekt Bloom Energy ponad 100 mln dolarów. Łącznie w Bloom Energy zainwestowano już 400 mln USD.
Po trzecie, konstruktor ogniwa paliwowego i prezes Bloom Energy, K.R. Sridhar, nie jest kontrowersyjnym naukowcem – samoukiem lecz uznanym inżynierem z wieloletnim stażem pracy w NASA, wcześniej pracującym nad udanym projektem urządzenia mającego wytwarzać tlen na Marsie.
Po czwarte, Bloom box idealnie trafia w rynek z urządzeniem zdolnym efektywnie i ekologicznie wytwarzać energię elektryczną. K.R. Sridhar twierdzi, że urządzenie może wytwarzać energię elektryczną z gazu ziemnego w cenie 8-10 centów za kilowatogodzinę, a więc taniej niż koszt energii elektrycznej w wielu rejonach USA.
Zachęcam do obejrzenia 13 minutowego fragmentu programu 60 minutes w telewizji CBS, w którym przedstawiono urządzenie i jego twórcę:
Ogniwa paliwowe w elektrochemicznym procesie przetwarzają paliwo (wodór, gaz ziemny, biogaz). Są efektywne energetycznie. Gdy paliwem jest wodór nie występuje produkcja CO2 – w przypadku używania gazu ziemnego emisja CO2 jest niższa przynajmniej o 50% od tradycyjnych metod wytwarzania energii elektrycznej.
Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.