Przez cały 2009 rok prezesi upadłych, lub uratowanych przez rządy, banków irytowali obserwatorów rynku finansowego zrzucaniem winy za kłopoty, w które wpadły zarządzane przez nich korporacje na inwestorów sprzedających krótko akcje instytucji finansowych. Żywiołowo przeciwstawiałem się tej próbie znajdowania kozła ofiarnego.
Minęło kilka miesięcy, w centrum uwagi znalazły się problemy finansowe państw, zmienił się też kozioł ofiarny, który odwrócić ma uwagę ‘tłumów’ od ludzi, którzy własną niekompetencją i nierozwagą spowodowali kryzysy budżetowe. Miejsce krótkiej sprzedaży na ławie oskarżonych zajęły credit default swaps.
Grecki premier, George Papandreou, o problemy finansowe swojego państwa oskarża, międzynarodowych spekulantów i wskazuje na rynek derywatów kredytowych: credit default swaps (CDS) jako przyczynę greckiego kryzysu. Cóż, równie dobrze, można mieć pretensje do lustra o to, że jest się brzydkim. Proszę zwrócić uwagę na kilka podstawowych faktów.
Przede wszystkim, ceny CDS są skorelowane z wskaźnikami sytuacji fiskalnej (str. 12). Im wyższy wskaźnik dług państwowy do PKB tym większe ryzyko kredytowe, a więc także CDS spread. Co ciekawe, duża baza podatkowa mierzona stosunkiem dochodów rządowych do PKB, generalnie obniża ceny CDS, podobnie jak relatywnie duża ilość krótkoterminowego długu, w całkowitym zadłużeniu rządowym. Wzrost długu rządowego, mierzony relacją pomiędzy długiem publicznym a prywatnymi oszczędnościami jest pozytywnie skorelowany z cenami CDS:
Ceny CDS odzwierciedlają także aktualną sytuacją budżetową, mierzoną wielkością deficytu budżetowego. Krótko mówiąc, to nie wzrost cen CDS powoduje kryzys to kryzys powoduje wzrost cen CDS. Dzieje się tak, ponieważ rynek CDS po prostu antycypuje przyszłe zmiany ryzyka kredytowego.
Czytaj dalszą część »

